Nie była w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo musi być to męczące. Był tutaj zamknięty, całymi dniami, niczym w klatce. Nie mógł się ruszyć nawet na chwilę, bo słońce by go zamieniło w proch. Okropne, najgorsze było to, że nikt nie był w stanie mu pomóc, musiał po prostu do tego przywyknąć, pogodzić się z tym.
Kiedy upił łyk kawy z jej kubka, na pewno poczuł smak whisky, którą do niej dolała. Nie była to może jakaś ogromna ilość, ale przebijała się w smaku tej chujowej kawy. Nie miała pojęcia, że chciał ją sprawdzić, przyłapać na gorącym uczynku, inaczej nie dałaby mu jej spróbować. Nie zakładała, że jest taki sprytny, a może nie sądziła, że pojawił się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Nie spodziewała się, że mógł zauważyć, że coś jest z nią nie tak. Próbowała to przecież maskować.
- Słucham? - Odwróciła się w jego kierunku, miała wrażenie, że się przesłyszała, chociaż to chyba było niemożliwe. Mina jej zrzedła, a na twarzy pojawił się grymas. Nie znosiła, kiedy ktoś komentował jej zachowanie, szczególnie w taki sposób. Nie był specjalnie delikatny, ale tego powinna się po nim spodziewać.
- Na trzeźwo to już chyba trochę za późno. - Próbowała nieco złagodzić atmosferę słabym żartem. Nie była nawalona, łyknęła ledwie kilka kropel alkoholu, ale ton jego głosu spowodował, że musiała się bronić, a żarty były zawsze jej pierwszym wyborem. Najłatwiej było obrócić wszystko co poważne w żart.
Nie patrzył na nią, nie wiedziała dlaczego, nie było to normalne, spowodowało, że poczuła się nieswojo. Nie chciała, żeby się o nią martwił, to ona powinna martwić się o niego.
- Byłbyś uroczym nietoperzem, tego jestem pewna, nie wiem jednak, czy do końca tak to działa. - Pociągnęła temat, chociaż miała wrażenie, że próbuje po prostu na chwilę ją omamić.
Spojrzał na nią, kamień z serca, odetchnęła z ulgą, bała się, że w ogóle nie będzie chciał na nią patrzeć. Nie miała pojęcia do czego zmierza, co wie, jednak mieszkali razem, więc nie miała szansy ukryć przed nim wszystkiego.
- Nie do końca rozumiem. - Najłatwiej przecież udawać, że problem nie istnieje, czyż nie?
- Przecież jestem ogarnięta, poluję, żyję, jest dobrze. - Na pewno w to uwierzy, brzmiała strasznie przekonywająco. - Do czego zmierzasz? - Nie znosiła domysłów, wolała usłyszeć wprost o co właściwie mu chodzi, wtedy będzie mogła wymyślić jakąś odpowiednią odpowiedź, która usatysfakcjonuje obie strony.