To była jedna z milszych reakcji, z którymi zwykła się spotykać Rowle. Wielu czarodziejów patrzyło na nią z pewną obawą, czasem z niesmakiem, a czasem z jawnym rozbawieniem jej wysokością, która kompletnie nie szła w parze z płcią. Przynajmniej tak uważała większość socjety, bo Regina nie wpasowywała się w żadne ramy piękna lub przystępnego wyglądu.
— Nie! Nic takiego się nie stało. — odpowiedziała natychmiast, wodząc wzrokiem za kobietą, która schyliła się po różdżkę. — W żadnym razie, po prostu czarodziej teleportował się prawie na mnie, a Cymbał cóż…
Przerwała, bo Brenna zadała kolejne pytanie oraz pouczyła ją, co do kontrolowania jakoś swojego smoczognika.
— Tak i tak. — zmarszczyła brwi, bo nie bardzo wiedziała z kim ma do czynienia, ale pytania, czy raczej stwierdzenia były trafne i zgodne z prawdą.
Oczywiście czarownica musiała uczęszczać do Hogwartu, być może nawet na ten sam rocznik, co Regina, ale co więcej? Rowle miała pamięć do tego, czym żywiły się ogniste kraby lub gdzie można było spotkać bagnowyja. Nie do twarzy setek osób, które spotkała na przestrzeni trzech dekad swojego życia.
Wzruszyła ramionami, taksujący kobietę miodowymi oczami.
— Nie przywykł do teleportujących się na nas osób. A przez długą podróż do Londynu zrobił się nieco nerwowy. Przepraszam, ale z kim mam przyjemność, bo poznanie jest jednostronne. — wyciągnęła dłoń do uścisku. — Regina Rowle, a pani?