Mało kto by chyba wiedział jak postąpić w takiej sytuacji, więc Stanley nie miał się za bardzo czym przejmować. Znaczy, na pewno przejmowanie się sprawą było dość ważną częścią tego wszystkiego, ale nikt go nie oceniał, bo nie była to codzienna sytuacja. Metodą prób i błędów musiał wypracować swoje działania, tak po prostu, jak w większości nietypowych wydarzeń, może go to trochę zaboleć, ale najlepiej wychodzić człowiekowi uczenie się na własnych błędach.
Avery nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, w jaki sposób Anne zakończyła swój żywot, wiedziała, że była to dla Borgina ogromna tragedia, gdyby dowiedziała się o tym, że to on zabił ją przypadkiem - pewnie by mu współczuła, była w niego zapatrzona jak obrazek, więc wszelkie powinięcia nogi traktowała jako nic złego, nawet jeśli chodzi o niespecjalne zabicie matki. Każdemu mogło się zdarzyć, prawda? Najważniejsze, że nie postąpił w ten sposób celowo, bo Stanley na pewno nie mógł nikogo zabić specjalnie, taki był z niego przecież dobry chłopak.
- Tak, tak, całkiem logiczne. - Powtórzyła za nim, a jej twarz przybrała ten dziwny wyraz, który nie jawił się na niej zbyt często. Myślała, była bardzo skupiona, jakby wcale nie było to takie logiczne.
Zaczęła analizować swoje drzewo genealogiczne kilka pokoleń wstecz, trochę przy tym zbladła, chociaż miała świadomość, że rodziny czystokrwistych się dosyć mocno ze sobą krzyżują.
Nie wiedziała właściwie od czego zacząć. To, że złapał ją za ramię wcale nie pomogło. Będzie musiała mu to jakoś powiedzieć, tylko jak? Dlaczego los zawsze rzucał im kłody pod nogi? Tego nie mogła pojąć.
- Robert Mulciber, to mój wuj. - Twój ojciec, mój wuj. Wyrzuciła to z siebie, bo nie chciała przemilczeć tego tematu.
- Znaczy nie jest to brat mojego ojca, nie wiem, jakiś daleki kuzyn, nie mam pojęcia, jak mocno jesteśmy spokrewnieni. - Patrzyła na niego uważnie, żeby wyczytać jego reakcję. Widać po niej było, że jest nieco zmieszana, bo takiego obrotu sytuacji się nie spodziewała. - Spotkałam go w swoim życiu kilka razy. - Kontynuowała swoje wytłumaczenie, chociaż nie wiedziała, czy to pomoże, bo to było dziwne, kurewsko posrana sytuacja.
- Nie wiem Stanley, czy to jest dziwne, bardzo dziwne? - Potrzebowała zapewnienia, że wcale nie, że nic się między nimi nie zmieni. Teraz to wydawało jej się, że bardzo źle się stało, że się tego dowiedział, bo przyniosło to niepotrzebne komplikacje, ale czy były, aż tak wielkie? To się dopiero okaże.