14.03.2024, 09:41 ✶
Cóż... Stanley niewiele się pomylił w swoich rozważaniach, bo kurde - faktycznie to był pomysł Aidana. Co prawda nie zakładał on, że Penny wysadzi drzwi i kilku ludzi, a jednego prawie zabije, ale fakt był jeden: to on powiedział dziewczynie, żeby zabezpieczyła sklep. W końcu była w tym dobra, czyż nie? Być może pokładał w niej zbyt wielkie nadzieje. Albo się po prostu nie zrozumieli, bo chyba coś wspominał ostatnio, żeby nałożyła takie zaklęcia, które by z impetem odrzucały nieproszonych gości. No ale odrzucanie a wybuchanie to zupełnie dwie różne rzeczy, prawda?
Stanley gadał całkiem do rzeczy, chociaż Parkinson nie był pewny, czy to z runami przejdzie. Odwrócił się w jego stronę z miną wyrażającą wątpliwość i naprawdę nadludzki wysiłek, gdy próbował poskładać to do kupy.
- Nie wiem, czy mieszanie do tego run byłoby rozsądne, je chyba trzeba wcześniej wyrysować, nie da się tak o sprawić, żeby... Kurwa! - gdyby nie to, że patrzył na Borgina, Penny nie zdążyłaby wyjąć mu papierosa z ręki. To oni jej pomagają, a ona tak?! - Oddawaj to.
Nie zdążył wyciągnąć dłoni, bo ta już zgasiła peta. Gdyby wzrok mógł zabijać, to nie Pan Włamywacz leżałby teraz na ziemi, a Penny. I by z pewnością nie oddychała. Nie zabiera się palaczowi jego papierosa, nigdy. To była jedna z pierwszych i najważniejszych zasad.
- Zrób to jeszcze raz, a zapomnę co mówiłem i cię zamkną - sięgnął do paczki i wyciągnął kolejnego ćmika. Tym razem jednak odsunął się od Penny na kilka kroków. Bezczelna ruda fląra. Oni z sercem na dłoni kombinują, jak by tu zakręcić tak, żeby Weasley wyszła z tej całej sytuacji obronną ręką, a ta zaczyna wracać do swojego normalnego zachowania. - Zabezpieczyłaś sklep, zasiedziałaś się z książką. Włamali się, zaklęcie zadziałało nie tak, jak powinno. Spiszemy zeznania, wezwiemy zaraz kogo trzeba żeby zabrał szczura do Munga. Postawią mu zarzuty, ty tylko potwierdzisz wersję, w której mówisz, że to był wypadek. Od razu wezwałaś Brygadę, więc tym zaplusujesz. I nikt nie powie, że próbowałaś zatuszować sprawę, a przecież typ żyje. Tylko ani słowa o tym, że wiedziałaś, że mają przyjść, jasne?
Ach tak, bo tego chyba nie powiedział wcześniej na głos - oni wiedzieli, że ktoś tu przyjdzie. On wiedział i poinformował Weasley o tym fakcie. Nie wiedzieli kiedy, wiedzieli jednak że to nieuniknione. Tym razem uważał, żeby Penny nie zabrała mu papierosa. Spojrzał na Stanleya, czy taka zmieniona wersja mu pasowała. W końcu to on będzie pisał raport, bo Borgin musiałby być kompletnym naiwniakiem licząc, że Parkinson mu jakkolwiek w tym pomoże. Nienawidził raportów, a gdy już jakiś musiał pisać, to był tak niechlujny, że naprawdę lepiej było, żeby robił to za niego ktokolwiek inny.
- Spiszemy co trzeba, przeczytasz i zapamiętasz - powiedział, zerkając na Borgina, czy ten nadal miał przy sobie ten swój śmieszny notes. On swój pewnie gdzieś miał po kieszeniach, ale nigdy nie miał niczego do pisania. Zawsze gubił długopisy i rysiki. A może po prostu mu je kradli? Nie zdziwiłby się, to towar deficytowy. - A jak wrócą... Cóż, może tym razem nałóż zabezpieczenia, które nie rozwalą ci drzwi?
Innej opcji nie było. On tu spać nie mógł, miał swoje sprawy. Aidan zaciągnął się papierosem i spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę w zamyśleniu.
- Dowiem się, kto go wysłał i najwyżej złożę mu wizytę - wzruszył ramionami. To akurat trudne nie będzie, znał kilka osób z Nokturnu, a wybuch był słyszalny pewnie i tam. Podpyta kogo trzeba i złoży mu wizytę. Sam albo z kimś, jeszcze nie miał planu. - I wybiję mu ten pomysł z głowy.
Najpewniej dosłownie.
Stanley gadał całkiem do rzeczy, chociaż Parkinson nie był pewny, czy to z runami przejdzie. Odwrócił się w jego stronę z miną wyrażającą wątpliwość i naprawdę nadludzki wysiłek, gdy próbował poskładać to do kupy.
- Nie wiem, czy mieszanie do tego run byłoby rozsądne, je chyba trzeba wcześniej wyrysować, nie da się tak o sprawić, żeby... Kurwa! - gdyby nie to, że patrzył na Borgina, Penny nie zdążyłaby wyjąć mu papierosa z ręki. To oni jej pomagają, a ona tak?! - Oddawaj to.
Nie zdążył wyciągnąć dłoni, bo ta już zgasiła peta. Gdyby wzrok mógł zabijać, to nie Pan Włamywacz leżałby teraz na ziemi, a Penny. I by z pewnością nie oddychała. Nie zabiera się palaczowi jego papierosa, nigdy. To była jedna z pierwszych i najważniejszych zasad.
- Zrób to jeszcze raz, a zapomnę co mówiłem i cię zamkną - sięgnął do paczki i wyciągnął kolejnego ćmika. Tym razem jednak odsunął się od Penny na kilka kroków. Bezczelna ruda fląra. Oni z sercem na dłoni kombinują, jak by tu zakręcić tak, żeby Weasley wyszła z tej całej sytuacji obronną ręką, a ta zaczyna wracać do swojego normalnego zachowania. - Zabezpieczyłaś sklep, zasiedziałaś się z książką. Włamali się, zaklęcie zadziałało nie tak, jak powinno. Spiszemy zeznania, wezwiemy zaraz kogo trzeba żeby zabrał szczura do Munga. Postawią mu zarzuty, ty tylko potwierdzisz wersję, w której mówisz, że to był wypadek. Od razu wezwałaś Brygadę, więc tym zaplusujesz. I nikt nie powie, że próbowałaś zatuszować sprawę, a przecież typ żyje. Tylko ani słowa o tym, że wiedziałaś, że mają przyjść, jasne?
Ach tak, bo tego chyba nie powiedział wcześniej na głos - oni wiedzieli, że ktoś tu przyjdzie. On wiedział i poinformował Weasley o tym fakcie. Nie wiedzieli kiedy, wiedzieli jednak że to nieuniknione. Tym razem uważał, żeby Penny nie zabrała mu papierosa. Spojrzał na Stanleya, czy taka zmieniona wersja mu pasowała. W końcu to on będzie pisał raport, bo Borgin musiałby być kompletnym naiwniakiem licząc, że Parkinson mu jakkolwiek w tym pomoże. Nienawidził raportów, a gdy już jakiś musiał pisać, to był tak niechlujny, że naprawdę lepiej było, żeby robił to za niego ktokolwiek inny.
- Spiszemy co trzeba, przeczytasz i zapamiętasz - powiedział, zerkając na Borgina, czy ten nadal miał przy sobie ten swój śmieszny notes. On swój pewnie gdzieś miał po kieszeniach, ale nigdy nie miał niczego do pisania. Zawsze gubił długopisy i rysiki. A może po prostu mu je kradli? Nie zdziwiłby się, to towar deficytowy. - A jak wrócą... Cóż, może tym razem nałóż zabezpieczenia, które nie rozwalą ci drzwi?
Innej opcji nie było. On tu spać nie mógł, miał swoje sprawy. Aidan zaciągnął się papierosem i spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę w zamyśleniu.
- Dowiem się, kto go wysłał i najwyżej złożę mu wizytę - wzruszył ramionami. To akurat trudne nie będzie, znał kilka osób z Nokturnu, a wybuch był słyszalny pewnie i tam. Podpyta kogo trzeba i złoży mu wizytę. Sam albo z kimś, jeszcze nie miał planu. - I wybiję mu ten pomysł z głowy.
Najpewniej dosłownie.