14.03.2024, 15:38 ✶
- No ale przecież - chyba się trochę zniecierpliwił. - Nie mówię, że z tego ogórka ma się lać ta wódka hektolitrami. Tak sobie tylko myślę, ze masz smak ogórka, ale no jest podbity wódką i kopie tak samo. Są te przecież, nalewki, prawda? I one smakują tym co do nich wsadzisz, ale trzepią odpowiednio - tu chodziło o balans. O równowagę smaków i żeby każdy taki ogóreczek to była nowa przygoda, niezbyt przerażająca, ale odpowiednio intensywna, tak żeby każdy mógł się nią cieszyć. Jakby chciał sobie lać do gardła wódki, to by to przecież robił, a tutaj chodziło o rewolucję na skalę światową wręcz.
- Dobra. Czyli podsumowując - robienie za sługusa przez cały tydzień. Raporty, kawa, ciasteczka, wszystko prosto pod nos. Nawet po pocztę by się nie musiało chodzić. Mówić Królowo też mogę, aczkolwiek nie wiem jak się na coś takiego niektórzy mogą zapatrywać w miejscu pracy - podsumował, prychając przy tym z rozbawieniem, bo miał wrażenie że taka panna Nott, siedząca za swoim biurkiem sekretarki, to mogła się całkiem średnio bawić słysząc takie deklaracje i zaraz wymyśliłaby mu coś podstępnego i mało przyjemnego.
Miał plan, co do tego szykowania się i plan to był niezwykle piękny, ale jak się okazało, to o wiele ładniej wyglądał on w jego głowie. Chciał ja tak ładnie unieść, na wyprostowanych rękach i zakręcić i był przekonany że wyglądaliby naprawdę ładnie, a przynajmniej ona, ale chyba te trzy drinki trzepały mocniej niż mógł się tego spodziewać, bo podniósł ją tylko trochę. Co prawda zakręcili się przy tym, ale nie było to tak spektakularne, jak sobie tego życzył. Ale to nie było jakoś szczególnie ważne, bo Bulstrode mimo częściowej porażki zaśmiał się wtórując w tym swojej partnerce.
Jak się okazało, ogólnie poszło im całkiem dobrze. Atreus co prawda zbyt zajęty był tymi ogórkami i Lestrange, żeby zwracać większą uwagę na kręcące się z nimi po parkiecie pary, ale kiedy przyszło co do czego, to oni zostali wywołani na scenę. Bulstrode zakręcił zręcznie Viką jeszcze raz i pociągnął ją by odebrali swoją nagrodę.
- Żyć nie umierać - rzucił, spoglądając na bilety z wyraźnym zadowoleniem. Bardziej od chodzenia w miejsca na poziomie lubił wygrywać i to teraz napędzało jego dobry humor. I nawet nie musiał oszukiwać. - Proszę cię, byłaś fenomenalna. Dawno nie miałem tak zdolnej partnerki. Mam nadzieję, ze to nie jest ostatni raz kiedy tańczyliśmy - uśmiechnął się do niej wesoło, a potem skinął głową, dłonią wskazując by szła pierwsza w stronę stołów. - Cóż, nie jestem zbytnim fanem teleportacji po alkoholu, jeśli nie muszę tego robić. A skoro najwyraźniej jest taka opcja, to czemu nie. A ty?
- Dobra. Czyli podsumowując - robienie za sługusa przez cały tydzień. Raporty, kawa, ciasteczka, wszystko prosto pod nos. Nawet po pocztę by się nie musiało chodzić. Mówić Królowo też mogę, aczkolwiek nie wiem jak się na coś takiego niektórzy mogą zapatrywać w miejscu pracy - podsumował, prychając przy tym z rozbawieniem, bo miał wrażenie że taka panna Nott, siedząca za swoim biurkiem sekretarki, to mogła się całkiem średnio bawić słysząc takie deklaracje i zaraz wymyśliłaby mu coś podstępnego i mało przyjemnego.
Miał plan, co do tego szykowania się i plan to był niezwykle piękny, ale jak się okazało, to o wiele ładniej wyglądał on w jego głowie. Chciał ja tak ładnie unieść, na wyprostowanych rękach i zakręcić i był przekonany że wyglądaliby naprawdę ładnie, a przynajmniej ona, ale chyba te trzy drinki trzepały mocniej niż mógł się tego spodziewać, bo podniósł ją tylko trochę. Co prawda zakręcili się przy tym, ale nie było to tak spektakularne, jak sobie tego życzył. Ale to nie było jakoś szczególnie ważne, bo Bulstrode mimo częściowej porażki zaśmiał się wtórując w tym swojej partnerce.
Jak się okazało, ogólnie poszło im całkiem dobrze. Atreus co prawda zbyt zajęty był tymi ogórkami i Lestrange, żeby zwracać większą uwagę na kręcące się z nimi po parkiecie pary, ale kiedy przyszło co do czego, to oni zostali wywołani na scenę. Bulstrode zakręcił zręcznie Viką jeszcze raz i pociągnął ją by odebrali swoją nagrodę.
- Żyć nie umierać - rzucił, spoglądając na bilety z wyraźnym zadowoleniem. Bardziej od chodzenia w miejsca na poziomie lubił wygrywać i to teraz napędzało jego dobry humor. I nawet nie musiał oszukiwać. - Proszę cię, byłaś fenomenalna. Dawno nie miałem tak zdolnej partnerki. Mam nadzieję, ze to nie jest ostatni raz kiedy tańczyliśmy - uśmiechnął się do niej wesoło, a potem skinął głową, dłonią wskazując by szła pierwsza w stronę stołów. - Cóż, nie jestem zbytnim fanem teleportacji po alkoholu, jeśli nie muszę tego robić. A skoro najwyraźniej jest taka opcja, to czemu nie. A ty?