- No tak, nasze światy się przecież przeplatają, nie mogłyby bez siebie istnieć, nie ma sie co dziwić, że te podejścia też mają na siebie wpływ. - Wiedziała, że tak właściwie to była w czepku urodzona. Niby przyszła na świat w rodzinie czystej krwi, jednak jej rodzice byli stosunkowo mało szkodliwi. Matka miała swoje za uszami, jednak ojciec ukrócał jej elaboraty i gadanie, za co dziewczyna była mu ogromnie wdzięczna. Był bardzo wyrozumiały i dawał jej naprawdę dużo luzu, którego inne potomkinie czarodziejskich rodzin mogły jej pozazdrościć.
- To nie tak, że ich skreślam, nie wiem też, czy nasze drogi kiedykolwiek się spotkają, no wiesz, po szkole. - To było to, o czym myślała wcześniej, czego się bała. W końcu już niedługo ich tutaj nie będzie. Martwiło ją to nieco, nie chciała z nimi tracić kontaktu i nie tylko dlatego, że mogliby się nią zainteresować, po prostu uważała ich za całkiem niezłych towarzyszy.
- Na pewno? Nie będę ci blokowała możliwości wyrwania jakiejś fajnej laski? - Wolałaby nie być dla nikogo problemem, faktycznie może i chciała tam pójść, ale nie znosiła być piątym kołem u wozu, czy coś. To nie było w jej stylu, tak jak i użalanie się nad sobą.
- W sumie to, że się z tyloma dziewczynami spotykałeś może być na to potwierdzeniem. - W szkole nie łakowało tych ładnych i zabawnych dziewcząt, sama zwracała na nie uwagę na korytarzach i czasem trochę chciała być, jak one.
- Następnego? - Weszła mu w słowo wysuwając paczkę fajek w jego kierunku, skoro już tak sobie gawędzili, to mogła mu się odwdzięczyć kolejnym fajkiem, tak jak obiecała.
Zastanowiła się przez chwilę nad odpowiedzią na jego pytanie. Nigdy o tym nie myślała, jakoś specjalnie. Właściwie to nie miała żadnych standardów. - Szczerze? Chciałabym mieć takiego chłopaka, który by mnie polubił, taką jaka jestem, któremu nie przeszkadzałoby to, co lubię robić i nie miałby problemu z tym, że jestem silniejsza, czy zwinniejsza, który nie chciałby mi na siłę udowodnić, że jest we wszystkim lepszy. Hmm, to chyba brzmi, jakby zależało mi na tym, żeby był tolerancyjny, mówiąc w skrócie. - Nie było się co nad tym rozwodzić, nigdy nie przywiązywała wagi do wyglądu, zależało jej po prostu na tym, żeby zostać zaakceptowaną, jak tak o tym myślała, to brzmiało to teraz nawet nieco żałośnie.