14.03.2024, 17:38 ✶
-Czy TY nie możesz być słodka i miła, jak inne dziewczyny w Twoim wieku? - Zirytował się w końcu i odetchnął głęboko. - DOBRA! Wygrałaś, ziemniaczku... - Przestał dociskać jej nos swoim rękawem, i złapał za nadgarstek dłoni którą trzymała go za kołnierz.
-To co chcesz robić z tymi dyniami? Przypomnij mi, ale najlepiej jednym albo dwoma zdaniami, dasz radę? I mogłabyś mnie łaskawie puścić, skoro mam ci pomóc? I umyć się? Znaczy… umyć twarz? Bo powoli sama wyglądasz jak dekoracja na święto duchów. - Dokuczył jej i kiedy go w końcu puściła, wstał. Zerknął na swój rękaw który był cały mokry od krwi.
-To była moja pierwsza bójka w życiu, a do tego krwawa, więc uznajmy, że jest remis. Moje męskie ego nie zniesie przegranej. - Uśmiechnął się lekko. Isaac nigdy nie uczestniczył aktywnie w żadnej bójce w szkole. Zawsze udawało mu się jakoś wykręcić, nawet jeśli środek konfliktu dotyczył jego osoby. Wygadany był po Lockhartach, i bardzo w sobie cenił to, że potrafił dużo zdziałać bez użycia przemocy. Wiedział kiedy odpuścić, kiedy walczyć o swoje i kiedy zniknąć z oczu w odpowiednim momencie. Na co dzień był jednak zawsze wesoły i uprzejmy, więc konflikty trzymały się od niego z dala i było mu z tym dobrze. Teraz oczywiście dalej mógł tarzać się z Brenna po dywanie, ale jaki to miało sens? I tak przecież by jej pomógł z tymi dyniami.
- Wstawaj, ponoć mamy mało czasu.- Podał dziewczynie dłoń, żeby łatwiej jej było wstać.
-To co chcesz robić z tymi dyniami? Przypomnij mi, ale najlepiej jednym albo dwoma zdaniami, dasz radę? I mogłabyś mnie łaskawie puścić, skoro mam ci pomóc? I umyć się? Znaczy… umyć twarz? Bo powoli sama wyglądasz jak dekoracja na święto duchów. - Dokuczył jej i kiedy go w końcu puściła, wstał. Zerknął na swój rękaw który był cały mokry od krwi.
-To była moja pierwsza bójka w życiu, a do tego krwawa, więc uznajmy, że jest remis. Moje męskie ego nie zniesie przegranej. - Uśmiechnął się lekko. Isaac nigdy nie uczestniczył aktywnie w żadnej bójce w szkole. Zawsze udawało mu się jakoś wykręcić, nawet jeśli środek konfliktu dotyczył jego osoby. Wygadany był po Lockhartach, i bardzo w sobie cenił to, że potrafił dużo zdziałać bez użycia przemocy. Wiedział kiedy odpuścić, kiedy walczyć o swoje i kiedy zniknąć z oczu w odpowiednim momencie. Na co dzień był jednak zawsze wesoły i uprzejmy, więc konflikty trzymały się od niego z dala i było mu z tym dobrze. Teraz oczywiście dalej mógł tarzać się z Brenna po dywanie, ale jaki to miało sens? I tak przecież by jej pomógł z tymi dyniami.
- Wstawaj, ponoć mamy mało czasu.- Podał dziewczynie dłoń, żeby łatwiej jej było wstać.