14.03.2024, 18:21 ✶
Nie umiał wysiedzieć w miejscu, no po prostu nie mógł. W pracy go nosiło, chciał robić coś, cokolwiek, latał tu, tam, nosił talerze, przyjmował zamówienia, jakby pracował na miano pracownika miesiąca.
W końcu jednak jego energia zniknęła i mógł chociaż na kilka chwil uświadomić sobie, że chyba przesadzał. Jak wypruje się z sił teraz, to kto posprząta w domu? Kto przygotuje zioła i maści dla ojca? Nikt, nie będzie komu. Musiał się więc oszczędzać. Dotrwał więc nieco spokojniej do końca swojej zmiany, pożegnał się grzecznie, zebrał swoje rzeczy i jedną bezpańską kocicę, co to właśnie miała zacząć przegrywać w karty, bo dobra passa kiedyś się kończy, szczególnie, gdy się jest pijanym w pień. Trochę też mu to weszło w nawyk, że ją odprowadzał. Przychodziła często, mieszkała całkiem blisko niego, więc to całkiem normalne, że czasami się tak kończyło. Już przyzwyczaił się do jej trasy, stylu chodzenia, choć dzisiaj na pewno była specjalna noc. Nie narzekał, że prowadzi go nie wiadomo gdzie i jedynie próbował łapać ją pod łokieć, jak schodziła na ulicę, żeby znów wciągnąć ją na chodnik.
Uniósł brew, słysząc jej kolejne pijackie gadanie i westchnął cicho na jej słowa. Ona go uwielbia, co? A skąd wie, że nie rozważał utopienia jej? Może ma jakieś mordercze myśli w sobie? Nigdy nie wiadomo. Już chciał jej to powiedzieć, ale jej entuzjazm go przerósł.
-Co? Czek...-zaczął, zaraz widząc, jak dziewczyna pada na tyłek i zjeżdża w dół. Nie myślała w tej chwili zapewne nic o śladzie ziemi i trawy, jaki właśnie powstał jej na tyłku.
-Idę.-rzucił, zmęczony trochę, ale i pod wrażeniem jej wytrwałości i barku zażenowania. Nie miał jednak sił z nią walczyć i powoli, bo powoli, ale zszedł ze skarpy, krok za krokiem, jedna noga za drugą i jakoś to poszło. Zaraz podbiegł do niej prędko, bojąc się, ze dziewczyna skończy w wodzie, choć trochę kusiło, żeby tak ją lekko popchnąć. Mały diabełek na ramieniu walczył z aniołkiem, który koniec końców wygrał. Nie tak go rodzice wychowali!
Uśmiechał się słysząc jej gadanie. Zadawała pytanie i sama odpowiadała na nie, przechodząc zaraz dalej. Cudowna rozmówczyni dla osób, które nie do końca wiedzą co powiedzieć. Może dlatego czuł się przy niej całkiem dobrze?
-Czy ja wiem? Na morzu pogoda bywa kapryśna. Czasami nie widzisz nic poza falami, które chcą cię utopić.- z lądu było zdecydowanie bardziej bezpiecznie. Spojrzał na nią od góry, na czubek jej głowy, popatrzył na wodę, na niebo.
-To chyba najważniejsze, prawda? Nie żeby coś było drogie i piękne, tylko, żeby się to lubiło.-zagadał, dosiadając się obok niej i puszczając nogi, aby wisiały swobodnie nad wodą.-A na statku kiedyś byłem, ale to dawno. I może niedługo znów będę. Chcemy pojechać z rodzicami na wycieczkę do Norwegii. Ciekawe jak tam będzie. Może spotkamy jakieś wilki, albo łosie. Chciałbym znaleźć poroże takiej bestii. Wyglądałoby świetnie pod sufitem.-czy ona w ogóle zrozumie? Znajdzie punkt odniesienia? On sam planował bardzo mocno w przód i to nie jego wina, musiał tak robić, choć może nie powinien, bo kto wie, może w tej chwili jego ojciec w swoim łóżku bierze ostatni wdech w swoim życiu. Nigdy nie wiedział, dlatego planowanie miało sens, choć obarczone było dużym potencjałem porażki.
W końcu jednak jego energia zniknęła i mógł chociaż na kilka chwil uświadomić sobie, że chyba przesadzał. Jak wypruje się z sił teraz, to kto posprząta w domu? Kto przygotuje zioła i maści dla ojca? Nikt, nie będzie komu. Musiał się więc oszczędzać. Dotrwał więc nieco spokojniej do końca swojej zmiany, pożegnał się grzecznie, zebrał swoje rzeczy i jedną bezpańską kocicę, co to właśnie miała zacząć przegrywać w karty, bo dobra passa kiedyś się kończy, szczególnie, gdy się jest pijanym w pień. Trochę też mu to weszło w nawyk, że ją odprowadzał. Przychodziła często, mieszkała całkiem blisko niego, więc to całkiem normalne, że czasami się tak kończyło. Już przyzwyczaił się do jej trasy, stylu chodzenia, choć dzisiaj na pewno była specjalna noc. Nie narzekał, że prowadzi go nie wiadomo gdzie i jedynie próbował łapać ją pod łokieć, jak schodziła na ulicę, żeby znów wciągnąć ją na chodnik.
Uniósł brew, słysząc jej kolejne pijackie gadanie i westchnął cicho na jej słowa. Ona go uwielbia, co? A skąd wie, że nie rozważał utopienia jej? Może ma jakieś mordercze myśli w sobie? Nigdy nie wiadomo. Już chciał jej to powiedzieć, ale jej entuzjazm go przerósł.
-Co? Czek...-zaczął, zaraz widząc, jak dziewczyna pada na tyłek i zjeżdża w dół. Nie myślała w tej chwili zapewne nic o śladzie ziemi i trawy, jaki właśnie powstał jej na tyłku.
-Idę.-rzucił, zmęczony trochę, ale i pod wrażeniem jej wytrwałości i barku zażenowania. Nie miał jednak sił z nią walczyć i powoli, bo powoli, ale zszedł ze skarpy, krok za krokiem, jedna noga za drugą i jakoś to poszło. Zaraz podbiegł do niej prędko, bojąc się, ze dziewczyna skończy w wodzie, choć trochę kusiło, żeby tak ją lekko popchnąć. Mały diabełek na ramieniu walczył z aniołkiem, który koniec końców wygrał. Nie tak go rodzice wychowali!
Uśmiechał się słysząc jej gadanie. Zadawała pytanie i sama odpowiadała na nie, przechodząc zaraz dalej. Cudowna rozmówczyni dla osób, które nie do końca wiedzą co powiedzieć. Może dlatego czuł się przy niej całkiem dobrze?
-Czy ja wiem? Na morzu pogoda bywa kapryśna. Czasami nie widzisz nic poza falami, które chcą cię utopić.- z lądu było zdecydowanie bardziej bezpiecznie. Spojrzał na nią od góry, na czubek jej głowy, popatrzył na wodę, na niebo.
-To chyba najważniejsze, prawda? Nie żeby coś było drogie i piękne, tylko, żeby się to lubiło.-zagadał, dosiadając się obok niej i puszczając nogi, aby wisiały swobodnie nad wodą.-A na statku kiedyś byłem, ale to dawno. I może niedługo znów będę. Chcemy pojechać z rodzicami na wycieczkę do Norwegii. Ciekawe jak tam będzie. Może spotkamy jakieś wilki, albo łosie. Chciałbym znaleźć poroże takiej bestii. Wyglądałoby świetnie pod sufitem.-czy ona w ogóle zrozumie? Znajdzie punkt odniesienia? On sam planował bardzo mocno w przód i to nie jego wina, musiał tak robić, choć może nie powinien, bo kto wie, może w tej chwili jego ojciec w swoim łóżku bierze ostatni wdech w swoim życiu. Nigdy nie wiedział, dlatego planowanie miało sens, choć obarczone było dużym potencjałem porażki.