14.03.2024, 20:47 ✶
W tej kwestii by się dogadali. Camille być może nie była jego bliźniakiem, ale również w jej otoczeniu wszystko musiało być idealne. Idealnie ułożone, idealnie czyste. Na toaletce nie mogło być ani drobinki kurzu, kieliszki w witrynie musiały być ułożone w idealnych odstępach. Biżuteria musiała być nieskazitelnie czysta, a łóżko idealnie zasłane, bez zagnieceń. I nawet jeśli to wszystko było już zrobione, to Delacour snuła się po mieszkaniu, poprawiając idealne. Być może nie wyglądała na taką, gdy spotykali się w miejscu publicznym - na jej szczęście.
Gdy powiedział, że chce jeszcze o coś zapytać, przeniosła na niego zaskoczone spojrzenie. Ach, więc o to mu chodziło. Delacour skinęła lekko głową.
- Zgadza się. Specjalizacja urazy pozaklęciowe i leczenie klątw. Zajmuję się między innymi ich łamaniem, nie tylko leczeniem skutków - powiedziała, sięgając po kieliszek wyćwiczonym ruchem. - Od... Zdecydowanie zbyt wielu lat, by się przyznawać, panie Richardzie, ale starczy wiedzieć, że dość długo.
Mrugnęła do niego z wesołością. W przeciwieństwie do jej matki, wiek nie stanowił dla niej jakiegoś dużego powodu do wstydu. Zwłaszcza że nie wyglądała staro. Ale na pewno zdecydowanie zbyt długo pracowała w jednym miejscu i musiała już myśleć o tym, by ruszyć dalej. Nie żeby myślała o tym, by porzucić Munga, ale... Czas było zrobić w końcu ten jeden krok, by wspiąć się wyżej i sięgnąć po coś więcej. Po coś bardziej ambitnego, niż zwykłe leczenie czarodziejów. Miała kilka opcji, żadnej jednak jeszcze nie wybrała. Być może niedługo to zrobi, ale Delacour była profesjonalistką. Chciała mieć pewność, że sprosta przede wszystkim swoim oczekiwaniom i wymaganiom, które przed sobą stawiała. A te były ogromne.
- Pracuję w Mungu, ale oprócz tego przyjmuję pacjentów prywatnie. Szczególnie dość paskudne przypadki, w przypadku których wiele innych metod zawiodło. Albo takie, w których liczy się przede wszystkim czas, bo niewielu nas jest, a czas oczekiwania może być dla kogoś sprawą życia lub śmierci - nie robiła niczego nielegalnego. Po prostu oferowała za wyższą cenę krótszy czas oczekiwania. To nie zbrodnia.
Gdy powiedział, że chce jeszcze o coś zapytać, przeniosła na niego zaskoczone spojrzenie. Ach, więc o to mu chodziło. Delacour skinęła lekko głową.
- Zgadza się. Specjalizacja urazy pozaklęciowe i leczenie klątw. Zajmuję się między innymi ich łamaniem, nie tylko leczeniem skutków - powiedziała, sięgając po kieliszek wyćwiczonym ruchem. - Od... Zdecydowanie zbyt wielu lat, by się przyznawać, panie Richardzie, ale starczy wiedzieć, że dość długo.
Mrugnęła do niego z wesołością. W przeciwieństwie do jej matki, wiek nie stanowił dla niej jakiegoś dużego powodu do wstydu. Zwłaszcza że nie wyglądała staro. Ale na pewno zdecydowanie zbyt długo pracowała w jednym miejscu i musiała już myśleć o tym, by ruszyć dalej. Nie żeby myślała o tym, by porzucić Munga, ale... Czas było zrobić w końcu ten jeden krok, by wspiąć się wyżej i sięgnąć po coś więcej. Po coś bardziej ambitnego, niż zwykłe leczenie czarodziejów. Miała kilka opcji, żadnej jednak jeszcze nie wybrała. Być może niedługo to zrobi, ale Delacour była profesjonalistką. Chciała mieć pewność, że sprosta przede wszystkim swoim oczekiwaniom i wymaganiom, które przed sobą stawiała. A te były ogromne.
- Pracuję w Mungu, ale oprócz tego przyjmuję pacjentów prywatnie. Szczególnie dość paskudne przypadki, w przypadku których wiele innych metod zawiodło. Albo takie, w których liczy się przede wszystkim czas, bo niewielu nas jest, a czas oczekiwania może być dla kogoś sprawą życia lub śmierci - nie robiła niczego nielegalnego. Po prostu oferowała za wyższą cenę krótszy czas oczekiwania. To nie zbrodnia.