14.03.2024, 20:52 ✶
Miał naprawdę dość użerania się ze swoją rodzinę. Owszem, martwił się o ojca, szczególnie, że udar którego dostał pozostawił po sobie widoczne znaki, a mogło to skończyć się o wiele gorzej. To nie ojciec i jego próby poradzenia sobie z nagłą niepełnosprawnością (co wcale nie przyszło łatwo) jednak wykończyły go najbardziej. Po prostu nie wiedział, że jego rodzeństwo mogło się zmienić w stado sępów, gdy nagle doszło do nich, że trzeba komuś ostatecznie przepisać ziemię. Sprawa jednak jako tako została zakończona, Thomas mógł więc wrócić już kompletnie do swojego normalnego, choć pewnie jeszcze parę miesięcy by tego nie przyznał, życia.
Niezmiernie cieszył się, że w końcu udało mu się znów partnerować Erikowi, szczególnie, że miał ogromne wyrzuty sumienia przez to, że tak nagle zostawił go samego z robotą. Nie powiedział jednak tego na głos. Tak jak wiele innych rzeczy, które leżały mu na sercu przez ostatnie kilka tygodni, gdy w wirze tej całej rodzinnej katastrofy zaczął zaniedbywać swoich przyjaciół. Było mu wstyd, czuł, że parę osób zawiódł. Na przykład Gerry. O której udawał, że wcale nie myślał.
Można powiedzieć, że miał przez to trochę wisielczy humor. Przynajmniej przez ostatnie dni, gdy wszystko to do niego dotarło.
I chyba po prostu potrzebował zobaczyć dziś rano Erika z wielkim kaktusem na głowie, by w końcu naprawdę szczerze się zaśmiać. A raczej niemal spaść z krzesła, zanosząc się chichotem przez kilka dobrych minut.
Nawet teraz trudno było mu się powstrzymać, by nie uśmiechać się szeroko, za każdym razem, gdy spojrzał na niezadowoloną minę przyjaciela, który niezgrabnie próbował ukryć wielką roślinę kapturem, co powodowało jeszcze bardziej komiczny efekt.
- A mówiłem, że lepiej kupić w znanym markecie, a nie na przypadkowym bazarku? Czy ja skończyłem z rośliną wyrastającą z włosów, gdy tak zrobiłem? Ano nie. A ty, cóż, może się mnie następnym razem posłuchasz. - W jego głosie wyraźnie słychać było rozbawienie. - Ale zobacz, przynajmniej nie skończyłeś całkowicie łysy, albo z jelenimi rogami, albo… Wiesz co, jednak nie, trudno wymyślić coś gorszego - mówił, wiedząc, że nie powinien dobijać Erikowi gwoździa do trumny, nie potrafił się jednak powstrzymać. Nie chciał być jednak tak nieczuły. - Jak skończymy tutaj, to spróbujemy to jakoś, nie wiem, transmutować w twoje własne włosy? Albo znajdziemy typa od eliksiru i spróbujemy przekonać, by pomógł to odkręcić. O ile jeszcze ma swój kram tam, gdzie go zastałeś, bo na jego miejscu już byłbym w drodze na inny kontynent. - Spojrzał na partnera i musiał odchrząknąć, by znów się nie roześmiać. - A jak to nie pomoże, to zawsze mogę kupić sobie ten nos klauna, będziemy do siebie pasować. - Dorzucił, uśmiechając się szeroko.
Przynajmniej do czasu, aż nie wzięli się do pracy na poważnie. Zgłoszenie które dostali brzmiało niepokojąco, Thomas więc wolał się mieć na baczności i zachować skupienie, gdy dotarli do odpowiedniego budynku.
Nie przepadał za Nokturnem, ciągle miał wrażenie, że ktoś obserwuje tu każdy jego ruch, z zamiarem wciśnięcia mu czegoś pod żebra, gdy tylko straci czujność. Szczególnie, gdy miał na sobie mundur, który raczej nie nastawiał miejscowych do niego zbyt pozytywnie.
Wszedł pierwszy z różdżką w dłoni gotową do ewentualnego użycia. Szybko zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, które, wydawało się całkiem zwyczajnym sklepem, jakby to ująć, wielobranżowym. Takim których na Nokturnie pełno. W większości sklepów okna były jednak całe, a meble stały na swoich miejscach.
Thomas podszedł ostrożnie do przewróconego krzesła oraz porozrzucanych papierzysk.
- Chyba, że uciekł, albo został zabrany. Ewentualnie to świetnie zastawiona pułapka, na którą daliśmy się nabrać, choć wtedy muszę przyznać order za scenografię - mówił, przyglądając się papierom, które pozostawiono.
Niezmiernie cieszył się, że w końcu udało mu się znów partnerować Erikowi, szczególnie, że miał ogromne wyrzuty sumienia przez to, że tak nagle zostawił go samego z robotą. Nie powiedział jednak tego na głos. Tak jak wiele innych rzeczy, które leżały mu na sercu przez ostatnie kilka tygodni, gdy w wirze tej całej rodzinnej katastrofy zaczął zaniedbywać swoich przyjaciół. Było mu wstyd, czuł, że parę osób zawiódł. Na przykład Gerry. O której udawał, że wcale nie myślał.
Można powiedzieć, że miał przez to trochę wisielczy humor. Przynajmniej przez ostatnie dni, gdy wszystko to do niego dotarło.
I chyba po prostu potrzebował zobaczyć dziś rano Erika z wielkim kaktusem na głowie, by w końcu naprawdę szczerze się zaśmiać. A raczej niemal spaść z krzesła, zanosząc się chichotem przez kilka dobrych minut.
Nawet teraz trudno było mu się powstrzymać, by nie uśmiechać się szeroko, za każdym razem, gdy spojrzał na niezadowoloną minę przyjaciela, który niezgrabnie próbował ukryć wielką roślinę kapturem, co powodowało jeszcze bardziej komiczny efekt.
- A mówiłem, że lepiej kupić w znanym markecie, a nie na przypadkowym bazarku? Czy ja skończyłem z rośliną wyrastającą z włosów, gdy tak zrobiłem? Ano nie. A ty, cóż, może się mnie następnym razem posłuchasz. - W jego głosie wyraźnie słychać było rozbawienie. - Ale zobacz, przynajmniej nie skończyłeś całkowicie łysy, albo z jelenimi rogami, albo… Wiesz co, jednak nie, trudno wymyślić coś gorszego - mówił, wiedząc, że nie powinien dobijać Erikowi gwoździa do trumny, nie potrafił się jednak powstrzymać. Nie chciał być jednak tak nieczuły. - Jak skończymy tutaj, to spróbujemy to jakoś, nie wiem, transmutować w twoje własne włosy? Albo znajdziemy typa od eliksiru i spróbujemy przekonać, by pomógł to odkręcić. O ile jeszcze ma swój kram tam, gdzie go zastałeś, bo na jego miejscu już byłbym w drodze na inny kontynent. - Spojrzał na partnera i musiał odchrząknąć, by znów się nie roześmiać. - A jak to nie pomoże, to zawsze mogę kupić sobie ten nos klauna, będziemy do siebie pasować. - Dorzucił, uśmiechając się szeroko.
Przynajmniej do czasu, aż nie wzięli się do pracy na poważnie. Zgłoszenie które dostali brzmiało niepokojąco, Thomas więc wolał się mieć na baczności i zachować skupienie, gdy dotarli do odpowiedniego budynku.
Nie przepadał za Nokturnem, ciągle miał wrażenie, że ktoś obserwuje tu każdy jego ruch, z zamiarem wciśnięcia mu czegoś pod żebra, gdy tylko straci czujność. Szczególnie, gdy miał na sobie mundur, który raczej nie nastawiał miejscowych do niego zbyt pozytywnie.
Wszedł pierwszy z różdżką w dłoni gotową do ewentualnego użycia. Szybko zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, które, wydawało się całkiem zwyczajnym sklepem, jakby to ująć, wielobranżowym. Takim których na Nokturnie pełno. W większości sklepów okna były jednak całe, a meble stały na swoich miejscach.
Thomas podszedł ostrożnie do przewróconego krzesła oraz porozrzucanych papierzysk.
- Chyba, że uciekł, albo został zabrany. Ewentualnie to świetnie zastawiona pułapka, na którą daliśmy się nabrać, choć wtedy muszę przyznać order za scenografię - mówił, przyglądając się papierom, które pozostawiono.