14.03.2024, 21:50 ✶
Szlag, pytanie o miejsce pracy minimalnie wybiło go ze spokojnego rytmu konwersacji. Od wczoraj tak bardzo od wczoraj miał w ogóle dach nad głową przewidziany na ludzkiego lokatora. Domek ogrodnika był malutki, ale i tak większy od leśniczówki, jeszcze nie oswoił się, że w tym niewielkim domeczku ma przestrzeń dla siebie, że ma łóżko i nie musi spać pod postacią ptaka na drążu, dyndając nad swoimi kozami. To była nowość. Podobnie z resztą jak klientka z Londynu.
A może jakby tak poprosić Bee o warsztat w Warowni...?
– Wolę pracować na miejscu, tu mam wszystkie narzędzia i materiały. – Na razie przemilczał swoj patologiczny wręcz lęk przed miastem, swoją nieprzepracowaną dziecięcą traumę wywołaną paskudnym kadzidełkiem mieszającym w zmysłach, które doprowadziło do tego, że klątwa ziemi wyciągnęła po niego swoje ręce. Och nie, nie warto o tym wspominać. Na pewno da się przetransportować jakoś szafę do Londynu. Znał ludzi, którzy mogliby to ogarnąć. Ale to nie było na teraz.
– Myślę, że za dwa tygodnie mógłbym przygotować prototyp. Mogłabyś wtedy obejrzeć go, usiąść i zdecydować, czy potrzebujesz czegoś więcej czy mniej. Będzie z tańszych materiałów, bez końcowej obróbki lakierem, ale rozmiary i użyteczność szufladek i półek będzie do sprawdzenia... od razu, namacalnie. – Dwa tygodnie to dużo. Ostatnio miał mniej roboty, a też rozmawiał wstępnie z Lysandrem, że do cydrowego biznesu zdecydowanie przyda im się dodatkowa para rąk. Powinien zdążyć. Powinien...
– A potem po zatwierdzeniu projektu, miesiąc. Muszę znaleźć dobre drewno i odpowiednio jej zakonserwować. Teraz trochę z drewnem kiepsko z powodu kryzysu w Kniei, ale mam swoje sposoby i kilka kontaktów. – to znów wiązałoby się z podróżą, ale co zrobić... do odważnych świat należy.
A może jakby tak poprosić Bee o warsztat w Warowni...?
– Wolę pracować na miejscu, tu mam wszystkie narzędzia i materiały. – Na razie przemilczał swoj patologiczny wręcz lęk przed miastem, swoją nieprzepracowaną dziecięcą traumę wywołaną paskudnym kadzidełkiem mieszającym w zmysłach, które doprowadziło do tego, że klątwa ziemi wyciągnęła po niego swoje ręce. Och nie, nie warto o tym wspominać. Na pewno da się przetransportować jakoś szafę do Londynu. Znał ludzi, którzy mogliby to ogarnąć. Ale to nie było na teraz.
– Myślę, że za dwa tygodnie mógłbym przygotować prototyp. Mogłabyś wtedy obejrzeć go, usiąść i zdecydować, czy potrzebujesz czegoś więcej czy mniej. Będzie z tańszych materiałów, bez końcowej obróbki lakierem, ale rozmiary i użyteczność szufladek i półek będzie do sprawdzenia... od razu, namacalnie. – Dwa tygodnie to dużo. Ostatnio miał mniej roboty, a też rozmawiał wstępnie z Lysandrem, że do cydrowego biznesu zdecydowanie przyda im się dodatkowa para rąk. Powinien zdążyć. Powinien...
– A potem po zatwierdzeniu projektu, miesiąc. Muszę znaleźć dobre drewno i odpowiednio jej zakonserwować. Teraz trochę z drewnem kiepsko z powodu kryzysu w Kniei, ale mam swoje sposoby i kilka kontaktów. – to znów wiązałoby się z podróżą, ale co zrobić... do odważnych świat należy.