Powiedziawszy jasno, że nowej porcji jedzenia nie chciał, dali mu na szczęście spokój. A to, co nie dokończył zostawił im. Sępom głodnym, które wolały jeść cudze, niż kupić sobie własne. Przynajmniej młodszy Mulciber widział ich zachowania. Mógł ich w miarę ocenić, kto nie wyrósł z dzieciarni.
Strzepnąwszy pył papierosa do popielniczki, spojrzał na Padraica, który rzucił niezadowolony pytaniem. ”No tak. Kumple od picia. Nie tędy droga.” – pomyślał i posłał mężczyźnie lekki uśmiech, którym chciał powiedzieć, że jego nie da się do niczego przekonać. Ale w tym momencie odezwał się Robert, chcąc wytłumaczyć się, że mają plany. Padraic nie chciał jednak tego wytłumaczenia kupić. Wyglądało na to, że Richard musiał przejąć stery.
- Kolego. Rozumiem chęć spędzania czasu z nami jako nowymi towarzyszami. Ale jak rzekła Twoja znajoma, chcielibyśmy dzisiaj odpocząć i zebrać siły na jutrzejszy mecz. A po drugie, to już od razu zaznaczę, że marni z nas kumple od picia.Przytaknął dziewczynie, która swoje też dorzuciła i była oczywiście jakby nie patrzeć, po ich stronie? Albo chciała tym wsparciem zabłysnąć. Richard brzmiał nieco poważniej, ale też starał się sprawiać uprzejmego towarzysza rozmowy. Częściowo też posilił się przekonującym kłamstwem, wciąż chroniąc swój umysł oklumencją. Zaciągnął się papierosem i spostrzegł, że Robert już kończył niemal wszystko. Upił więc kolejnego łyka swojego piwa, którego chyba już raczej nie dopije. Choć połowa jakaś została, był pod tym względem ostrożny. Spaczenie zawodowe.
- Spotkamy się na miejscu.
Odpowiedział uprzejmie. Nie tak, że zgadza się z nimi pójść. Ale że spotkają na miejscu. A czy się znajdą? Czas pokaże. Chyba, że wyznaczą im punkt zbiórki. To już będzie coś. Miejsce, które mogliby nawet ominąć i wejść na trybuny od innej strony. Zaś po meczy, będzie można pomyśleć, zastanowić się nad kolejnym pójściem na piwo. Na pewno będą chcieli to uczynić. Richard jednak wiedział, że kolejne takie spotkanie, dla brata może być męczarnią. Dlatego będzie też trzeba dyplomatycznie się z tego wycofać. Mieli ograniczony czas urlopowy, nie powinni go marnować.
Richard spojrzał na Roberta, pytająco.
- Idziemy?Zapytał. Czy chciał już iść czy jeszcze trochę posiedzą z nimi. Przy czym zgasił już swojego papierosa w popielniczce. Jeżeli Robert wyraził zgodę, mogli wstać, pożegnać się i oddalić. Przy czym, dla pewności, Richard sprawdził czy ma ze sobą wszystko. Przez tę złodziejkę, można się wszystkiego spodziewać. A że nic mu nie zaginęło i nawet drogocenna papierośnica spoczywała w kieszeni, mogli opuścić lokal.