Namierzenie herbaty zajęło mu chwilę. Sam nie sięgał po nią szczególnie często, preferując raczej kawe. Na szczęście dla Nicka, okazało się, że miał ją w jednej z kuchennych szafek. Wyciągnął. Przygotował względnie szybko i sprawnie. Jeden kubek. Dla siebie nie wziął nawet szklanki wody. Na ten moment nie potrzebował niczego.
Pozostawiony sam sobie, Nicholas mógł na spokojnie zapoznać się z mieszkaniem brata. A przynajmniej tą jego częścią, która znajdywała się w zasięgu jego wzroku. Salon nie był zbyt duży, za to jasny. Mebli niewiele. W pomieszczeniu znajdywały się jedynie te najbardziej podstawowe. Wszystkie w ciemnych kolorach, które kontrastowały z jasnymi ścianami. Białymi? Wnętrze było dość surowe. Całość jakby nadal nieukończona. Niewykończona? Żadnych obrazów. Bardzo mało ozdób. Pamiątek. Brakowało rzeczy, które mówiłyby: to mój dom. Theonowi nie były one w żadnym razie potrzebne.
Tak po prawdzie, to pod wieloma względami, potrzeby Theona były zwyczajnie niewielkie.
Wracając z herbatą, postawił ją na stoliku. W zasięgu Nicholasa. Mógł się napić, mógł po nią sięgnąć. Sam wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Gotów na to, żeby wreszcie przejść do wyjaśnień. Tych, które był bratu winien.
- Byliśmy podzieleni na kilka grup. Każda została wysłana w inną część polany. Mieliśmy... po prostu odciągnąć uwagę, wywołać zamieszanie? Pozwolić mu działać. - kim był ten, któremu mieli pozwolić działać? Umożliwić to? Nie precyzował, ale przecież dla każdego musiało być oczywistym, że musiał mówić o tym jednym, bardzo konkretnym człowieku. Tym, który sam siebie nazwał Lordem Voldemortem. - Na początku nawet nie wiedziałem, co konkretnie będzie do mnie należało? Wiedziałem, że na polanie umieszczone zostały te całe... uhm... - tutaj przez chwilę zastanawiał się nad odpowiednim określeniem. - ...kamienie, ale nie spodziewałem się, do czego zostaną wykorzystane? Nie znaliśmy jego planów i nie wiem czy ktokolwiek z nas się tego spodziewał? - zamyślił się, wracając w myślach do swojej rozmowy z Louvainem. On również nie brzmiał jak ktoś, kto w tamtym konkretnym momencie przygotowany był na tę podróż. Prosto do Limbo. Przynajmniej tak Theonowi się wydawało. Mógł się mylić. Człowiek zawsze może się mylić. - Oficjalnie mieliśmy tylko postawić bariery, odciąć określony teren, uniemożliwić innym przedostanie się do nas. Tak, żeby mógł działać. Kiedy to się nam udało... - ciężko było to sensownie odtworzyć. Przekazać. Wspomnienia z tamtego dnia były nieco chaotyczne. Dlatego też zdarzało mu się przerywać. Zacinać. Po prostu szarpać. Całość historii niekoniecznie była więc składna. Sensowna? - Mistrz miał kamień i to chyba od tego kamienia zaczęło się wszystko, wiesz? - nie był przy tym w stanie sprecyzować co to był za kamień, nie był też w stanie połączyć go z kamieniem runicznym, który został skradziony właśnie przed Beltane. Bo o tej sprawie zwyczajnie nie słyszał. - Ten kamień na nas oddziaływał? Jakby nas wciągał? Zaczęły też dziać się inne rzeczy. Dziwne. Chociażby z ogniem. Nie wiem jak to wytłumaczyć, to takie... - pokręcił głową, zarzucając ten temat. Pozostawiając. Przeszedł dalej, do kolejnej części tej historii. - Po prostu przejdę dalej. Bo wszystko w końcu jakby ustało, a my znaleźliśmy się w innym miejscu. Według Martesa, było to Limbo. - nie pomyślał, że być może Lestrange nie chcialby się z tym zdradzać, ze swoim stanem. Ot, zdradził coś bez wcześniejszego, wyraźnego przyzwolenia. Rozmawiał jednak ze swoim własnym bratem. A przed bratem nie miał wielu tajemnic. Pewnych rzeczy ukrywać przed nim nigdy dotąd nie musiał. Nie zamierzał tego zmieniać? - Niewiele pamiętam na temat tego miejsca, ponoć w trakcie pobytu jakby... urwał się ze mną kontakt? Dałem się zwieść magii tego miejsca? Straciłem świadomość i nie byłem w stanie wrócić sam. Nie odzyskałem też przytomności równie szybko co pozostali. W dodatku... - tutaj westchnął, trochę ciężej. - ...trzeci z nas, nie pamiętam jak się nazywał, świadomości nie odzyskał do tej pory. Ponoć jego przypadek i mój są do siebie poniekąd podobne.
Mógł powiedzieć więcej. Znacznie więcej. Miał bowiem do przekazania wiele innych informacji. Kolejnych. Nie chciał jednak, żeby trwało to zbyt długo. Brat o pewne rzeczy mógł dopytać. Mógł się nimi zainteresować. Zostawił mu taką decyzje. Zamiast wszystko przedłużać, po prostu na ten moment zamilkł. Dawkując wszystko. Zamierzając podzielić całość na kilka partii. Części.