- A może był autorem – stary grób, stara baśń… kto wie, kiedy powstała? Może właśnie stąpali po prochach osoby, która ją wymyśliła. Ginny kojarzyła te baśń, ojciec albo ją opowiadał, albo czytał – tego już nie pamiętała. Na pewno jednak to nie była jedną z tych ulubionych, więc zacierała się gdzieś w pamięci, nie opowiadana w domu zbyt często. Do głowy jej nie przyszło, że baśń nie do końca baśnią była i co to wszystko znaczy.
- Zaklęcia nie są wieczne. Po takim czasie już dawno powinny się wyczerpać – a przynajmniej magia w tej najpowszechniejszej formie. Może zrobiono z tymi kamieniami coś więcej – ale to i tak było bardzo bardzo dawno. Kamień kamieniem, ale Ziemia też ulegała zmianom; zapadała się, tworzyło się błoto, zmieniały się różne ułożenia. To nie był wielki zamek, który trudno byłoby ruszyć, a w kontraście po prostu grób. Lecz może czarodzieje mieszkający w tym miasteczku po prostu zawsze dbali o te groby? Z drugiej strony nie było ich tutaj aż tyle… To była mała zagadka, która niezbyt zaprzątała głowę Ginewry, ot, kolejna zagadka i cud, jaki przychodziło oglądać na tym świecie i w samej Dolinie Godryka.
Wyprostowała się i pozwoliła się tej sytuacji rozwinąć. A więc się znali – Brenna i Sam, a sama Ginny lekko przechyliła głowę, spoglądając na scenę, sama teraz szukała miejsca, w którym jeszcze przed chwilą Samuel się znajdował i pracował, jakby miała w tym dostrzec jakieś odpowiedzi. Gdy jednak Brenna przedstawiła ją znacznie bardziej formalnie i szczegółowo niż zrobiła to sama, uśmiechnęła się miło.
- Cześć, Sam. Miło cię znowu zobaczyć – nie miała z nim złych skojarzeń, jedyne co jej się kojarzyło, to konsternacja. Skojarzenie z matką, ucieczka…
Widziała ten nagły kalejdoskop zmian, widziała jego zaskoczenie, a potem jakąś dziwną radość, a nawet coś więcej. Krótka chwila jaka zapadła zdawała się być pełna napięcia, a potem…
- A jak się nazywała? – zapytała uprzejmie, choć była nieco zmieszana, nie mając pojęcia, że to pytanie zostało spowodowane usłyszanym nazwiskiem, a nie tym, że Brenna, przedstawiając ją, wspomniała o zainteresowaniu historią. To nie było tylko zainteresowanie, ale w tej chwili nie było to zbyt istotne. Pamiętała, jak dziwnie się Sam zachowywał i jak już mówił o swojej matce nim uciekł, niczym dzikus. Nie podejrzewała, że mogłaby jego matkę znać, w końcu znała tutaj głównie swoją rodzinę i pojedynczych (już nie tak pojedynczych) ludzi wokół. Och, ironio…[/a]