15.03.2024, 17:10 ✶
Posłusznie zżynał kolejne pasma zboża, kątem oka jednak patrząc w stronę Murtagha i trochę zastanawiając się, jaki właściwie był jego problem. Bo wyglądał, jakby cała ta przygoda, której właśnie przyszło im doświadczać, dotykała go nieco bardziej niż powinna. A może z jakiegoś powodu robiła to w inny sposób. Taki, który Rowle'owi z pewnych przyczyn umykał.
To jednak jak Matka odpowiadała Mcmillanowi, w żaden sposób nie napawało Leviego wątpliwościami, jakby jej instynktowne odpowiedzi były jak najbardziej na miejscu. W końcu każda matka czytała swoje dziecko jak nikt inny, znając je niemal na wylot.
Kiedy wreszcie odstąpiła od Murtagha, kierując się w stronę jego i Timmy, Levi wyprostował się nieco, na moment przerywając swoją pracę, jakby oczekiwał że szła do nich z jakimś kolejnym zadaniem. Mimowolnie też, kiedy ta znieruchomiała, sam podniósł spojrzenie w kierunku gdzie się obejrzała, ostatecznie zapatrując się ku niebu.
Kiedy wiatr zebrał się, uderzając w nich z siłą, mimowolnie przysłonił twarz jedną ręką, drugą kierując w stronę Septimy. Nawet przesunął się zaraz w jej stronę, splatając z nią swoją dłoń, żeby mieć pewność że nic jej nie będzie. Może chociaż odrobinę wzbraniałby się przy tym w obecności Mcmillana, gdyby nie fakt że z każdą chwilą wszystko to robiło się dziwniejsze i dziwniejsze. Nawet Matka wydawała się wielce zaniepokojona tym, co działo się dookoła.
- Wyglądasz na zmartwioną - zauważył oczywiste, ściskając się obok Murtagha i Septimy na słomie. - Czy jest coś, co możemy zrobić, żeby wszystko się uspokoiło i żebyśmy mogli wrócić? - zapytał kobiety, przyglądając się jej uważnie. Nie mogli przecież zostać tutaj na zawsze, prawda?
To jednak jak Matka odpowiadała Mcmillanowi, w żaden sposób nie napawało Leviego wątpliwościami, jakby jej instynktowne odpowiedzi były jak najbardziej na miejscu. W końcu każda matka czytała swoje dziecko jak nikt inny, znając je niemal na wylot.
Kiedy wreszcie odstąpiła od Murtagha, kierując się w stronę jego i Timmy, Levi wyprostował się nieco, na moment przerywając swoją pracę, jakby oczekiwał że szła do nich z jakimś kolejnym zadaniem. Mimowolnie też, kiedy ta znieruchomiała, sam podniósł spojrzenie w kierunku gdzie się obejrzała, ostatecznie zapatrując się ku niebu.
Kiedy wiatr zebrał się, uderzając w nich z siłą, mimowolnie przysłonił twarz jedną ręką, drugą kierując w stronę Septimy. Nawet przesunął się zaraz w jej stronę, splatając z nią swoją dłoń, żeby mieć pewność że nic jej nie będzie. Może chociaż odrobinę wzbraniałby się przy tym w obecności Mcmillana, gdyby nie fakt że z każdą chwilą wszystko to robiło się dziwniejsze i dziwniejsze. Nawet Matka wydawała się wielce zaniepokojona tym, co działo się dookoła.
- Wyglądasz na zmartwioną - zauważył oczywiste, ściskając się obok Murtagha i Septimy na słomie. - Czy jest coś, co możemy zrobić, żeby wszystko się uspokoiło i żebyśmy mogli wrócić? - zapytał kobiety, przyglądając się jej uważnie. Nie mogli przecież zostać tutaj na zawsze, prawda?