15.03.2024, 19:43 ✶
Ambrosia to była całe swoje życie święcie przekonana, że Hades skończył jak skończył właśnie dlatego, że go stary postanowił posłać do tej Skandynawii i coś mu się tam bezpowrotnie w tym Durmstrangu odkleiło. Może korytarze miały zbyt skomplikowany układ, a może zimno mu coś przemroziło w zaułkach mózgu, kto wie, ale w każdym razie - potem ona musiała po tych wszystkich jego nierównościach koziołkować.
- NIE MAM ABSOLUTNIE ZAMIARU! - wrzasnęła jak na zawołanie jeszcze głośniej, kiedy to Hades, jej drogi brat, kazał jej się zamknąć. Zmysłu samozachowawczego to ona chyba za wiele nie miała, czy to od zawsze, czy to od pewnego czasu - to już kwestia do rozważenia, ale najwyraźniej za słabo ją przed chwilą poddusił, skoro była w stanie tak donośnie zawyć stojąc przed nim. Jak chciał ją dalej uciszać, to proszę bardzo, bo chyba wybierała nie słyszeć tej groźby, mierząc go przy tym tak samo wkurwionym spojrzeniem jak dotychczas. - To coś rozpierdol, ale może nie swoją żonę. IDIOTO - warknęła w jego stronę oburzona. Jedyne co się zmieniło, to to że posłuchała Borgina. Może nie od razu, bo przez moment wyraźnie się wahała, przestępując z nogi na nogę, ale w końcu cofnęła się jakby mimochodem, całkiem przypadkowo i absolutnie nie dlatego, że ją o to poprosił. (Bo przecież jakby tylko sobie pomyślała, ze ją nie prosi a wymaga, to by w niego zaraz czymś rzuciła.)
- NIE MÓW TAK DO NIEGO - zażądała właściwie, zaraz po tym jak się na moment zapowietrzyła, kiedy Hades postanowił i Stanleyowi pogrozić trochę. Ją mógł sobie obrażać i szamotać i jej grozić, ale od Borgina to mógł się łaskawie odpierdolić, by był jej jak ten normalny brat, co go nigdy w życiu nie miała. I tak jak wcześniej zrobiła sobie parę kroczków w bok, od Hadesa, tak znowu zrobiła ze dwa w jego stronę, zaciskając na nowo dłonie w pięści.
- NIE MAM ABSOLUTNIE ZAMIARU! - wrzasnęła jak na zawołanie jeszcze głośniej, kiedy to Hades, jej drogi brat, kazał jej się zamknąć. Zmysłu samozachowawczego to ona chyba za wiele nie miała, czy to od zawsze, czy to od pewnego czasu - to już kwestia do rozważenia, ale najwyraźniej za słabo ją przed chwilą poddusił, skoro była w stanie tak donośnie zawyć stojąc przed nim. Jak chciał ją dalej uciszać, to proszę bardzo, bo chyba wybierała nie słyszeć tej groźby, mierząc go przy tym tak samo wkurwionym spojrzeniem jak dotychczas. - To coś rozpierdol, ale może nie swoją żonę. IDIOTO - warknęła w jego stronę oburzona. Jedyne co się zmieniło, to to że posłuchała Borgina. Może nie od razu, bo przez moment wyraźnie się wahała, przestępując z nogi na nogę, ale w końcu cofnęła się jakby mimochodem, całkiem przypadkowo i absolutnie nie dlatego, że ją o to poprosił. (Bo przecież jakby tylko sobie pomyślała, ze ją nie prosi a wymaga, to by w niego zaraz czymś rzuciła.)
- NIE MÓW TAK DO NIEGO - zażądała właściwie, zaraz po tym jak się na moment zapowietrzyła, kiedy Hades postanowił i Stanleyowi pogrozić trochę. Ją mógł sobie obrażać i szamotać i jej grozić, ale od Borgina to mógł się łaskawie odpierdolić, by był jej jak ten normalny brat, co go nigdy w życiu nie miała. I tak jak wcześniej zrobiła sobie parę kroczków w bok, od Hadesa, tak znowu zrobiła ze dwa w jego stronę, zaciskając na nowo dłonie w pięści.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror