Dagur jak przystało na typowego czarodzieja posiadającego całkiem znośny poziom o otaczającym go świecie w pierwszej kolejności zwracał się ku magii. Pozostawało dla niego niejasne istnienie egzorcyzmów powiązanych z jakąkolwiek wiarą, tylko właśnie z magią i błąkających się po świecie żywych duchami. Po władzach tego miasta nie spodziewał się wiele. W końcu to była sprawa dla Ministerstwa Magii i tym samym dla zatrudnionych w nim egzorcystów. Od pierwszego dnia pobytu w tym kraju zdołał dowiedzieć się o nim naprawdę sporo rzeczy, które bardzo ułatwiły mu i jego rodzinie funkcjonowanie w tym miejscu. Bez tego nie mogliby się tam osiedlić, a on nie mógłby otworzyć kuźni i prowadzić jej wraz z jedynym synem.
— Jak najbardziej o to. Nie powinno tak być, że mieszkańcy tracą swoje zwierzaki i nikt z tym nic nie robi. Chociażby odradzić mieszkańcom spacery z psami w okolicach tego mostu. — Na miejscu obecnych władz miasta wystosowałby takie właśnie zalecania do mieszkańców. To nie było wiele, a mogłoby pomóc uniknąć kolejnych tego typu tragedii do czasu aż to wszystko dotrze do Ministerstwa Magii.
Dagur poczuwał się do napisania stosownego listu do Ministerstwa Magii. Nie potrafił powiedzieć, czy władze świata czarodziejów podjęły się próby rozwiązania tego problemu dotykającego czworonogów i ich właścicieli oraz tego, jak im to poszło. Jeśli faktycznie się podjęli to ze znikomym efektem. Mogło się okazać, że zignorowali wszystkie skierowane do nich pisma w tej właśnie sprawie i napisany przez niego list podzieli ten sam los, nie doczekawszy się nawet zdawkowej odpowiedzi. Nie zajmie się tym na własną rękę, gdyż nie ma pojęcia o tego typu sprawach.
Mógł jednak odetchnąć z ulgą - zabierał ze sobą tego psa, który nie stawiał żadnego oporu. Wysoki na trzy metry brodacz uśmiechnął się czując jak ten czworonóg przylgnął do niego. Co prawda, drżał. Stanowiło to kolejny problem, którym zamierzał się zająć. Zamierzał go jednak zatrzymać, nawet jeśli jego żonie to nie odpowiadałoby.