17.03.2024, 09:33 ✶
Zerknął na Moody jak na wariatkę. Że niby latanie na miotle jest jak seks? Pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć nie - bo przecież w tym pierwszym był beznadziejny, a na to drugie kobiety nie narzekały. Ale nie powiedział tego na głos, Millie nie musiała znać aż takich szczegółów z jego życia. Po chwili zastanowienia jednak wzruszył ramionami, jakby chciał dać jej znać, że okej, zastanowi się. Ale nie miał na to czasu, bo zrobiło się zamieszanie a panna Moody już wypruła do przodu. Westchnął - czyli nie będą rzucać monetą, musi za nią iść. Dobrze, że gadanie wzięła na siebie, chociaż tyle.
- Tajest - mruknął tylko, oburzony że Millie mogła pomyśleć, że najpierw by walił w ludzi zaklęciami, a potem dopiero pytał. ZWYKLE tak nie robił, a na pewno nie na służbie, tak? Aidan nie był cierpliwą osobą, ba - daleko było mu do ostoi cierpliwości, ale podstawowe zasady znał i się nawet do nich stosował. Wyciągnął różdżkę, wzmocnił uchwyt na rękojeści i ruszył za Moody. Nie wyglądał na zainteresowanego tym, co się dzieje w tym konkretnym miejscu: w idealnej sytuacji powinni po prostu rozgonić tłum i wrócić do Ministerstwa. Zero incydentów, zero potrzeb. Ale oczywiście że tak nie mogło być, bo właśnie - ideały nie istniały, nawet jeśli chodziło o idealne sytuacje. - Wpadło ci coś do oka?
Zapytał jeszcze, zanim Moody nie przytknęła różdżki do gardła.
- Mówiłem, że Brygada przyjdzie! Masz przejebane, chłopaku! - jeden z mężczyzn, na oko starszy co najmniej dwukrotnie starszy od Aidana, odsunął się i pokazał palcem na dwóch Brygadzistów. Wzroku jednak nie spuszczał z młodego chłopaka, który leżał na ziemi i kulił się, chowając głowę między rękami. Wrzaski i pokrzykiwania ucichły, chociaż przez tłum nadal przechodził szmer niezadowolenia. - Złapaliśmy go na gorącym uczynku, jak kradł słodycze!
Mężczyzna wypiął dumnie pierś, jakby to on był odpowiedzialny za złapanie złodzieja. A przecież ani nie trzymał go za rękę, ani za ramię, ani za nic, a chłopak leżący na ziemi trząsł się jak osika i nie wyglądało na to, by miał cokolwiek przy sobie. Może po kieszeniach schował?
- Nic nie ukradłem, to pomyłka! - zapiszczał, na chwilę odrobinę rozluźniając ręce, zaplecione dookoła głowy.
- To charłak, nie wierzcie mu, na własne oczy widziałem! Tyle osób nie może się mylić!
- Tajest - mruknął tylko, oburzony że Millie mogła pomyśleć, że najpierw by walił w ludzi zaklęciami, a potem dopiero pytał. ZWYKLE tak nie robił, a na pewno nie na służbie, tak? Aidan nie był cierpliwą osobą, ba - daleko było mu do ostoi cierpliwości, ale podstawowe zasady znał i się nawet do nich stosował. Wyciągnął różdżkę, wzmocnił uchwyt na rękojeści i ruszył za Moody. Nie wyglądał na zainteresowanego tym, co się dzieje w tym konkretnym miejscu: w idealnej sytuacji powinni po prostu rozgonić tłum i wrócić do Ministerstwa. Zero incydentów, zero potrzeb. Ale oczywiście że tak nie mogło być, bo właśnie - ideały nie istniały, nawet jeśli chodziło o idealne sytuacje. - Wpadło ci coś do oka?
Zapytał jeszcze, zanim Moody nie przytknęła różdżki do gardła.
- Mówiłem, że Brygada przyjdzie! Masz przejebane, chłopaku! - jeden z mężczyzn, na oko starszy co najmniej dwukrotnie starszy od Aidana, odsunął się i pokazał palcem na dwóch Brygadzistów. Wzroku jednak nie spuszczał z młodego chłopaka, który leżał na ziemi i kulił się, chowając głowę między rękami. Wrzaski i pokrzykiwania ucichły, chociaż przez tłum nadal przechodził szmer niezadowolenia. - Złapaliśmy go na gorącym uczynku, jak kradł słodycze!
Mężczyzna wypiął dumnie pierś, jakby to on był odpowiedzialny za złapanie złodzieja. A przecież ani nie trzymał go za rękę, ani za ramię, ani za nic, a chłopak leżący na ziemi trząsł się jak osika i nie wyglądało na to, by miał cokolwiek przy sobie. Może po kieszeniach schował?
- Nic nie ukradłem, to pomyłka! - zapiszczał, na chwilę odrobinę rozluźniając ręce, zaplecione dookoła głowy.
- To charłak, nie wierzcie mu, na własne oczy widziałem! Tyle osób nie może się mylić!