17.03.2024, 09:58 ✶
Posłała mu delikatny uśmiech i kiwnęła głową. Nie musiała dziękować, chociaż te słowa były miłe. Milsze niż te, które zwykle słyszała od rodziców. Bo chociaż ją wykorzystywali ile wlezie, to rzadko kiedy otrzymywała od nich pochwały. Przyzwyczaiła się, nie brakowało jej tego, co nie zmieniało faktu, że było to miłe uczucie. W międzyczasie Delacour odstawiła kieliszek z niedopitym winem, tak jak ostatnio. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać - widziała, że Richard zbiera się do wyjścia.
- Jak zwykle to była czysta przyjemność, panie Richardzie. Do zobaczenia niedługo, będę czekać pod Gringottem - wstała, wcześniej chowając długopis i swój notes do torebki. Przewiesiła ją przez ramię i skinęła Mulciberowi głową po raz kolejny. Gest był okraszony lekkim uśmiechem, tak jakby on nigdy nie schodził kobiecie z ust. Camille opuściła restaurację, bo przecież tak jak mówiła Richardowi: bywały dni, kiedy była zajęta. W zasadzie to te dni przeważały. Ten nie był wyjątkiem. Umowę podpisali, umówili się na płatność, nie było sensu by oboje jeszcze tu siedzieli. A ona mogła wrócić do domu, przebrać się, chwilę odpocząć i pójść do "gabinetu" na Pokątnej, który współdzieliła z koleżanką. Będzie musiała niedługo pomyśleć o czymś własnym, lecz... Odkładała to w czasie. Żeby utrzymać takie miejsce, potrzeba było pieniędzy, a jej doba nie była z gumy. Nie była pewna, czy dałaby radę wcisnąć kolejnych pacjentów między tych, których już miała, no i tych w szpitalu.
- Jak zwykle to była czysta przyjemność, panie Richardzie. Do zobaczenia niedługo, będę czekać pod Gringottem - wstała, wcześniej chowając długopis i swój notes do torebki. Przewiesiła ją przez ramię i skinęła Mulciberowi głową po raz kolejny. Gest był okraszony lekkim uśmiechem, tak jakby on nigdy nie schodził kobiecie z ust. Camille opuściła restaurację, bo przecież tak jak mówiła Richardowi: bywały dni, kiedy była zajęta. W zasadzie to te dni przeważały. Ten nie był wyjątkiem. Umowę podpisali, umówili się na płatność, nie było sensu by oboje jeszcze tu siedzieli. A ona mogła wrócić do domu, przebrać się, chwilę odpocząć i pójść do "gabinetu" na Pokątnej, który współdzieliła z koleżanką. Będzie musiała niedługo pomyśleć o czymś własnym, lecz... Odkładała to w czasie. Żeby utrzymać takie miejsce, potrzeba było pieniędzy, a jej doba nie była z gumy. Nie była pewna, czy dałaby radę wcisnąć kolejnych pacjentów między tych, których już miała, no i tych w szpitalu.
Koniec sesji