17.03.2024, 16:47 ✶
Miał całkowitą świadomość tego, że gdyby w najbliższym – lub trochę bardziej odległym, trzymając się wersji optymistycznej – czasie Penny znalazła się w podobnej sytuacji, najpewniej palnęłaby tak samo podobną głupotę. I nie miał jej tego za złe. Zbyt mocno trąciłoby to hipokryzją, skoro nie ona jedyna w tym towarzystwie miała pewien problem z tym, by uczyć się na własnych błędach i wyciągać z nich jakieś konstruktywne wnioski. Zresztą… podobne wpadki sprawiały przynajmniej, że codzienność nie była zbyt nudna. To z pewnością można było uznać za pewien pozytyw. Podobnie jak to, że rzeczywiście poniekąd udało jej się rozreklamować ich sklep. Możliwe, że dzięki tej krótkiej wzmiance w gazecie, w najbliższym czasie faktycznie powinni spodziewać się nieco liczniejszych niż do tej pory odwiedzin. Z tym, że lepiej było już nie zastanawiać się nad tym, ile spośród tych odwiedzających osób można byłoby zaliczyć do grona klientów, a ile znalazłoby się wśród nich takich, którzy woleliby wydrapać przyszłej pannie młodej oczy, potraktować ją jakąś wymyślną klątwą albo po prostu puścić ich interes z dymem. Bo gdyby którekolwiek z nich zaczęło się nad tym zastanawiać, mogłoby dojść do nieprzyjemnego wniosku, że grono tych drugich najpewniej mogło być nieco liczniejsze.
I tak, w jakimś stopniu zdawał sobie chyba sprawę z tego, że sam również nie znajdował się tak zupełnie poza całą tą sprawą. Po prostu to także nie było coś, nad czym miałby ochotę zastanawiać się w tej konkretnej chwili. Albo jakiejkolwiek innej. Przecież oczywistym i powszechnie znanym był fakt, że żaden problem nie miał prawa zaistnieć tak długo, jak długo się go ignorowało.
Już miał wyrazić swoje zdanie na temat ewentualnej rozmowy z Aidanem, ale… po krótkiej chwili namysłu zdecydował się poprzestać na niezbyt wyraźnym mruknięciu. Czymś, co mogło być zarówno przytaknięciem, wyrażeniem niezrozumiałych wątpliwości albo po prostu stwierdzeniem, że zakupione kilka chwil wcześniej lody wcale nie były tak smaczne, jak można byłoby oczekiwać.
– Liczę na to, że dostarczycie mi zaproszenie odpowiednio wcześniej. Zaplanowanie sobie dobrej wymówki też wymaga czasu – zauważył z uśmiechem. Choć prawdopodobnie gdyby z jakiegoś powodu – na przykład tych glonów zamiast mózgu – Penny rzeczywiście zdecydowała się na ślub z Malfoyem, za nic nie pozwoliłby sobie tego wydarzenia przegapić. I to niekoniecznie dlatego, że zwyczajnie nie wypadałoby wykręcać się z udziału w ślubie przyjaciółki. Po prostu samo wyobrażenie sobie tej farsy było wystarczająco zabawne, by uznać, że warto byłoby przeżyć to osobiście.
– No dobra, czas w takim razie poszukać ci odpowiedniej sukienki. Przecież nie chcielibyśmy, żeby trzeba było odwoływać ślub tylko dlatego, że nie spełnisz oczekiwań przyszłej teściowej… – to mówiąc, podniósł się ze swojego miejsca i ponaglająco spojrzał w kierunku Penny. – No, ruszaj się. Skoro radosna nowina już się rozeszła, wszystkie krawcowe pewnie przebierają nogami, żeby móc ci coś przygotować. Nie możesz pozwolić im czekać zbyt długo.
Oczywiście żadnej zniecierpliwionej krawcowej nie zamierzał z nią odwiedzać. Chociaż pewnie faktycznie byłoby nieco prawdy w jego przypuszczeniu – w końcu kreacja przeznaczona dla przyszłej żony Malfoya nie mogła należeć do tych tanich, więc oczywistym było, że znalazłoby się całkiem sporo osób, które chciałyby ją przygotować. Niestety, póki co musiały zaczekać jeszcze trochę. Albo nie doczekać się nigdy, niewielka różnica.
I tak, w jakimś stopniu zdawał sobie chyba sprawę z tego, że sam również nie znajdował się tak zupełnie poza całą tą sprawą. Po prostu to także nie było coś, nad czym miałby ochotę zastanawiać się w tej konkretnej chwili. Albo jakiejkolwiek innej. Przecież oczywistym i powszechnie znanym był fakt, że żaden problem nie miał prawa zaistnieć tak długo, jak długo się go ignorowało.
Już miał wyrazić swoje zdanie na temat ewentualnej rozmowy z Aidanem, ale… po krótkiej chwili namysłu zdecydował się poprzestać na niezbyt wyraźnym mruknięciu. Czymś, co mogło być zarówno przytaknięciem, wyrażeniem niezrozumiałych wątpliwości albo po prostu stwierdzeniem, że zakupione kilka chwil wcześniej lody wcale nie były tak smaczne, jak można byłoby oczekiwać.
– Liczę na to, że dostarczycie mi zaproszenie odpowiednio wcześniej. Zaplanowanie sobie dobrej wymówki też wymaga czasu – zauważył z uśmiechem. Choć prawdopodobnie gdyby z jakiegoś powodu – na przykład tych glonów zamiast mózgu – Penny rzeczywiście zdecydowała się na ślub z Malfoyem, za nic nie pozwoliłby sobie tego wydarzenia przegapić. I to niekoniecznie dlatego, że zwyczajnie nie wypadałoby wykręcać się z udziału w ślubie przyjaciółki. Po prostu samo wyobrażenie sobie tej farsy było wystarczająco zabawne, by uznać, że warto byłoby przeżyć to osobiście.
– No dobra, czas w takim razie poszukać ci odpowiedniej sukienki. Przecież nie chcielibyśmy, żeby trzeba było odwoływać ślub tylko dlatego, że nie spełnisz oczekiwań przyszłej teściowej… – to mówiąc, podniósł się ze swojego miejsca i ponaglająco spojrzał w kierunku Penny. – No, ruszaj się. Skoro radosna nowina już się rozeszła, wszystkie krawcowe pewnie przebierają nogami, żeby móc ci coś przygotować. Nie możesz pozwolić im czekać zbyt długo.
Oczywiście żadnej zniecierpliwionej krawcowej nie zamierzał z nią odwiedzać. Chociaż pewnie faktycznie byłoby nieco prawdy w jego przypuszczeniu – w końcu kreacja przeznaczona dla przyszłej żony Malfoya nie mogła należeć do tych tanich, więc oczywistym było, że znalazłoby się całkiem sporo osób, które chciałyby ją przygotować. Niestety, póki co musiały zaczekać jeszcze trochę. Albo nie doczekać się nigdy, niewielka różnica.
Koniec sesji