17.03.2024, 18:17 ✶
Wzruszył ramionami. Podobnie jak Victoria, nie przeprowadzał szczegółowego śledztwa na temat Brenny. Wiedział tyle, co mu sama powiedziała i co sam zaobserwował i wydedukował. Być może powinien mieć na nią większe baczenie, skoro w końcu była Longbottomem, ale zwyczajnie nie miał w tej chwili na to czasu. Nie miał też do tego głowy, nie miał ochoty. Bo Brenna mogła być najbardziej dobrą osobą na świecie, ale jej gadanie w obecnej sytuacji tylko by go zirytowało. Z trudem odzyskał równowagę po ostatnich wydarzeniach, chciał żeby tak pozostało - musiał więc trzymać się jeszcze na dystans od praktycznie każdego, kto paplał z prędkością światła.
Gdy chwyciła go za słówko nawet nie westchnął. Nie przewrócił oczami. Po prostu się na nią spojrzał, jakby nie do końca rozumiał, co chciała tym osiągnąć. Wzruszenie ramion już zużył, więc teraz po prostu zabębnił palcami o podłokietnik fotela.
- Mówisz więc, że tylko ona ma takie destrukcyjne zapędy? Ciebie również rzadko można spotkać na korytarzach Ministerstwa. Dotąd myślałem, że każdy z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów ma grafik wypchany po brzegi, obojętnie czy jest z Brygady, czy nie - zerknął na nią z ciekawością. Bo w zasadzie o nim można było powiedzieć to samo. Też raczej siedział na swoim piętrze, w gabinecie, przy biurku, przerzucając dokumenty lub wchodząc za drzwi, za które nie można było wejść nikomu poza Niewymownymi. - Zwłaszcza ostatnio mam wrażenie, że wszyscy macie dużo pracy, ale mogę się mylić. Nie powiem, żebym sam się nudził i spacerował po korytarzach.
Zauważył, odruchowo wplątując palce w swoje włosy. Przeczesał je, ciężko wzdychając. Być może nie wyglądał na specjalnie zmęczonego, ale przecież od zawsze dbał o jako-taką równowagę między snem a nie-snem. Gdy Victoria jednak szturchnęła go metaforycznie o to, że mieszkanie jest bezosobowe, uniósł brew. Co te kobiety miały z kurzołapami? Trix też mu chciała wcisnąć zielony wazonik.
- Nie rozumiem. Przecież te wszystkie rzeczy są moje - odpowiedział w końcu, na chwilę odwracając wzrok od kuzynki. Przeleciał nim po regałach z książkami, po ciężkich, ciemnych zasłonach. Po kanapie z równo ułożonymi poduszkami. Po barku, na którym stały butelki z alkoholami oraz karafki z wodą, z których częściej korzystał. Szklanki znajdowały się za drzwiczkami, na półce, żeby nie zbierały kurzu. Kto by chciał pić z zakurzonego szkła? Nawet świeczniki nie pełniły tutaj funkcji dekoracyjnej - spełniały swoją rolę, podtrzymywały świece, które wieczorami zapalał gdy miał taki kaprys. Oczywiście wiedział, co kuzynka miała na myśli, ale nie bardzo wiedział, co miałby jej odpowiedzieć. Nie lubił ozdób. Nie miał własnego stylu, a wszelkie prywatne rzeczy miał głęboko pochowane, bo były po prostu niebezpieczne, gdyby wpadły w nieodpowiednie ręce. Nawet swoje eliksiry trzymał pod kluczem, chociaż z wiadomych względów obecnie szafka w sypialni świeciła pustkami.
Gdy chwyciła go za słówko nawet nie westchnął. Nie przewrócił oczami. Po prostu się na nią spojrzał, jakby nie do końca rozumiał, co chciała tym osiągnąć. Wzruszenie ramion już zużył, więc teraz po prostu zabębnił palcami o podłokietnik fotela.
- Mówisz więc, że tylko ona ma takie destrukcyjne zapędy? Ciebie również rzadko można spotkać na korytarzach Ministerstwa. Dotąd myślałem, że każdy z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów ma grafik wypchany po brzegi, obojętnie czy jest z Brygady, czy nie - zerknął na nią z ciekawością. Bo w zasadzie o nim można było powiedzieć to samo. Też raczej siedział na swoim piętrze, w gabinecie, przy biurku, przerzucając dokumenty lub wchodząc za drzwi, za które nie można było wejść nikomu poza Niewymownymi. - Zwłaszcza ostatnio mam wrażenie, że wszyscy macie dużo pracy, ale mogę się mylić. Nie powiem, żebym sam się nudził i spacerował po korytarzach.
Zauważył, odruchowo wplątując palce w swoje włosy. Przeczesał je, ciężko wzdychając. Być może nie wyglądał na specjalnie zmęczonego, ale przecież od zawsze dbał o jako-taką równowagę między snem a nie-snem. Gdy Victoria jednak szturchnęła go metaforycznie o to, że mieszkanie jest bezosobowe, uniósł brew. Co te kobiety miały z kurzołapami? Trix też mu chciała wcisnąć zielony wazonik.
- Nie rozumiem. Przecież te wszystkie rzeczy są moje - odpowiedział w końcu, na chwilę odwracając wzrok od kuzynki. Przeleciał nim po regałach z książkami, po ciężkich, ciemnych zasłonach. Po kanapie z równo ułożonymi poduszkami. Po barku, na którym stały butelki z alkoholami oraz karafki z wodą, z których częściej korzystał. Szklanki znajdowały się za drzwiczkami, na półce, żeby nie zbierały kurzu. Kto by chciał pić z zakurzonego szkła? Nawet świeczniki nie pełniły tutaj funkcji dekoracyjnej - spełniały swoją rolę, podtrzymywały świece, które wieczorami zapalał gdy miał taki kaprys. Oczywiście wiedział, co kuzynka miała na myśli, ale nie bardzo wiedział, co miałby jej odpowiedzieć. Nie lubił ozdób. Nie miał własnego stylu, a wszelkie prywatne rzeczy miał głęboko pochowane, bo były po prostu niebezpieczne, gdyby wpadły w nieodpowiednie ręce. Nawet swoje eliksiry trzymał pod kluczem, chociaż z wiadomych względów obecnie szafka w sypialni świeciła pustkami.