17.03.2024, 19:35 ✶
– Wiem? – brzmiał trochę, jakby się z nią droczył, jakby ją przedrzeźniał. Ściągnięte brwi jednak, obronne drapanie się po karku i rozmyślanie o tej dość kuriozalnej sytuacji, wskazywało na uczciwość jego intencji. Wszystko zależało od tego jak Roselyn była dobra w czytaniu ludzkich intencji. Bo na ten przykład Sam był w tym całkiem beznadziejny.
– Nie wiem kim jest Twój ojciec i dlaczego miałby możliwość zezwalać i odmawiać mieszkania w Kniei... – To brzmiało prawie jak System, przed którym przestrzegali go rodzice, a którego sam jak tylko mógł unikał. Co prawda miał podstawowe dokumenty urodzenia, ale list do Hogwartu poszedł z dymem, spalony rytualnie w rodzinnym kręgu na pomyślność nadchodzących lat domowej edukacji. Samuel nie miał do końca świadomości ile musiała zrobić jego matka Berenika i jak mało przyjemne listy wymieniła ze swoją ciotką Minevrą McGonagall aby to osiągnąć, ale w jego dziecięcych oczach to że ktoś komuś coś każe i zabrania, to że ktoś może zdecydować o cudzym losie było bardzo niesprawiedliwe a już absolutnie w Kniei było to niedopuszczalne. Las był jego domem od zawsze i fakt, że ktokolwiek mógł zarządzić inaczej napawał go gniewem podszytym wielkim strachem.
– ..ale absolutnie się zgadzam, że kradzież pszczół z Kniei jest niedopuszczalna. A czekaj... Bo Ty myślałaś że to ja kradnę pszczoły? – zmiana tematu rozluźniała emocje. Wsparł się w bok i zaśmiał wyraźnie rozbawiony tą insynuacją. – Och nie, zazwyczaj, kiedyś jak jeszcze jeździliśmy z matką do Doliny, to raczej zabieraliśmy pszczoły DO Kniei, tak aby nikt ich bezmyślnie nie truł w obawie o swoje domostwo. To zmyślne małe bestie, wszędzie się upchną i uważają, że ul w środku miasteczka to dobry pomysł. – z uczuciem pogładził ul, po czym wskazał na leżące parenaście metrów dalej przewalone drzewo. – Potrzebna im była mała przeprowadzka, nie wybaczyłbym gdyby ten rój ucierpiał. Był tu odkąd pamiętam. – nutka sentymentu zakradła się do wypowiedzi, ale też dotarło do niego, że jego rozmówczyni choć wychodziła doń z poziomu władzy i zastraszania go przymusowym wysiedleniem, również miała na uwadze dobro pszczół.
Może nie była taka zła.
– Masz może ochotę na napar ziołowy? Mam dobrą mieszankę na kojenie nerwów, przyjemnie też chłodzi przez mięte, a dziś zapowiada się dość parno. – zaproponował po raz drugi i ruszył w kierunku swojego domku, niepomny na to, że wypadałoby poczekać na odpowiedź. Cóż, nie miał kto go tego nauczyć.
– Nie wiem kim jest Twój ojciec i dlaczego miałby możliwość zezwalać i odmawiać mieszkania w Kniei... – To brzmiało prawie jak System, przed którym przestrzegali go rodzice, a którego sam jak tylko mógł unikał. Co prawda miał podstawowe dokumenty urodzenia, ale list do Hogwartu poszedł z dymem, spalony rytualnie w rodzinnym kręgu na pomyślność nadchodzących lat domowej edukacji. Samuel nie miał do końca świadomości ile musiała zrobić jego matka Berenika i jak mało przyjemne listy wymieniła ze swoją ciotką Minevrą McGonagall aby to osiągnąć, ale w jego dziecięcych oczach to że ktoś komuś coś każe i zabrania, to że ktoś może zdecydować o cudzym losie było bardzo niesprawiedliwe a już absolutnie w Kniei było to niedopuszczalne. Las był jego domem od zawsze i fakt, że ktokolwiek mógł zarządzić inaczej napawał go gniewem podszytym wielkim strachem.
– ..ale absolutnie się zgadzam, że kradzież pszczół z Kniei jest niedopuszczalna. A czekaj... Bo Ty myślałaś że to ja kradnę pszczoły? – zmiana tematu rozluźniała emocje. Wsparł się w bok i zaśmiał wyraźnie rozbawiony tą insynuacją. – Och nie, zazwyczaj, kiedyś jak jeszcze jeździliśmy z matką do Doliny, to raczej zabieraliśmy pszczoły DO Kniei, tak aby nikt ich bezmyślnie nie truł w obawie o swoje domostwo. To zmyślne małe bestie, wszędzie się upchną i uważają, że ul w środku miasteczka to dobry pomysł. – z uczuciem pogładził ul, po czym wskazał na leżące parenaście metrów dalej przewalone drzewo. – Potrzebna im była mała przeprowadzka, nie wybaczyłbym gdyby ten rój ucierpiał. Był tu odkąd pamiętam. – nutka sentymentu zakradła się do wypowiedzi, ale też dotarło do niego, że jego rozmówczyni choć wychodziła doń z poziomu władzy i zastraszania go przymusowym wysiedleniem, również miała na uwadze dobro pszczół.
Może nie była taka zła.
– Masz może ochotę na napar ziołowy? Mam dobrą mieszankę na kojenie nerwów, przyjemnie też chłodzi przez mięte, a dziś zapowiada się dość parno. – zaproponował po raz drugi i ruszył w kierunku swojego domku, niepomny na to, że wypadałoby poczekać na odpowiedź. Cóż, nie miał kto go tego nauczyć.