17.03.2024, 20:16 ✶
Nie było mu już niedobrze, przynajmniej nie fizycznie, ale jego psychika... to był już zupełnie inny temat. Jego dusza pulsowała. Dudniło mu w uszach od tego, co przeżywał w środku, od tego jak źle czuł się z samym sobą i jak głęboko wrzynało się w niego pieklące, narastające w środku i wbijające się w jego wnętrzności niczym kolce poczucie winy. Co było gorsze? Gdyby wrócił wczoraj, tak pijany, żeby zwymiotować na niego jak na Prewetta, czy dzisiaj? Po tym jak przeciągnął go po podłodze kolejnym dniem milczenia, ignorowania jego egzystencji i jasno wyrażonej potrzeby tego, aby byli blisko, nie rozdzielali się. Czy człowiekowi mogło drżeć serce? Bo jemu chyba drżało. Jeszcze mocniej kiedy czując dotyk palców na swojej głowie i przymykając oczy, lgnąc do tego dotyku, zdał sobie sprawę z tego, że być może miał o wiele większy problem, niż pierwotnie myślał. Ale co miał z tym zrobić? To było okropne, ale on naprawdę nie potrafiłby odłożyć na bok ani alkoholu, ani innych rzeczy, jakie wlewał w siebie w coraz większych dawkach, aby zabić to cholernie uczucie pustki. Nie był też pewny, czy gdyby naprawdę mocno się postarał, przestałby mieć te napady złości, przez które tak zgrabnie niszczył swoje i tak kruche już życie. Mógłby wrócić do rozładowywania tego w inny, stary sposób, ale to też nie pomogłoby ich relacji, tylko wygenerowało kolejne fale zmartwienia. Kolejne łzy toczące się po policzkach człowieka, którego naprawdę kochał, a z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu kłócił się z nim teraz raz za razem i nie potrafił tego zatrzymać.
Czy powinien kłamać? Po tej całej scenie z Veritaserum, które kazał przyrządzić Lince, miał mu teraz mydlić oczy tym, że nie, oczywiście uciekł stąd przypadkiem, przypadkiem spił się na ruinie molo z dala od miasta i naprawdę, ale to naprawdę chciał do niego wrócić, po prostu ciąg niefortunnych zdarzeń zaciągnął go do New Forest, chociaż kilka dni temu tak się zapierał, że Laurent był kimś, kogo szczerze nie cierpiał i nie chciał tutaj widzieć.
- Chciałem zro-obić ci na złość bawiąc się b-bez ciebie - przyznał, bo nie miał już tak naprawdę po co udawać inny scenariusz - chciał mu zrobić na złość, chciał, żeby tu siedział i żałował tego wszystkiego. Tego, że go tutaj nie zatrzymał choćby i na siłę. Tak cholernie irytowało go, kiedy którykolwiek z nich mówił o nim jak o kimś, komu trzeba było dać przestrzeń, wolność, to było... to było, jakby od razu spisywali go na straty i próbowali czerpać jakieś skrawki uwagi z ruiny człowieka, jaką stał się na przestrzeni lat. I mieli w tym cholerną rację. - Ale trochę za dużo wypiłem - odetchnął głęboko, zadzierając głowę do góry. Nie musiał na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że Alexander płakał, bo czuł to w jego podłamanym głosie. Cisnęło mu się na usta: zawsze wrócę, ale tak naprawdę ta obawa była uzasadniona. Mógł już tutaj nie wrócić i to nie dlatego, że nie chciał, tylko przez brak szacunku dla własnej egzystencji.
Czy powinien kłamać? Po tej całej scenie z Veritaserum, które kazał przyrządzić Lince, miał mu teraz mydlić oczy tym, że nie, oczywiście uciekł stąd przypadkiem, przypadkiem spił się na ruinie molo z dala od miasta i naprawdę, ale to naprawdę chciał do niego wrócić, po prostu ciąg niefortunnych zdarzeń zaciągnął go do New Forest, chociaż kilka dni temu tak się zapierał, że Laurent był kimś, kogo szczerze nie cierpiał i nie chciał tutaj widzieć.
- Chciałem zro-obić ci na złość bawiąc się b-bez ciebie - przyznał, bo nie miał już tak naprawdę po co udawać inny scenariusz - chciał mu zrobić na złość, chciał, żeby tu siedział i żałował tego wszystkiego. Tego, że go tutaj nie zatrzymał choćby i na siłę. Tak cholernie irytowało go, kiedy którykolwiek z nich mówił o nim jak o kimś, komu trzeba było dać przestrzeń, wolność, to było... to było, jakby od razu spisywali go na straty i próbowali czerpać jakieś skrawki uwagi z ruiny człowieka, jaką stał się na przestrzeni lat. I mieli w tym cholerną rację. - Ale trochę za dużo wypiłem - odetchnął głęboko, zadzierając głowę do góry. Nie musiał na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że Alexander płakał, bo czuł to w jego podłamanym głosie. Cisnęło mu się na usta: zawsze wrócę, ale tak naprawdę ta obawa była uzasadniona. Mógł już tutaj nie wrócić i to nie dlatego, że nie chciał, tylko przez brak szacunku dla własnej egzystencji.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.