Norka zaczęła pracę jak zawsze, nim wstało słońce. Przed otwarciem musiała upiec wszystkie przysmaki, które oferowała swoim klientom. Humor miała średni, nie potrafiła zignorować myśli, które co chwile do niej wracały. Nawet kiedy skupiała się na pracy mimowolnie wspominała bal, który odbył się dwa dni temu. Uważała, że to, co jej się przydarzyło było bardzo upokarzające, chyba jeszcze nigdy nie czuła się tak bardzo źle. Wracało do niej wspomnienie tych wszystkich oczu skierowanych w jej kierunku, kiedy siedziała tam zupełnie bezbronna po tym, jak zamieniła się w bobra. Na samą myśl o tej niefortunnej transmutacji chciało jej się płakać. Nie zamierzała opuszczać cukierni w najbliższym czasie, najwyraźniej jej to nie służyło.
Może nie wszyscy byli stworzeni do czegoś więcej? Może ona powinna po prostu zostać w kuchni, nie nadawała się do ludzi, nie potrafiła się pogodzić z tym, że popsuła tak ważne wydarzenie dla rodzeństwa Longbottom, następnym razem zastanowi się kilka razy, czy w ogóle powinna się pojawić, o ile w ogóle ją kiedykolwiek jeszcze ktoś gdzieś zaprosi.
Czas w kuchni mijał jej bardzo szybko, co chwilę wyciągała i wsadzała kolejne blaszki do pieca. Wypieki musiały być gotowe na otwarcie cukierni. Kuchnia była aktualnie jedynym miejscem, w którym czuła się pewnie. Wiedziała, że tutaj nikt jej nie ocenia, a słodycze obronią się same. Kiedy wszystko było gotowe zaczęła rozkładać babeczki, ciastka, pączki w gablocie przy ladzie. Były kolorowe, zachęcały do szybkiego zjedzenia. W końcu wiadomo, że jadło się też wzrokiem, wygląd wypieków musiał być doskonały.
Figg stała za ladą, kiedy usłyszała otwierające się drzwi. Uniosła wzrok, aby spojrzeć na to, kogo tym razem tu przywiało. Nie znała tej dziewczyny, nie ma się co dziwić Norce, ona w ogóle mało kogo kojarzyła, szczególnie, że większą część życia spędziła w Little Whinging. W Londynie bywała od czasu do czasu. Uśmiechnęła się ciepło na powitanie, jak do wszystkich, którzy odwiedzali to miejsce, była wdzięczna, że chcą spróbować jej dzieł, w końcu była nowa na rynku i wiele to dla niej znaczyło. Eleonora ubrana była w krótką, różową sukienkę w małe, niebieskie kwiatki - idealnie wpasowywała się do wystroju tego miejsca. - Dzień dobry.- Czekała, aż kobieta podejdzie do lady. Kupić coś smacznego dla redakcji... Mina nieco jej zrzedła, Daisy mogła zauważyć jej zmieszanie. od czasu balu nieco bała się dziennikarzy. - Pączki są jeszcze ciepłe, jak najbardziej polecam, z konfiturą śliwkową, dyniową, z czekoladą, marcepanem, zależy które smaki pani najbardziej odpowiadają.- Starała się nie dać po sobie poznać, że poczuła się niepewnie. - Jeśli chodzi zaś o muffinki, te tutaj z różowymi kwiatami są czekoladowe, z niebieskimi kwiatami jagodowe.- Liczyła na to, że kobieta szybko się zdecyduje.