18.03.2024, 00:04 ✶
Innego końca świata nie będzie, wbił mu się do głowy fragment wiersza zagranicznego poety, którego nazwiska nie potrafił wymówić. Polak, albo Rosjanin. Nie potrafił powiedzieć, kraje słowiańskie zlewały się w jedność. Nie było to teraz ważne - najbardziej istotną kwestią pozostawało przesłanie, jakie niósł ze sobą ten twór. Śmierć Derwina Longbottoma była dla Perseusa jedynie smutnym nekrologu wydrukowanym na ostatniej stronie Proroka Codziennego, kondolencjami składanymi rodzinie przy okazji niezręcznych spotkań. Jednak dla Morpheusa i dla jego bliskich był to naprawdę koniec świata; ich małego świata.
Uśmiechnął się w odpowiedzi na jego wypowiedź, lecz był to uśmiech pozbawiony radości. Spojrzenie Perseusa wyrażało przede wszystkim zmartwienie. Westchnął cicho i zaplótł ręce w koszyczek, patrząc przy tym swojemu rozmówcy prosto w oczy.
— Wie pan, że powinienem teraz pana zbesztać, panie Longbottom? — a bardzo tego nie chciał; nie tak wyobrażał sobie ich pierwsze spotkanie po tak długiej przerwie — Zmiana środowiska rzeczywiście może okazać się pomocna w terapii, jednak dla jej prawidłowego przebiegu, nie może pan odstawiać leków, nawet jeżeli czuł się pan dobrze. Czasem poprawa stanu psychicznego bywa tylko pozorna i wszystko potrafi wrócić ze zdwojoną siłą.
Zwłaszcza, że Morpheus przechodził właśnie trudny okres. Odwrócił od niego wzrok i wbił go w pusty bloczek recept po jego prawej stronie, zastanawiając się, czy powinien przepisać mu eliksir, który nieco przytłumi działanie trzeciego oka, czy wręcz przeciwnie; ostatecznie uznał, że pozostawi tę decyzję w rękach samego zainteresowanego. Obawiał się jednak, że wizje przyszłości nie działają pozytywnie na jego stan emocjonalny; sam zresztą to przyznał, ubierając to w piękne słowa.
— Niech mi pan opowie o tym chaosie — poprosił już nieco ciszej, spokojniej, pokorniej. Spojrzał na niego wyczekująco.
Uśmiechnął się w odpowiedzi na jego wypowiedź, lecz był to uśmiech pozbawiony radości. Spojrzenie Perseusa wyrażało przede wszystkim zmartwienie. Westchnął cicho i zaplótł ręce w koszyczek, patrząc przy tym swojemu rozmówcy prosto w oczy.
— Wie pan, że powinienem teraz pana zbesztać, panie Longbottom? — a bardzo tego nie chciał; nie tak wyobrażał sobie ich pierwsze spotkanie po tak długiej przerwie — Zmiana środowiska rzeczywiście może okazać się pomocna w terapii, jednak dla jej prawidłowego przebiegu, nie może pan odstawiać leków, nawet jeżeli czuł się pan dobrze. Czasem poprawa stanu psychicznego bywa tylko pozorna i wszystko potrafi wrócić ze zdwojoną siłą.
Zwłaszcza, że Morpheus przechodził właśnie trudny okres. Odwrócił od niego wzrok i wbił go w pusty bloczek recept po jego prawej stronie, zastanawiając się, czy powinien przepisać mu eliksir, który nieco przytłumi działanie trzeciego oka, czy wręcz przeciwnie; ostatecznie uznał, że pozostawi tę decyzję w rękach samego zainteresowanego. Obawiał się jednak, że wizje przyszłości nie działają pozytywnie na jego stan emocjonalny; sam zresztą to przyznał, ubierając to w piękne słowa.
— Niech mi pan opowie o tym chaosie — poprosił już nieco ciszej, spokojniej, pokorniej. Spojrzał na niego wyczekująco.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory