18.03.2024, 00:20 ✶
Thomas spojrzał z powątpiewaniem na Erika następnie przeniósł oceniające spojrzenie na kaktusa.
- Teraz na pewno wspierasz lokalną branżę rozrywkową - odpowiedział, siląc się na powagę, z marnym skutkiem.
Hardwick był jednym z tych mugolaków, którzy ostrożnie podchodzili do magii, a jeszcze ostrożniej do eliksirów, które za jego hogwarckich czasów kilkukrotnie wysłały go do skrzydła szpitalnego i tylko część z przypadków miała miejsce poza lekcjami. Ale przynajmniej nie skończył z kaktusem na głowie. Co najwyżej z twarzą w zielone kropki. O czym Erik albo nie pamiętał, albo był lepszym przyjacielem.
- Och przestań, włosy by może odrosły, a przynajmniej nie wyglądałbyś w kapturze jakbyś miał na głowie, hmmm, duże, długie, z czymś jeszcze mi się kojarzy. - Wolał nie wypowiadać właściwych myśli na głos, tak w ramach ewentualnych szans na obronę. - Lepiej jak kaptur jest zdjęty, mniej pozostawia wyobraźni do dodania - wtrącił jeszcze jedynie, z całkowicie niewinną miną.
W aktualnym stanie Erik mógł w końcu robić za wtykę jedynie u Bellów, co może byłoby i dobrym pomysłem, Thomas jednak przemilczał akurat tą konkretną myśl, wiedząc, że każdy ma swoje granice. A te u Erika już chyba przekroczył. Była to jednak chyba najzabawniejsza rzecz, jaka przydarzyła mu się od dawna. Mały błysk światła w tej smutnej, szarej rzeczywistości.
Co jednak za dużo to nie zdrowo, nie wyobrażał więc sobie, że jego partner skończy z kaktusem już na całe życie (choć był ciekaw, czy po odpowiednim czasie z rośliny wyrosną kwiatki), dlatego skinął głową na wzmiankę o znanych aptekarzach.
- To może być dobry pomysł, w ostateczności Mungo, jako ostatnia deska ratunku, podejrzewam, że i tak już rozniosły się plotki o twoim stanie, nie ma nic do stracenia. - Poklepał Erika pocieszająco w ramię. Bycie popularnym miało swoje wady. Na przykład każdy wiedział kim jesteś i jak się nazywasz. Thomas dziękował w duchu, że na niego nie padło światło sławy. Pewnie spędziłby wtedy większość życia jako pies, unikając wścibskich spojrzeń. Choć może jako pies byłby jednak bardziej popularny.
Przeglądane papiery nie zawierały nic ciekawego. Żadnych żądań okupu, pogróżek, nic o wspomnianej przesyłce, zwykłe rachunki i stany magazynowe, choć te, po założeniu na rękę rękawiczki, Thomas zabrał i odpowiednio zabezpieczył, tak w ramach przejrzenia później, o ile tu nic nie odkryją. A na to mieli jeszcze trochę szans, bo po zaklęciu Erika pomieszczenie lekko się odmieniło. To tu, to tam widniały ślady spalenizny - niezbyt dobry znak, do tego w podłodze ukazała się na pierwszy rzut oka niewidoczna klapa. Thomas podszedł do niej ostrożnie, po czym spróbował ją unieść - oczywiście oni drgnęła.
- Podejrzewam, że to może być magazyn numer dwa. Warto się rozejrzeć. Te ślady, w pierwszej kolejności myślałem, że ta tajemnicza paczka wybuchła, choć może to bardziej ślady walki? - Przyjrzał się najbliższemu śladowi sadzy na ścianie. - Może spróbuję się najpierw rozejrzeć na dole - stwierdził, po czym spróbował pozbyć się ewentualnych zabezpieczeń odpowiednim zaklęciem.
- Teraz na pewno wspierasz lokalną branżę rozrywkową - odpowiedział, siląc się na powagę, z marnym skutkiem.
Hardwick był jednym z tych mugolaków, którzy ostrożnie podchodzili do magii, a jeszcze ostrożniej do eliksirów, które za jego hogwarckich czasów kilkukrotnie wysłały go do skrzydła szpitalnego i tylko część z przypadków miała miejsce poza lekcjami. Ale przynajmniej nie skończył z kaktusem na głowie. Co najwyżej z twarzą w zielone kropki. O czym Erik albo nie pamiętał, albo był lepszym przyjacielem.
- Och przestań, włosy by może odrosły, a przynajmniej nie wyglądałbyś w kapturze jakbyś miał na głowie, hmmm, duże, długie, z czymś jeszcze mi się kojarzy. - Wolał nie wypowiadać właściwych myśli na głos, tak w ramach ewentualnych szans na obronę. - Lepiej jak kaptur jest zdjęty, mniej pozostawia wyobraźni do dodania - wtrącił jeszcze jedynie, z całkowicie niewinną miną.
W aktualnym stanie Erik mógł w końcu robić za wtykę jedynie u Bellów, co może byłoby i dobrym pomysłem, Thomas jednak przemilczał akurat tą konkretną myśl, wiedząc, że każdy ma swoje granice. A te u Erika już chyba przekroczył. Była to jednak chyba najzabawniejsza rzecz, jaka przydarzyła mu się od dawna. Mały błysk światła w tej smutnej, szarej rzeczywistości.
Co jednak za dużo to nie zdrowo, nie wyobrażał więc sobie, że jego partner skończy z kaktusem już na całe życie (choć był ciekaw, czy po odpowiednim czasie z rośliny wyrosną kwiatki), dlatego skinął głową na wzmiankę o znanych aptekarzach.
- To może być dobry pomysł, w ostateczności Mungo, jako ostatnia deska ratunku, podejrzewam, że i tak już rozniosły się plotki o twoim stanie, nie ma nic do stracenia. - Poklepał Erika pocieszająco w ramię. Bycie popularnym miało swoje wady. Na przykład każdy wiedział kim jesteś i jak się nazywasz. Thomas dziękował w duchu, że na niego nie padło światło sławy. Pewnie spędziłby wtedy większość życia jako pies, unikając wścibskich spojrzeń. Choć może jako pies byłby jednak bardziej popularny.
Przeglądane papiery nie zawierały nic ciekawego. Żadnych żądań okupu, pogróżek, nic o wspomnianej przesyłce, zwykłe rachunki i stany magazynowe, choć te, po założeniu na rękę rękawiczki, Thomas zabrał i odpowiednio zabezpieczył, tak w ramach przejrzenia później, o ile tu nic nie odkryją. A na to mieli jeszcze trochę szans, bo po zaklęciu Erika pomieszczenie lekko się odmieniło. To tu, to tam widniały ślady spalenizny - niezbyt dobry znak, do tego w podłodze ukazała się na pierwszy rzut oka niewidoczna klapa. Thomas podszedł do niej ostrożnie, po czym spróbował ją unieść - oczywiście oni drgnęła.
- Podejrzewam, że to może być magazyn numer dwa. Warto się rozejrzeć. Te ślady, w pierwszej kolejności myślałem, że ta tajemnicza paczka wybuchła, choć może to bardziej ślady walki? - Przyjrzał się najbliższemu śladowi sadzy na ścianie. - Może spróbuję się najpierw rozejrzeć na dole - stwierdził, po czym spróbował pozbyć się ewentualnych zabezpieczeń odpowiednim zaklęciem.
Rozproszenie - rzut na otwarcie klapy (też dam razy 2, a co)
Rzut Z 1d100 - 50
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!