18.03.2024, 10:43 ✶
Być może nie do końca mgła, która przesłaniała mu zdrowy rozsądek, opadła. Być może były jeszcze jej namiastki, jakieś pozostałości. Być może nie do końca panował nad sobą. Być może. Ale przecież tu chodziło o Penny. W jego głowie powstało tak wiele scenariuszy, a każdy gorszy od poprzedniego. Sam już nie wiedział, co o tym myśleć. Wszedł więc powoli do mieszkania Malfoya, nawet się nie rozglądając jakoś szczególnie. Po pierwsze: bywał tutaj wcześniej, a po drugie: niezbyt go obchodziło, czy Renigald akurat postanowił zmienić wystrój. Być może rozejrzy się później, ale teraz musieli porozmawiać.
Tylko że chyba nie do końca panował nad swoimi oczami, bo gdy tylko blondyn odwrócił się w jego stronę, to Aidan zamiast otworzyć usta i wydobyć z siebie jakiekolwiek słowa, po prostu wyciągnął dłonie z kieszeni. A potem zwinął jedną z nich w pięść i najzwyczajniej w świecie trzasnął Renigalda w ryj. Nie bawił się w żadne półśrodku - żadne lepy na mordę, żadne smyranie po policzku. Po prostu wyprowadził szybki, mocny cios w policzek blondyna, wspaniałomyślnie oszczędzając mu nos, bo przecież nie będzie potem zmywał krwi z siebie i z niego.
- Renigald. Tak, znamy się - syknął, chociaż bardziej z bólu, niż ze złości. Bicie innych bywało bolesne nie tylko dla bitych, ale i dla bijących. Parkinson strzepnął dłonią kilka razy. - Skoro uprzejmości mamy za sobą, to może wyjaśnisz mi z łaski swojej, co ty odkurwiasz?
Zakładał, że nie musiał tłumaczyć koledze, o co chodziło. Sam doskonale wiedział, jak wstrętnego piwa właśnie nawarzył - musiał je teraz wypić. Być może nie powinien zaczynać w ten sposób, ale zarówno jedne, jak i drugie, nadepnęło mu na odcisk tak mocno, że chyba uruchomili jakąś reakcję łańcuchową. Najpierw kazał Penny spierdalać, teraz bił własną rodzinę. I nawet nie za bardzo się nad tym zastanawiał. Po prostu uderzył, a potem przeszedł do słownego ataku. Cud, że się nie opluł z tej złości.
- W co ty ją wciągnąłeś, gnido? - brwi miał ściągnięte, a usta wykrzywione gniewem. Pozostawało pytanie, czy Penny mu coś nagadała i dlatego był taki wściekły a ruda unikała Malfoya, czy po prostu wyciągnął złe wnioski? To nie byłby przecież pierwszy raz zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku. Penny była kombinatorką, a Aidan miał problemy z kontrolowaniem gniewu. Już w Hogwarcie często najpierw bił, a potem mówił. I chociaż odrobinę dorósł i jako tako nad sobą panował, to jak widać ten poziom był daleki od akceptowalnego. O tyle dobrze, że nie wyglądało na to, by miał uderzenie powtórzyć. Odrobinę mu przeszło, spuścił parę. Ale nadal wyglądał jak rozjuszone zwierzę, którego lepiej nie dotykać. Ale czy to było w ogóle możliwe? Czy Malfoy miał jakąkolwiek szansę na to, by mu to jakoś wytłumaczyć? Niby Aidan przyszedł tu po odpowiedzi, ale wyglądało na to, że je doskonale znał. Albo sobie uroił.
Tylko że chyba nie do końca panował nad swoimi oczami, bo gdy tylko blondyn odwrócił się w jego stronę, to Aidan zamiast otworzyć usta i wydobyć z siebie jakiekolwiek słowa, po prostu wyciągnął dłonie z kieszeni. A potem zwinął jedną z nich w pięść i najzwyczajniej w świecie trzasnął Renigalda w ryj. Nie bawił się w żadne półśrodku - żadne lepy na mordę, żadne smyranie po policzku. Po prostu wyprowadził szybki, mocny cios w policzek blondyna, wspaniałomyślnie oszczędzając mu nos, bo przecież nie będzie potem zmywał krwi z siebie i z niego.
- Renigald. Tak, znamy się - syknął, chociaż bardziej z bólu, niż ze złości. Bicie innych bywało bolesne nie tylko dla bitych, ale i dla bijących. Parkinson strzepnął dłonią kilka razy. - Skoro uprzejmości mamy za sobą, to może wyjaśnisz mi z łaski swojej, co ty odkurwiasz?
Zakładał, że nie musiał tłumaczyć koledze, o co chodziło. Sam doskonale wiedział, jak wstrętnego piwa właśnie nawarzył - musiał je teraz wypić. Być może nie powinien zaczynać w ten sposób, ale zarówno jedne, jak i drugie, nadepnęło mu na odcisk tak mocno, że chyba uruchomili jakąś reakcję łańcuchową. Najpierw kazał Penny spierdalać, teraz bił własną rodzinę. I nawet nie za bardzo się nad tym zastanawiał. Po prostu uderzył, a potem przeszedł do słownego ataku. Cud, że się nie opluł z tej złości.
- W co ty ją wciągnąłeś, gnido? - brwi miał ściągnięte, a usta wykrzywione gniewem. Pozostawało pytanie, czy Penny mu coś nagadała i dlatego był taki wściekły a ruda unikała Malfoya, czy po prostu wyciągnął złe wnioski? To nie byłby przecież pierwszy raz zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku. Penny była kombinatorką, a Aidan miał problemy z kontrolowaniem gniewu. Już w Hogwarcie często najpierw bił, a potem mówił. I chociaż odrobinę dorósł i jako tako nad sobą panował, to jak widać ten poziom był daleki od akceptowalnego. O tyle dobrze, że nie wyglądało na to, by miał uderzenie powtórzyć. Odrobinę mu przeszło, spuścił parę. Ale nadal wyglądał jak rozjuszone zwierzę, którego lepiej nie dotykać. Ale czy to było w ogóle możliwe? Czy Malfoy miał jakąkolwiek szansę na to, by mu to jakoś wytłumaczyć? Niby Aidan przyszedł tu po odpowiedzi, ale wyglądało na to, że je doskonale znał. Albo sobie uroił.