Tego mi brakowało, żebym ze wszystkich ludzi na Pokątnej trafiła akurat na służbistę, pomyślała Olbrzymka.
— Miło poznać. — odpowiedziała automatycznie. — Brata? Longbottom, tak? Ach, już wiem, siostra Erika Longbottoma.
Dzwoniło w którymś kościele, dzwoniło i się wreszcie dodzwoniło. Rzeczywiście, dopóki Brenna nie wspomniała o bracie, Regina nie miała pojęcia, z kim rozmawia. Podobnie było ze wspomnieniem o Brygadzie Uderzeniowej, Rowle do tego momentu nie zwróciła uwagi ani na jej ubiór, ani na plakietkę.
— Dziękuję, chociaż czuję się zobowiązana, żeby jakoś zrekompensować zniszczoną marynarkę.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością wymalowaną na twarzy. Doceniała gest Brenny oraz to, że dążyła do załagodzenia sytuacji, a nie odwrotnie.
— Tak, ale z naciskiem na prawie. Zdecydowanie bliżej im do jaszczurek, chociaż czarodzieje na całym świecie nazywają je mini-smokami. — Brygadzistka zaczęła temat, który groził zanudzeniem na śmierć lub też totalnym wyssaniem sił witalnych ze słuchacza. Bo gdy Rowle zaczynała mówić o magicznych stworzeniach, mało kto lub co potrafiło jej przerwać.
— Oryginalnie można je spotkać w Chinach, ale w latach trzydziestych wydostały się na wolność we Francji i w krótkim czasie zadomowiły się w całej Europie. — zerknęła rozbawiona na Cymbała, który wychylił podłużną główkę zza kurtki i ciemnymi oczkami przyglądał się pannie Longbottom. — Nie, kurtka jest zaklęta i podobne zaklęcia nakłada się na domy czarodziejów, którzy posiadają te zwierzęta.
Ubezpieczyciele pewnie wymagają poświadczenia o nałożonych zabezpieczeniach przeciwogniowych, ale nie wiem, czy aż tak wpływa to na cenę. Zresztą smoczogniki iskrzą tylko w sytuacjach zagrożenia, podczas godów lub w skrajnych emocjach.
Przerwała na moment i podsunęła smoczognikowi otwartą dłoń, na którą ten po chwili wahania zdecydował się przejść. Kiedy to się stało, przesunęła rękę w stronę Brenny, by ta mogła się mu lepiej przyjrzeć.
Cymbał w trakcie rozprostował ciemne skrzydła i zawinął pomarańczowy ogon w czarne pręgi dookoła nadgarstka opiekunki. Był korpulentnej budowy, z niezbyt długą szyją, za to długim pyskiem i trochę za krótkimi łapami. Barwą nie odstawał od swoich pobratymców, chociaż na jego łuskach przeważał kolor pomarańczowy. Czułki zaczynające się na czubku jego głowy delikatnie zafalowały.
— Szczerze powiedziawszy, bardziej bym się obawiała pożyczania cukru sąsiadowi w obecności tych stworzeń. Widzisz, — mimowolnie przeszła na „ty” i kontynuowała wesołym tonem. — cukier, czy raczej pył cukrowy jest łatwopalny, a częściej idzie spotkać czarodzieja ze smoczognikiem, niż domowym smokiem.
Jaszczurka otrzepała się i przez chwilę wodziła wzrokiem od Reginy do Brenny, by wreszcie odwrócić się do tej drugiej. Wpatrując się w nią, przekrzywił głowę i wydał z siebie cichy pomruk i jakby zamerdał ogonem. Rowle widząc to, zaśmiała się cicho i powiedziała.
— Jest ciekawski i z jakichś powodów bardzo tobą zainteresowany.