19.03.2024, 00:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 00:42 przez Thomas Figg.)
Cóż, w przypływie emocji, prawie zapomniał, że nie musi pomagać Brennie się teleportować. Naprawdę, pierwszy raz gdzieś komuś ruszył na pomoc i już trafili na jakichś popleczników tego psychola.
Nie trzeba mu było jednak powtarzać dwukrotnie, Thomas był skory do pomocy i wiedział po co tam przybył, nie po to żeby pojedynkować się ale uratować młodych ludzi.
Kiedy wraz z męskimi potomkami pani Roberts pojawił się tam gdzie wcześniej zostawił damską cześć ewakuowanej rodziny obejrzał się wokół w poszukiwaniu Brenny, uspokoił się dopiero, kiedy pojawiła się tuż za nimi. Przyjrzał się sobie i młodzikom, żaden z nich się nie rozszczepił po drodze, no ale w końcu podróżowali z nim.
- Wszyscy cali, nikomu niczego nie brakuje - odpowiedział przyglądając się uważnie pannie Longbottom. - Z Tobą też wszystko w porządku? - zapytał jeszcze mając na myśli jej niezbyt stabilnego pojawienia się w pomieszczeniu i przestał intensywnie się w nią wpatrywać nią dopiero po zapewnieniu, że wszystko jest okej. Teraz mogli odetchnąć, uspokoić nerwy zanim będą podróżować dalej do ciotki, która ukryje całą rodzinę Robertsów. Przez głowę mu przebiegło, że to dopiero początek. Jak wiele rodzin jeszcze będzie musiało porzucić swoje dotychczasowe domy i żyć na wygnaniu? W wiecznym ruchu czy ukryciu. A wszystko to bo jakiś popapraniec uważał, że jedni są lepsi od drugich.
Zerknął na matkę, która po kolei tuliła swoje dzieci. Ich udało się uratować, a jak wielu nie uda się? Do jak wielu przybędą za późno? Potrząsnął intensywnie głową - nie czas było na ponure rozmyślania, misja się jeszcze nie skończyła. Będzie mógł się nużąc w rozmyślaniach potem, jak już znajdą się w miejscu docelowym.
- Odpocznijcie nieco, zaraz będziemy ruszać dalej. Im szybciej znajdziecie się w nowym domu tym lepiej - odezwał się do rodziny Robertsów sam sięgnął po wodę, co prawda wolałbym napić się whiskey ale wolał nie robić tego przed kolejnymi podróżami, jeszcze tego mu brakowało, żeby się przypadkowo rozszczepić teleportując z nieletnimi czarodziejami, albo co gorsza z mugolami.
Kiedy już wszyscy byli gotowi, ruszył z nimi tak jak wcześniej, najpierw kobiety, potem chłopcy.
Nie trzeba mu było jednak powtarzać dwukrotnie, Thomas był skory do pomocy i wiedział po co tam przybył, nie po to żeby pojedynkować się ale uratować młodych ludzi.
Kiedy wraz z męskimi potomkami pani Roberts pojawił się tam gdzie wcześniej zostawił damską cześć ewakuowanej rodziny obejrzał się wokół w poszukiwaniu Brenny, uspokoił się dopiero, kiedy pojawiła się tuż za nimi. Przyjrzał się sobie i młodzikom, żaden z nich się nie rozszczepił po drodze, no ale w końcu podróżowali z nim.
- Wszyscy cali, nikomu niczego nie brakuje - odpowiedział przyglądając się uważnie pannie Longbottom. - Z Tobą też wszystko w porządku? - zapytał jeszcze mając na myśli jej niezbyt stabilnego pojawienia się w pomieszczeniu i przestał intensywnie się w nią wpatrywać nią dopiero po zapewnieniu, że wszystko jest okej. Teraz mogli odetchnąć, uspokoić nerwy zanim będą podróżować dalej do ciotki, która ukryje całą rodzinę Robertsów. Przez głowę mu przebiegło, że to dopiero początek. Jak wiele rodzin jeszcze będzie musiało porzucić swoje dotychczasowe domy i żyć na wygnaniu? W wiecznym ruchu czy ukryciu. A wszystko to bo jakiś popapraniec uważał, że jedni są lepsi od drugich.
Zerknął na matkę, która po kolei tuliła swoje dzieci. Ich udało się uratować, a jak wielu nie uda się? Do jak wielu przybędą za późno? Potrząsnął intensywnie głową - nie czas było na ponure rozmyślania, misja się jeszcze nie skończyła. Będzie mógł się nużąc w rozmyślaniach potem, jak już znajdą się w miejscu docelowym.
- Odpocznijcie nieco, zaraz będziemy ruszać dalej. Im szybciej znajdziecie się w nowym domu tym lepiej - odezwał się do rodziny Robertsów sam sięgnął po wodę, co prawda wolałbym napić się whiskey ale wolał nie robić tego przed kolejnymi podróżami, jeszcze tego mu brakowało, żeby się przypadkowo rozszczepić teleportując z nieletnimi czarodziejami, albo co gorsza z mugolami.
Kiedy już wszyscy byli gotowi, ruszył z nimi tak jak wcześniej, najpierw kobiety, potem chłopcy.
Koniec sesji