Kobiety potrafiły być niezwykłe pod względem tego, co nosiły przy sobie. Starał się być przewidujący, a tym bardziej, kiedy miał wrażenie, że musi się opiekować tymi niemądrymi mężczyznami wokół, którzy... w większości zachowywali się jak wieczne dzieci, nie oszukujmy się. Najtrudniejsze dla nich było pierwszych 40 lat dojrzewania. Potem szło już z górki. Ale niewiasty? Kobiety zostały zesłane na ten świat, żeby być jego błogosławieństwem. Żeby chronić tych niemądrych panów przed ich własnymi błędami i porażkami. Żeby pomagać im się pozbierać do pracy, bo przecież sami sobie nawet krawatu nie zawiążą. Ich delikatne dłonie, ich uśmiechy, czujne spojrzenia i pełne miłości wargi były anielskim poselstwem, żeby pojawiło się na tym padoku coś dobrego. Cokolwiek, co przynosiłoby światło w dobie ciemności, w którą wkroczyli. Guinevere należała do aniołów, które witały każdy poranek z jasnością ciemnych oczu skrytych pod welonem ciemnych rzęs. Jej dłonie przynosiły ukojenie, a jej pieszczotliwe usta potrafiły trochę napsocić, żeby potem powiedzieć kilka czułych słówek. Miło było mówić, że ktoś taki zasługuje na coś więcej od życia. Na kogoś lepszego. Najlepszego, prawdziwego rycerza, który na pewno będzie miał swoje wady, ale przede wszystkim będzie jej oddany, szczery i będzie ją kochał i szanował. Całą resztę chyba człowiek mógł dopracować, prawda? Dopóki uczucie było prawdziwe i obie strony chciały nieść do siebie wszystko, co najlepsze... ciekawe, kto byłby takim ideałem. Drugą połówką, której potrzebowała, chociaż wcale uparcie jej nie szukała. Pozwalała życiu toczyć się naturalnie.
- Masz rację. Nie mogłabyś. - Powiedział to ciepło, tonem, który nie był pełen arogancji, ale jednocześnie przedstawiał najbardziej oczywistą prawdę, która nie potrzebowała żadnego poparcia czy udowadniania czegokolwiek komukolwiek. A potrzebowała? Czyny mówiły więcej niż słowa, a dowód wymalował się przed jego oczami. Rozegrał w scenariuszu nieplanowanym, na który nie mogli być gotowi. Imponowało mu to. Przynosiło nadzieję do tego pękatego, wybrzuszonego od zgrozy i antypatii świata. Przebijała delikatnie szpileczką worek ropy i uzdrawiała, pozwalając jej ulecieć. Cieszył się, że spotykał takich ludzi na swojej drodzie. Tak bardzo... Był wdzięczny. Guinevere przypomniała mu, że ten świat wcale nie był aż taki wściekle zły i nie każdy człowiek musiał mieć podszytą złą motywacją potrzebę wzięcia od ciebie paru gryzów, żeby potem pójść świat - z ustami okolonymi słodkim pudrem landrynek, jakie chciał wsuwać na języki osób, które przecięły z nim swoje ścieżki. Znał wiele osób, które były ponad tym. I które nie zadawały się z nim tylko dla tej powierzchownej słodyczy. Potrzebował teraz jednak osoby takiej jak Guinevere jak powietrza - zobaczyć kogoś takiego jak ona właśnie w takiej prostej, życiowej czynności. Każdy powinien tak postąpić, a był pewien, że postąpiłoby tak niewielu. Każdy się gdzieś śpieszył. Każdy chciał zdążyć na obiad w domu. Każdy miał własną tragedię na tyle mocną, żeby odwracać wzrok. Tak tragedie kumulowały się jedna na drugiej. Na szczęście taka Ginny na to nie pozwalała. I Laurent też... nie chciał przestawać się starać, żeby zmienić to miejsce na lepsze. - Psujesz moją dyplomatyczną narrację. - Och, Laurent miał niepoprawną słabość do osób starszych od siebie. Jakoś zazwyczaj nawet łatwiej było mu złapać z nimi kontakt niż z rówieśnikami, albo tylko sobie to tak tłumaczył, tak sobie wmawiał. Ze wszystkich rzeczy, jakie powinny być spisane na liście problemów - tej tam nie było. Była nieistotna, bo przecież żadnej przyzwoitości tym nie łamali tu i teraz, prawda? A przynajmniej on tego tak nie odbierał. Nie czuł też, żeby ta przyzwoitość była nadwyrężana parę lat temu. - Naprawdę tak biegałaś? - Dopytał z rozbawieniem i zaoferował jej znów rękę, żeby ruszyć w kierunku umówionej restauracji, w której zarezerwował uprzednio miejsce z myślą o tym spotkaniu. - W żadnym wypadku. Bardzo bystra dziewczynka. Chyba bardziej zajęła mój czas niż ja jej. - To też był żart, bo Laurent się starał utrzymać skupienie dziewczynki, żeby się uspokoiła, nie płakała, żeby miała pewność, że kotek zaraz do niej wróci - i nie musi w tym celu liczyć minut. A to nie była łatwa sprawa, szczególnie, że niekoniecznie miał doświadczenie z dziećmi. W końcu sam był trochę... mało wyskokowym dzieciakiem w przeszłości.