19.03.2024, 09:35 ✶
– Rok temu? To wiele tłumaczy. Ale wiesz, lepiej późno niż wcale, a latanie ze Starkami, to jedna z najlepszych decyzji, jaką JA podjęłam. Ta cała papierologia... gdybym miała zajmować się tym sama, to z pewnością musiałabym zadowalać się swoimi własnymi, przypalonymi tworami. – odpowiedziała mu bardzo bezpośrednio, nie zauważając lub celowo ignorując jego niezręczność i wycofanie. Byli klubowiczami, to prawie jak rodzina.
– Najbardziej mnie jara fakt, że za dwa, trzy miesiące organizują jakiś większy wylot do Tunezji. Zawsze chciałam pojeździć na tamtejszych pustynnych robakach, choć ponoć to atrakcja przewidziana za dodatkową opłatą i nie wiem, czy nie przepierdole na to swoich wszystkich oszczędności... – westchnęła ciężko, niepomna na to, że te wszystkie oszczędności regularnie wydawała na mniej imponujące rzeczy, jak na przykład fajki. A skoro o fajkach mowa...
Karoca drgnęła i bez woźnicy wzniosła się nad uliczki magicznego Londynu. Kamuflaż zadziałał bez pudła, jak zawsze, a Mills zaraz po tym jak wzlecieli, wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni srebrzystą papierośnicę, z magicznym grawerunkiem przedstawiającym wichurę na morzu. Co pewien czas, w zwolnionym tempie z głęboko żłobionych chmur wychynał w zwolnionym tempie piorun nękający wzburzone fale. Za każdym razem jego kształt był inny. W środku znajdowało się dwanaście ciaśniutko wepchniętych, profesjonalnie skręconych papierosów. Jeden z nich wetknęła sobie między wargi, a potem wyciągnęła dłoń z papierośnicą ku Felicianowi w niemej propozycji.
– Łapanie futrzaków brzmi jak zajebiście fajna robota. Ostatnio w ogóle zamarzył mi się świergotnik w domu, taki zieloniutki mały wytrzeszcz. Potrzebuję ich piór do kilku przepisów a są w ciul drogie. Ogarnąłbyś mi takiego? – zapytała, skupiając się na odpalanym papierosie. Brzmiała lekko i niezobowiązująco, nie wiedząc albo udając, że nie wie, że ptaki te były obecnie w okresie lęgowym a magiczni ustawodawy pracowali nad tym by ochrona nad gatunkiem rozciągała się na cały rok. Stąd ceny piór podskoczyły do góry w ostatnim czasie tak bardzo, ale przecież jeśli zależy Ci tylko na piórach, to możesz o tym nie wiedzieć, prawda?
– Najbardziej mnie jara fakt, że za dwa, trzy miesiące organizują jakiś większy wylot do Tunezji. Zawsze chciałam pojeździć na tamtejszych pustynnych robakach, choć ponoć to atrakcja przewidziana za dodatkową opłatą i nie wiem, czy nie przepierdole na to swoich wszystkich oszczędności... – westchnęła ciężko, niepomna na to, że te wszystkie oszczędności regularnie wydawała na mniej imponujące rzeczy, jak na przykład fajki. A skoro o fajkach mowa...
Karoca drgnęła i bez woźnicy wzniosła się nad uliczki magicznego Londynu. Kamuflaż zadziałał bez pudła, jak zawsze, a Mills zaraz po tym jak wzlecieli, wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni srebrzystą papierośnicę, z magicznym grawerunkiem przedstawiającym wichurę na morzu. Co pewien czas, w zwolnionym tempie z głęboko żłobionych chmur wychynał w zwolnionym tempie piorun nękający wzburzone fale. Za każdym razem jego kształt był inny. W środku znajdowało się dwanaście ciaśniutko wepchniętych, profesjonalnie skręconych papierosów. Jeden z nich wetknęła sobie między wargi, a potem wyciągnęła dłoń z papierośnicą ku Felicianowi w niemej propozycji.
– Łapanie futrzaków brzmi jak zajebiście fajna robota. Ostatnio w ogóle zamarzył mi się świergotnik w domu, taki zieloniutki mały wytrzeszcz. Potrzebuję ich piór do kilku przepisów a są w ciul drogie. Ogarnąłbyś mi takiego? – zapytała, skupiając się na odpalanym papierosie. Brzmiała lekko i niezobowiązująco, nie wiedząc albo udając, że nie wie, że ptaki te były obecnie w okresie lęgowym a magiczni ustawodawy pracowali nad tym by ochrona nad gatunkiem rozciągała się na cały rok. Stąd ceny piór podskoczyły do góry w ostatnim czasie tak bardzo, ale przecież jeśli zależy Ci tylko na piórach, to możesz o tym nie wiedzieć, prawda?