Kiedy był w Hogwarcie, nad światem rozpędziła się II Wojna Światowa, mugolski konflikt, który pożerał zarówno ludzi, jak i czarodziei. Pamiętał, jak budził się z krzykiem, mówiąc w obłąkańczym bełkocie o śmierci i bombach, spadających na głowy Londyńczyków. Chociaż Dolina Godryka była bezpieczna, wypełniona magią, która chroniła ją przed nalotami, nawet jeśli mugole narzekali, że tak trudno dojechać, gdy odwiedzali swoich innych mugolskich krewnych, chroniąc swoje dzieci, aby mogły odkrywać przygody w szafach, z lwami i czarownicami, to jego bracia coś knuli, wyjeżdżali, a on wiedział, gdzieś w posmaku magii, że dotyczy to Grindewalda i powstrzymania jego postulatów oraz działań. Był jednak za młody wtedy, aby robić coś innego, niż pobierać naukę.
— Moja rodzina też tam jest, Mildþryþ — przypomniał jej cicho, pozwalając na wzajemność obawy przebić się przez czarującą maskę beztroski. Trochę jak powiedzenie, że są w tym razem, dwie kaleki, które mogą jedynie siedzieć i patrzeć. Nie przestawał tasować, gdy wstał, aby rozejrzeć się po mieszkaniu. Zaglądał w różne kąty, zniknął w drugim pomieszczeniu. Kilka huków i trzasków później wrócił do Millie z dużą stolnicą pod pachą, zdecydowanie nie używaną, o czym świadczyły kiepsko starte pajęczyny i gładka powierzchnia, która nie wiedziała, jak wygląda mąka. Ułożył cienką deskę na nogach Millie, aby zrobić z niej stolik i wrócił do mieszania w kartach.
— Co Mildþryþ może zrobić, aby pomóc Alastorowi w takim stanie... — sparafrazował szeptem, stając się jeszcze bardziej niematerialny, jakby brzegi jego istnienia zostały rozmazane. Oto pozwalał przemawiać bogom przez swoje ciało, przestawał być tu i teraz, lecz jedną nogę zanurzał w nurcie czasu, przyszłości. Poczuł namacalnie agresywną, męską energię Marsa. Bardzo pasującą do sytuacji.
O, Aresie, wojowniczy strażniku, słysz mój wołanie. Wodzu bitewny, prowadź nas w męstwie i sprawiedliwości. Niech twoja moc przemieni strach w odwagę, a gniew w determinację. Otocz nas swoją opieką na polu walki, niech twoja tarcza ochrania nas przed niebezpieczeństwem. Ucz nas sztuki walki. Pomóż nam pokonać nasze wewnętrzne przeszkody i triumfować nad złem. Niech twój gniew będzie naszą siłą, a twa łaska naszym przewodnikiem.
— Mały krzyż. Karta, która utożsamia ciebie oraz twoją przeszkodę. — Wyjął dwie pierwsze karty, krzyżując je w centrum stolnicy, najpierw światło padło na odwrócony księżyc, a następnie na dziesięć mieczy. — Odwrócony księżyc może tu oznaczać, że stoisz w obliczu niepewności, które wprowadzają zamęt w twoje myśli lub działania. Jakieś ukryte problemy wychodzą na jaw i przynoszą zamieszanie lub chaos. Musisz pamiętać, że jest to również czas, aby zaufać swojej intuicji i głębokim instynktom. Może to oznaczać, że powinnaś być bardziej świadoma swoich emocji, aby móc poradzić sobie z trudnościami, jakie napotykasz. I nie pić.
Druga karta.
— W kontekście tej pozycji, oznacza to, że jesteś w punkcie kulminacyjnym, gdzie sytuacja, z którą się borykasz, osiąga swój szczyt lub kończy swój cykl. Ta karta może przynosić poczucie utraty, rozczarowania lub nawet bólu, ponieważ symbolizuje koniec czegoś ważnego lub istotnego w twoim życiu. Przypomina, że nawet w najciemniejszych chwilach istnieje nadzieja i możliwość odrodzenia się na nowo.
Nie musiał tak mocno opisywać, bo panna Moody znała tarota i czekał na jej kiepskie, złośliwe docinki i komentarze, aby ukryć swoją słabość.