19.03.2024, 18:05 ✶
Tak, wpatrywanie się w cokolwiek poza ciemnością, w jakiej próbował skryć swoją twarz, było bolesne, ale nie na tyle bolesne, aby nie wyglądał zza tej plątaniny kudłów i ręki na tak zachowującego się Laurenta. Tak, przepadł gdzieś tam po drodze i chyba powoli przestawał się tym jakkolwiek przejmować - ciemne oczy Flynna były zbyt skupione na zgrabnych nogach poruszających się po sierści psa, na koronkowej krawędzi koszuli nocnej, zmuszającej go do dopowiedzenia sobie reszty. Nie hamował się wcześniej, więc i teraz tego nie zrobił. Rzucił najbardziej oczywistym komentarzem, nawet nie siląc się na coś bardziej wyszukanego, bo czy ktokolwiek spodziewałby się po nim czegoś innego? Głównym przywilejem bycia kompletnym wyrzutkiem było odcięcie się od wszystkich norm społecznych. Wolność, jaką mu to dawało, polubił na tyle, aby prowadzić się w ten sposób przez całe życie.
- A umyjesz się ze mną? - Opuścił rękę w dół. Nie odgarnął włosów zasłaniających mu lewe oko, ale zmierzył go spojrzeniem, po czym machnął dłonią i wykształtował sobie w niej parę przeciwsłonecznych okularów. Dopiero po założeniu ich na twarz zaczesał te poplątane loki za ucho. - Mogę ściągnąć z ciebie te fatałaszki zębami, jeżeli to jest to, co cię teraz kręci... - Uszczypnął go jeszcze raz, tak na wszelki wypadek, gdyby zadane przed sekundą pytanie nie było wystarczającym ujęciem tego, co o nim myślał. O nim i o tym co mogliby robić razem, odkładając jego chujowe samopoczucie na bok, poza zasięg wzroku, dokładnie tam, gdzie powinno być, skoro miał okazję do tego, żeby wreszcie poczuć się lepiej. Ale to wciąż było tam z boku - świadomość obojga, że Crow wcale nie był taki samotny, na jakiego chciałby się teraz wykreować, to co czynił sobie i innym należało do grupy działań autodestrukcyjnych.
- Czyli gdzie? - Do mojego domu to dla Flynna było wciąż dużo różnych opcji. Jak on to miał ulokować na mapie świata? Powinien pamiętać to miejsce? - Gdzie jest ten dom, nie auto. - Doprecyzował.
Laurent wstał i przeszedł się w jego kierunku, po czym dotknął go w geście czystej troski, Flynn zaś... nie ruszył się nawet na centymetr. Obserwował go uważnie, cudem powstrzymał się od zagwizdania, kiedy został wyminięty w przejściu do pomieszczenia, mimowolnie śledząc go wzrokiem, aż nie zatrzymał się, żeby spojrzeć na ten przeklęty kominek. Oczywiście, że był głodny. Z każdą kolejną minutą coraz bliżej mu pewnie było do wypicia wody z kałuży, bo nie jadł nic, odkąd uciekł z Fantasmagorii z płaczem, a pił... no nie była to woda. Mógłby więc odpowiedzieć tak, ale nawet gdyby się na to zdobył, istniała jedna rzecz, jakiej potrzebował o wiele bardziej ze względu na głębokie uzależnienie.
- Jeżeli zaraz nie zapalę, to pewnie oszaleję... - przyznał się, chociaż papierosy nie znajdowały się na tej krótkiej liście propozycji. Prewett nawet nie sprawiał wrażenie kogoś mającego mieć cokolwiek wspólnego z papierosami, ale Flynn zdążył się już nauczyć - nawet niepalący ludzie potrafili mieć je poukrywane w szufladach, jeżeli często odwiedzali ich palacze. Zdradził tym samym, że jeżeli ich nie miał, to nietypowy gość nie zagrzeje tu zbyt długo, bo wszystko, co miał w kieszeniach było całkowicie przemoczone, więc własnych fajek już nie posiadał. - Albo po prostu się zakaszlę - bo to od kopcenia jak lokomotywa atakował go ten rozdzierający płuca kaszel. Zniknie dokładnie w tym momencie, w którym zaspokoi głód. - ...nie mogę się po prostu teleportować?
- A umyjesz się ze mną? - Opuścił rękę w dół. Nie odgarnął włosów zasłaniających mu lewe oko, ale zmierzył go spojrzeniem, po czym machnął dłonią i wykształtował sobie w niej parę przeciwsłonecznych okularów. Dopiero po założeniu ich na twarz zaczesał te poplątane loki za ucho. - Mogę ściągnąć z ciebie te fatałaszki zębami, jeżeli to jest to, co cię teraz kręci... - Uszczypnął go jeszcze raz, tak na wszelki wypadek, gdyby zadane przed sekundą pytanie nie było wystarczającym ujęciem tego, co o nim myślał. O nim i o tym co mogliby robić razem, odkładając jego chujowe samopoczucie na bok, poza zasięg wzroku, dokładnie tam, gdzie powinno być, skoro miał okazję do tego, żeby wreszcie poczuć się lepiej. Ale to wciąż było tam z boku - świadomość obojga, że Crow wcale nie był taki samotny, na jakiego chciałby się teraz wykreować, to co czynił sobie i innym należało do grupy działań autodestrukcyjnych.
- Czyli gdzie? - Do mojego domu to dla Flynna było wciąż dużo różnych opcji. Jak on to miał ulokować na mapie świata? Powinien pamiętać to miejsce? - Gdzie jest ten dom, nie auto. - Doprecyzował.
Laurent wstał i przeszedł się w jego kierunku, po czym dotknął go w geście czystej troski, Flynn zaś... nie ruszył się nawet na centymetr. Obserwował go uważnie, cudem powstrzymał się od zagwizdania, kiedy został wyminięty w przejściu do pomieszczenia, mimowolnie śledząc go wzrokiem, aż nie zatrzymał się, żeby spojrzeć na ten przeklęty kominek. Oczywiście, że był głodny. Z każdą kolejną minutą coraz bliżej mu pewnie było do wypicia wody z kałuży, bo nie jadł nic, odkąd uciekł z Fantasmagorii z płaczem, a pił... no nie była to woda. Mógłby więc odpowiedzieć tak, ale nawet gdyby się na to zdobył, istniała jedna rzecz, jakiej potrzebował o wiele bardziej ze względu na głębokie uzależnienie.
- Jeżeli zaraz nie zapalę, to pewnie oszaleję... - przyznał się, chociaż papierosy nie znajdowały się na tej krótkiej liście propozycji. Prewett nawet nie sprawiał wrażenie kogoś mającego mieć cokolwiek wspólnego z papierosami, ale Flynn zdążył się już nauczyć - nawet niepalący ludzie potrafili mieć je poukrywane w szufladach, jeżeli często odwiedzali ich palacze. Zdradził tym samym, że jeżeli ich nie miał, to nietypowy gość nie zagrzeje tu zbyt długo, bo wszystko, co miał w kieszeniach było całkowicie przemoczone, więc własnych fajek już nie posiadał. - Albo po prostu się zakaszlę - bo to od kopcenia jak lokomotywa atakował go ten rozdzierający płuca kaszel. Zniknie dokładnie w tym momencie, w którym zaspokoi głód. - ...nie mogę się po prostu teleportować?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.