Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że punktualność była dla Terry'ego pojęciem względnym. Znała go już zbyt długo, a do tego zbyt dobrze, żeby na pewne kwestie pozostawać tak po prostu ślepą. Ich nieświadomą? Dlatego też to, iż o tej konkretnej porze przygotowany jeszcze nie był, nie stanowiło dla niej żadnej niespodzianki. Nie irytowało. Nie denerwowało. Było czymś, co tak po prostu zaakceptowała. Bo przecież nic nie stało na przeszkodzie temu, żeby jeszcze chwilę poczekać.
- Nie rozmawiać z niczym czego nie słychać, odnotowane. - kiwnęła głową. No cóż. Mógł się trochę bardziej postarać. Powiedzieć coś więcej na temat tego miasteczka. Przecież potrafił tworzyć całkiem interesujące bajki. Widziała go nie jeden, nie dwa razy w akcji. Najwyraźniej przeznaczone były dla tych, którzy płacili. Jej zaś, na płacenie za takie bzdury nie było stać. Miała pilniejsze wydatki.
Pewnie zadała jeszcze kilka pytań, pewnie trochę go przez tych kilka kolejnych minut męczyła swoim zdecydowanie nadmiernym entuzjazmem. Tego entuzjazmu nie dało się tak po prostu zabić. Albo inaczej - nie dało się tego entuzjazmu zabić szybko i łatwo. To wymagało nieco więcej zachodu. O ile komukolwiek chciałoby się to zrobić. Poświęcić na to czas, przeznaczyć siły. Lepiej już było odpuścić. Zaakceptować to, że dla kogoś kto w Little Hangleton nigdy nie był, taka wyprawa mogła być ciekawym przeżyciem.
Owszem. Teleportacja nie zajmowała połowy dnia. Nie dało się temu zaprzeczyć. Tyle tylko, że podróż pociągiem nie groziła rozszczepieniem. Była znacznie bezpieczniejsza. Dużo bardziej komfortowa. Zwłaszcza dla kogoś, kto miał wątpliwą przyjemność przeżyć utratę prawego ucha. Po tym zdarzeniu, Penny unikała teleportacji przez kilka miesięcy.
- Porozmawiamy, jak podczas teleportacji stracisz... nie wiem, może tak własny nos? - cholera jedna wie czemu akurat nos, tak jej się powiedziało. Równie dobrze mógł stracić cokolwiek innego. Co tam by los zdecydował. Czasami potrafił być odpowiednio złośliwy. Porządnie dać się człowiekowi we znaki.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi na to, jakoby do Little Hangleton nie przyjeżdżał obecnie żaden pociąg. Wyraźnie widoczna w oddali lokomotywa, a do tego tych sześć wagonów, które za sobą ciągnęła, mówiły w tym przypadku wszystko. Stawiały sprawę jasno. Nie trzeba było dodawać tutaj niczego od siebie.
- Oczywiście. - skwitowała jego słowa, kierując się we wskazanym kierunku. Ruszając ścieżką, która prowadziła w przeciwnym kierunku w stosunku do wcześniej obserwowanych zabudowań. Z ciekawością rozglądała się po zielonej okolicy. Dużo zieleni. Wzgórza. Jakiś las, który znajdywał się przed nimi, ale nieszczególnie blisko. - Daleko będziemy szli? I czego zamierzamy szukać? Może będę w stanie pomóc?
Może byłaby w stanie pomóc - gdyby tylko dostała odpowiednie zadanie. Takie typu stój i dobrze wyglądaj. Nie znała się na chwastach, roślinach. Wiedzę przyrodniczą miała naprawdę podstawową. Nawet gdyby dokładnie jej opisał czego potrzebują, mogłaby wszystko pomieszać. I nie musiałaby się przy tym jakoś tak szczególnie starać. Takie rzeczy wychodziły najlepiej, kiedy człowiek nie robił tego celowo. Świadomie. Miał natomiast sporo dobrych chęci. A nawet bardzo dobrych.