20.03.2024, 00:42 ✶
Rozbawiony uśmiech zastygł na rozchylonych ustach Erika, a spojrzenie jego oczu spoczęło na twarzy Anthony'ego, kiedy ten nieoczekiwanie odezwał się do niego w obcym języku. Zaskoczony i lekko zdezorientowany, pochylił się ku swojemu rozmówcy. Huh, zupełnie jakby sądził, że zmniejszenie dystansu pozwoli na zrozumienie czegokolwiek z tej gadaniny. Niestety, zanim na dobre się skupił, mężczyzna skończył mówić, a Erik... Został z niczym. To, co zrozumiał i tak było niewystarczająco, aby zrozumiał przekaz bez znajomości szerszego kontekstu.
— Obawiam się, że zrozumiałem tylko di grave i il tempo. Śmierć i czas, czy tak? — Uśmiechnął się speszony, opuszczając wzrok z powrotem na strony przewodnika. Jego policzki pokryły się czerwienią. Nieudolna próba zaakcentowania włoskich słówek tylko podkreśliła to, że praktycznie nie znał tego języka. Ewidentnie nie zaproszono go na ten wyjazd przez jego zdolności lingwistyczne. — Podejrzewam, że wybierasz wino na czyjąś stypę albo... Po prostu zabijasz czas?
Uniósł brwi w geście niepewności, przygryzając przy tym dolną wargę. Przypominał zagubionego uczniaka, niespodziewanie wezwanego do odpowiedzi przez nauczyciela. Zamiast zastanowić się i wybrać najbezpieczniejszą opcję, wyrzucił z siebie pierwszą myśl, która zalśniła w jego głowie. Postawił wszystko na jedną kartę. W jego dłoni brakowało jedynie ołówka, którego zniszczoną końcówkę mógłby teraz nerwowo obgryzać w oczekiwaniu na decydujący wyrok.
— Podobno garnitury też mają całkiem niezłe — skomentował niemrawo, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle oczekuje się od niego odpowiedzi. — A skoro specjalizują się w winie i operze, to chyba dosyć tematycznie... Chleba, wina i igrzysk? Jedzenie, picie i rozrywka? — Uśmiechnął się półgębkiem, nad wyraz dumny z siebie, że nie pozostał bierny wobec monologu dyplomaty. — Wszystko wskazuje na to, że co najmniej dwa punkty mają odhaczone.
Mimowolnie również podążył za wzrokiem Shafiqa do zegarka, chociaż z tej odległości i tak nie mógł odczytać z cyferblatu dokładnej godziny. Mimo to zastrzygł uszami, chcąc wyłapać, jak najwięcej na temat jego planów. Wprawdzie towarzyszył mu na wakacjach, ale czy formalnie dalej nie pełnił funkcji jego ochroniarza, czy adiutanta? Już chciał coś powiedzieć, jednak Anthony ponownie się odezwał.
— Dla niego wszystko związane z czasem jest zabawne. Odkrycie anomalii czasoprzestrzennej byłoby dla niego jak wycieczka do parku rozrywki albo cyrku. — Wywrócił teatralnie oczami. Nie rozumiał specyfiki jego pracy w Departamencie Tajemnic, ale też nie miał za bardzo okazji do tego, aby lepiej się z nią zapoznać. Ciężko było z Morfeusza coś wyciągnąć, skoro był Niewymownym. — A żart na pewno doceni. Zwłaszcza biorąc poprawkę na to, kto mu ten żart opowie, nie sądzisz? — Uniósł wymownie brwi. Może od Anthony'ego przyjąłby nawet obelgę, tak długo, jak byłaby szczera? Może to był ten rodzaj przyjaźni? — Oczywiście zaraz później odśpiewa jakąś pieśń pochwalną o... Chronosie?
Zmarszczył brwi, licząc, że Anthony potwierdzi lub zaprzeczy. Na pewno słyszał te jego wywody nieraz. Morfeusz miał tendencje do wznoszenia modłów do greckich bóstw w najmniej odpowiednich sytuacjach. Jeszcze pół biedy, jak robił to przy rodzinnym stole lub wśród przyjaciół. Gorzej, jak przychodziło do spotkań socjety. Zwłaszcza tej nieobytej ze sztuką wróżenia i innymi wiarami. Kto wie, może wuj nawet wylądował na jakiejś czarnej liście kowenu za praktykowanie obcej wiary? O ile to w ogóle można było nazwać praktykowaniem, skoro robił to niespodziewanie.
— Tylko dziesięcioletnie? Nie zatruję się tym? — zażartował, podnosząc dramatycznie głos.
Uśmiechnął się pod nosem i odstawił spodeczek z filiżanką herbaty na pobliski stolik. Dopiero wtedy wyswobodził kielich z uchwytu starszego mężczyzny, ocierając przy tym delikatnie swoimi palcami o jego. Po chwili poruszył lekko naczyniem, zawieszając na moment wzrok na bordowym napitku. Uniósł szkło do ust, bardziej smakując wino, niźli po prostu je pijąc.
— Dobre — potwierdził uczynnie, oblizując dyskretnie zaczerwienione od wina wargi. — Osobiście doceniam te drobne nuty słodyczy. Nie, żebym był jakimś ekspertem.
— Obawiam się, że zrozumiałem tylko di grave i il tempo. Śmierć i czas, czy tak? — Uśmiechnął się speszony, opuszczając wzrok z powrotem na strony przewodnika. Jego policzki pokryły się czerwienią. Nieudolna próba zaakcentowania włoskich słówek tylko podkreśliła to, że praktycznie nie znał tego języka. Ewidentnie nie zaproszono go na ten wyjazd przez jego zdolności lingwistyczne. — Podejrzewam, że wybierasz wino na czyjąś stypę albo... Po prostu zabijasz czas?
Uniósł brwi w geście niepewności, przygryzając przy tym dolną wargę. Przypominał zagubionego uczniaka, niespodziewanie wezwanego do odpowiedzi przez nauczyciela. Zamiast zastanowić się i wybrać najbezpieczniejszą opcję, wyrzucił z siebie pierwszą myśl, która zalśniła w jego głowie. Postawił wszystko na jedną kartę. W jego dłoni brakowało jedynie ołówka, którego zniszczoną końcówkę mógłby teraz nerwowo obgryzać w oczekiwaniu na decydujący wyrok.
— Podobno garnitury też mają całkiem niezłe — skomentował niemrawo, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle oczekuje się od niego odpowiedzi. — A skoro specjalizują się w winie i operze, to chyba dosyć tematycznie... Chleba, wina i igrzysk? Jedzenie, picie i rozrywka? — Uśmiechnął się półgębkiem, nad wyraz dumny z siebie, że nie pozostał bierny wobec monologu dyplomaty. — Wszystko wskazuje na to, że co najmniej dwa punkty mają odhaczone.
Mimowolnie również podążył za wzrokiem Shafiqa do zegarka, chociaż z tej odległości i tak nie mógł odczytać z cyferblatu dokładnej godziny. Mimo to zastrzygł uszami, chcąc wyłapać, jak najwięcej na temat jego planów. Wprawdzie towarzyszył mu na wakacjach, ale czy formalnie dalej nie pełnił funkcji jego ochroniarza, czy adiutanta? Już chciał coś powiedzieć, jednak Anthony ponownie się odezwał.
— Dla niego wszystko związane z czasem jest zabawne. Odkrycie anomalii czasoprzestrzennej byłoby dla niego jak wycieczka do parku rozrywki albo cyrku. — Wywrócił teatralnie oczami. Nie rozumiał specyfiki jego pracy w Departamencie Tajemnic, ale też nie miał za bardzo okazji do tego, aby lepiej się z nią zapoznać. Ciężko było z Morfeusza coś wyciągnąć, skoro był Niewymownym. — A żart na pewno doceni. Zwłaszcza biorąc poprawkę na to, kto mu ten żart opowie, nie sądzisz? — Uniósł wymownie brwi. Może od Anthony'ego przyjąłby nawet obelgę, tak długo, jak byłaby szczera? Może to był ten rodzaj przyjaźni? — Oczywiście zaraz później odśpiewa jakąś pieśń pochwalną o... Chronosie?
Zmarszczył brwi, licząc, że Anthony potwierdzi lub zaprzeczy. Na pewno słyszał te jego wywody nieraz. Morfeusz miał tendencje do wznoszenia modłów do greckich bóstw w najmniej odpowiednich sytuacjach. Jeszcze pół biedy, jak robił to przy rodzinnym stole lub wśród przyjaciół. Gorzej, jak przychodziło do spotkań socjety. Zwłaszcza tej nieobytej ze sztuką wróżenia i innymi wiarami. Kto wie, może wuj nawet wylądował na jakiejś czarnej liście kowenu za praktykowanie obcej wiary? O ile to w ogóle można było nazwać praktykowaniem, skoro robił to niespodziewanie.
— Tylko dziesięcioletnie? Nie zatruję się tym? — zażartował, podnosząc dramatycznie głos.
Uśmiechnął się pod nosem i odstawił spodeczek z filiżanką herbaty na pobliski stolik. Dopiero wtedy wyswobodził kielich z uchwytu starszego mężczyzny, ocierając przy tym delikatnie swoimi palcami o jego. Po chwili poruszył lekko naczyniem, zawieszając na moment wzrok na bordowym napitku. Uniósł szkło do ust, bardziej smakując wino, niźli po prostu je pijąc.
— Dobre — potwierdził uczynnie, oblizując dyskretnie zaczerwienione od wina wargi. — Osobiście doceniam te drobne nuty słodyczy. Nie, żebym był jakimś ekspertem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞