20.03.2024, 04:27 ✶
Ona mu się tu uzewnętrzniała, dzieliła problemami życiowymi, zdradami i zwodzeniami jej matki, a on sobie liczył na palcach, czy mu się w ogóle zgadzało tutaj wszystko do krzyżówki. W sumie skłamałaby chyba, gdyby się tego nie spodziewała, ale podjęła ryzyko i teraz musiała patrzeć, że mu się nie zgadza. Ale mimo tego, że trochę by mogła na te jego priorytety pokręcić teraz nosem, to doprowadziła historię do końca, a potem westchnęła jakby samo to wspomnienie całe jej życie obróciło w gruzy.
- Ledwo - zajojczała, wyginając usta w smutną podkówkę, bo najgorzej się tak nastawić na coś super pozytywnego, a potem ktoś ci podsuwa pod nos niby coś dokładnie takiego samego, ale jednak nie i się rozczarowujesz jeszcze bardziej niż gdyby ktoś ci dał coś zupełnie innego na pierwszy rzut oka.
- Cóż... jakbym mieszkała wtedy jeszcze w domu, to bym pewnie wzięła tę opcję pod uwagę, bo to była jednak zdrada najwyższej wagi, ale że już wtedy mieszkałam z Mulciberem, bo to okropnie dawno było, to mogłam co najwyżej trzasnąć drzwiami i wyjść - westchnęła ciężko. Trochę nawet żałowała, że na pójściu obrażoną do mieszkania się skończyło, bo taka wyprowadzka w tamtym momencie to byłby bardzo mocne, potężne wręcz oświadczenie, że nie można z nią w ten sposób pogrywać. Ale niestety, z Alexandrem zamieszkała w wakacje zaraz po Hogwarcie i jak sobie teraz tak o tym myślała to doszła do wniosku, że mogła sobie te zmianę lokalu jakoś lepiej zaplanować, bo takich sytuacji które by się nadawały do takie oburzonego 'pierdolnięcia tym wszystkim' i zebraniu manatków, to było całkiem sporo.
Zajrzała mu do tej jego krzyżówki na moment, kiedy zaczął uradowany wpisywać rabarbar w odpowiednie miejsce. - Bardzo ładnie - pochwaliła go, czytając pierwszą lepszą wskazówkę. - O, tutaj będzie miednica - rzuciła, palcem wskazując 'część szkieletu w dolnej części tułowia'.
Jak sobie tak na niego patrzyła, jak układa sobie na nowo porządek, kiedy mu już poprzestawiała wszystko co mogła, to jej się Robert przypominał. On też tak, co prawda o wiele kompulsywniej ale zawsze, sobie te papiery porządkował jak u niego pracowała, jakby cokolwiek mu to zmieniało że było przesunięte w lewo o 5 centymetrów więcej niż zazwyczaj. No i schody. Te cholerne schody. Zlatywała z tych schodów w kamienicy Roberta tak samo często, jak zjeżdżała na dupsku ze schodów do Głębiny, a mieli dopiero początek czerwca przecież. Dobrze tylko, że to było jedno piętro, a nie trzy, jak w Covent Garden.
- Ehe, dawno temu co do tego, że dasz się porwać na jakąś bajeczną wycieczkę krajoznawczą. - stuknęła dłonią w trzymaną kartkę papieru. - Bo tu jest napisane, że ty się chyba boisz jakiejś ciemnej doliny, co nie Stan? Ja wiedziałam, że ty jesteś niewyjezdny i antyprzyrodniczy, ale aż tak? Jak chcesz to wiesz... ja cię mogę za rękę potrzymać, czy coś - odwróciła ulotkę w jego stronę, palcem wskazując na napis na samej górze. - A te nawałnice, to ja w sumie nie wiem? Wiesz, w sumie ma w czerwcu chyba padać? Tak słyszałam, że mają być burze, więc to może też jakaś zapowiedź, że mają być koszmarne? Szczerze to ja nie jestem pewna jak działa tutaj system kanalizacyjny, bo skoro Ścieżki są pod Nokturnem to tutaj chyba musi spływać ta cała woda z góry, co nie? A gdzie płynie dalej? - przekręciła głowę na bok, jakby się faktycznie nad tym właśnie zastanawiała. - Wiesz co w sumie? Masz rację FRANCIS?! - zsunęła się z biurka i podskoczyła do drzwi, wychylając się za framugę. - FRANCIS! Zrób mi proszę kawę. Dziękuję - zaszczebiotała do mężczyzny, zmieniając nieco ton głosu na o wiele mniej przejęty tymi całymi ulotkami i ich kwestiami. Szybko jednak wróciła na swoje miejsce, znowu sadowiąc się na biurku. - Ulotkę? Do czego ci ulotka? Zbiory ogórków będziesz reklamował?
- Ledwo - zajojczała, wyginając usta w smutną podkówkę, bo najgorzej się tak nastawić na coś super pozytywnego, a potem ktoś ci podsuwa pod nos niby coś dokładnie takiego samego, ale jednak nie i się rozczarowujesz jeszcze bardziej niż gdyby ktoś ci dał coś zupełnie innego na pierwszy rzut oka.
- Cóż... jakbym mieszkała wtedy jeszcze w domu, to bym pewnie wzięła tę opcję pod uwagę, bo to była jednak zdrada najwyższej wagi, ale że już wtedy mieszkałam z Mulciberem, bo to okropnie dawno było, to mogłam co najwyżej trzasnąć drzwiami i wyjść - westchnęła ciężko. Trochę nawet żałowała, że na pójściu obrażoną do mieszkania się skończyło, bo taka wyprowadzka w tamtym momencie to byłby bardzo mocne, potężne wręcz oświadczenie, że nie można z nią w ten sposób pogrywać. Ale niestety, z Alexandrem zamieszkała w wakacje zaraz po Hogwarcie i jak sobie teraz tak o tym myślała to doszła do wniosku, że mogła sobie te zmianę lokalu jakoś lepiej zaplanować, bo takich sytuacji które by się nadawały do takie oburzonego 'pierdolnięcia tym wszystkim' i zebraniu manatków, to było całkiem sporo.
Zajrzała mu do tej jego krzyżówki na moment, kiedy zaczął uradowany wpisywać rabarbar w odpowiednie miejsce. - Bardzo ładnie - pochwaliła go, czytając pierwszą lepszą wskazówkę. - O, tutaj będzie miednica - rzuciła, palcem wskazując 'część szkieletu w dolnej części tułowia'.
Jak sobie tak na niego patrzyła, jak układa sobie na nowo porządek, kiedy mu już poprzestawiała wszystko co mogła, to jej się Robert przypominał. On też tak, co prawda o wiele kompulsywniej ale zawsze, sobie te papiery porządkował jak u niego pracowała, jakby cokolwiek mu to zmieniało że było przesunięte w lewo o 5 centymetrów więcej niż zazwyczaj. No i schody. Te cholerne schody. Zlatywała z tych schodów w kamienicy Roberta tak samo często, jak zjeżdżała na dupsku ze schodów do Głębiny, a mieli dopiero początek czerwca przecież. Dobrze tylko, że to było jedno piętro, a nie trzy, jak w Covent Garden.
- Ehe, dawno temu co do tego, że dasz się porwać na jakąś bajeczną wycieczkę krajoznawczą. - stuknęła dłonią w trzymaną kartkę papieru. - Bo tu jest napisane, że ty się chyba boisz jakiejś ciemnej doliny, co nie Stan? Ja wiedziałam, że ty jesteś niewyjezdny i antyprzyrodniczy, ale aż tak? Jak chcesz to wiesz... ja cię mogę za rękę potrzymać, czy coś - odwróciła ulotkę w jego stronę, palcem wskazując na napis na samej górze. - A te nawałnice, to ja w sumie nie wiem? Wiesz, w sumie ma w czerwcu chyba padać? Tak słyszałam, że mają być burze, więc to może też jakaś zapowiedź, że mają być koszmarne? Szczerze to ja nie jestem pewna jak działa tutaj system kanalizacyjny, bo skoro Ścieżki są pod Nokturnem to tutaj chyba musi spływać ta cała woda z góry, co nie? A gdzie płynie dalej? - przekręciła głowę na bok, jakby się faktycznie nad tym właśnie zastanawiała. - Wiesz co w sumie? Masz rację FRANCIS?! - zsunęła się z biurka i podskoczyła do drzwi, wychylając się za framugę. - FRANCIS! Zrób mi proszę kawę. Dziękuję - zaszczebiotała do mężczyzny, zmieniając nieco ton głosu na o wiele mniej przejęty tymi całymi ulotkami i ich kwestiami. Szybko jednak wróciła na swoje miejsce, znowu sadowiąc się na biurku. - Ulotkę? Do czego ci ulotka? Zbiory ogórków będziesz reklamował?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror