20.03.2024, 08:40 ✶
W odpowiedzi na nazwanie jego zdolności „sztuczką” Crow uśmiechnął się do niego szeroko i opuścił te okulary niżej na nos, bardzo bezpośrednio wlepiając spojrzenie brązowych tęczówek w cztery litery mijającego go chłopaka. On się z tym ani trochę nie ukrywał. Wręcz przeciwnie - chciał być w tym geście zauważony, chciał, żeby Laurent ten wzrok czuł tak, jak czuło się czyjś dotyk, żeby decyzja ubrania się w ten sposób miała być przez niego skwitowana jako najlepsza albo najgorsza decyzja tego dnia, ale na pewno nie żeby poczuł, jakby miała być bez znaczenia. Wiedział dobrze, że inni ludzie często wstydzili się takich odruchów, ale on...? Gdyby nie chciał, żeby ludzie brali go za kogoś ordynarnego, musiałby przemyśleć o wiele więcej życiowych decyzji niż pojedynczą scenę, w której próbował wyobrazić sobie, jaką Prewett mógł mieć na sobie bieliznę. O ile w ogóle ją na sobie miał.
- A nie zacisnąć ją mocniej? Albo smagnąć mnie smyczą? - Uniósł w górę brwi, nie do końca rozumiejąc rzucone w niego słowa. Ale okej. Mógł spróbować czegokolwiek. Nie przeszkadzały mu nawet najgłupsze wymysły, bo ostatecznie wszystko sprowadzało się do tego, że chciał w pewnym momencie mieć go na sobie - tylko i aż. Nawet go trochę zastanawiało, czy chłopak karmił się tą uwagą, czy bardziej uważał ją za śmieszną, ale niezależnie od powodu jakim się kierował - trafił na bardzo, ale to bardzo podatny grunt. - Mam ochotę na ciebie. Nawet jeżeli nie znasz się na mapie - i z jakiegoś durnego powodu nie chcesz mi podać adresu, przeszło mu przez łeb, ale nie dodał tego, bo po cholerę to w ogóle drążyć poza tym, że go nieco zdenerwował brak odpowiedzi. Mimo wszystko wolał zabrzmieć, jakby mu tym robił jakąś łaskę, przy okazji zbywając wzmiankę o posiadaniu partnera. Wywrócił tylko oczyma, bo odebrał to jako przytyk i wyjaśnienie, dlaczego nie dostanie tego, o co próbował doprosić się durnymi tekścikami. No jasne. Normalnie jakby to miało mieć jakieś znacznie, jakby po powrocie nie miał usłyszeć, że to koniec, a poza tym... Czemu właściwie ktoś kto ich tak naprawdę nie znał miałby go umoralniać?
Poprawił okulary i kiedy Laurent szukał cygar, on przeszedł się po tym tarasie i rozglądał się wokół, analizując to, w jaki sposób ten budynek był w ogóle skonstruowany i co być może na niego nałożono. Jakieś zabezpieczenia? Pułapki? Cokolwiek co mogłoby sprawić, że ktoś chcący dostać się do środka musiałby obejść się ze smakiem, albo przynajmniej dostałby w łeb tak mocno, żeby móc założyć Prewettom sprawę w Wizengamocie za napaść?
- Dziękuję - odpowiedział mu, odbierając od niego cygaro, kiedy wrócił i uraczył go tą jakże pasjonującą wypowiedzią, zapewne w jakiś sposób podsumować jego działania, ale co on mógł kurwa wiedzieć. O czymkolwiek. - Za tytoń, za tę bezcenną opinię nie dziękuję, ponieważ mam to głęboko w dupie. - Nie, nie potrzebował z tym pomocy, ale nie dlatego, że lubił palić cygara i miał w tym jakieś większe doświadczenie - po prostu wiedział, jak palili je inni. To nigdy nie była opcja dla niego, bo cygara paliło się powoli i z wyczuciem, on tego wyczucia nie miał nawet w minimalnym stopniu - nie dało się zaciągać nimi do płuc, nie dało się palić jednego za drugim w wręcz szale wywołanym stresem. Ale to faktycznie mogło mu pomóc zanim zacznie wariować od braku nikotyny, bo już teraz miał ochotę skubać sobie paznokcie.
Wzruszył ramionami odsuwając się od niego, żeby podejść do krawędzi tarasu i oprzeć się łokciami o... Barierkę? Plotek? Za cholerę nie wiedział jak się na to mówiło, ale to nie miało przecież większego znaczenia. Nic nie mówiąc przewiesił przez to swoją kurtkę, po czym powąchał koszulkę, którą miał na sobie i aż sam się wzdrygnął, a to nie zdarzało się zbyt często. Ostatecznie ją też ściągnął i przewiesił przez balustradę, po czym powrócił do poprzedniej pozycji. Pochylając się do przodu, pstryknął palcami, z lekkim świstem rzucając zaklęcie translokujące. Nie, to nigdy nie mogłoby zastąpić mu papierosów, ale faktycznie się uspokoił.
- A nie zacisnąć ją mocniej? Albo smagnąć mnie smyczą? - Uniósł w górę brwi, nie do końca rozumiejąc rzucone w niego słowa. Ale okej. Mógł spróbować czegokolwiek. Nie przeszkadzały mu nawet najgłupsze wymysły, bo ostatecznie wszystko sprowadzało się do tego, że chciał w pewnym momencie mieć go na sobie - tylko i aż. Nawet go trochę zastanawiało, czy chłopak karmił się tą uwagą, czy bardziej uważał ją za śmieszną, ale niezależnie od powodu jakim się kierował - trafił na bardzo, ale to bardzo podatny grunt. - Mam ochotę na ciebie. Nawet jeżeli nie znasz się na mapie - i z jakiegoś durnego powodu nie chcesz mi podać adresu, przeszło mu przez łeb, ale nie dodał tego, bo po cholerę to w ogóle drążyć poza tym, że go nieco zdenerwował brak odpowiedzi. Mimo wszystko wolał zabrzmieć, jakby mu tym robił jakąś łaskę, przy okazji zbywając wzmiankę o posiadaniu partnera. Wywrócił tylko oczyma, bo odebrał to jako przytyk i wyjaśnienie, dlaczego nie dostanie tego, o co próbował doprosić się durnymi tekścikami. No jasne. Normalnie jakby to miało mieć jakieś znacznie, jakby po powrocie nie miał usłyszeć, że to koniec, a poza tym... Czemu właściwie ktoś kto ich tak naprawdę nie znał miałby go umoralniać?
Poprawił okulary i kiedy Laurent szukał cygar, on przeszedł się po tym tarasie i rozglądał się wokół, analizując to, w jaki sposób ten budynek był w ogóle skonstruowany i co być może na niego nałożono. Jakieś zabezpieczenia? Pułapki? Cokolwiek co mogłoby sprawić, że ktoś chcący dostać się do środka musiałby obejść się ze smakiem, albo przynajmniej dostałby w łeb tak mocno, żeby móc założyć Prewettom sprawę w Wizengamocie za napaść?
- Dziękuję - odpowiedział mu, odbierając od niego cygaro, kiedy wrócił i uraczył go tą jakże pasjonującą wypowiedzią, zapewne w jakiś sposób podsumować jego działania, ale co on mógł kurwa wiedzieć. O czymkolwiek. - Za tytoń, za tę bezcenną opinię nie dziękuję, ponieważ mam to głęboko w dupie. - Nie, nie potrzebował z tym pomocy, ale nie dlatego, że lubił palić cygara i miał w tym jakieś większe doświadczenie - po prostu wiedział, jak palili je inni. To nigdy nie była opcja dla niego, bo cygara paliło się powoli i z wyczuciem, on tego wyczucia nie miał nawet w minimalnym stopniu - nie dało się zaciągać nimi do płuc, nie dało się palić jednego za drugim w wręcz szale wywołanym stresem. Ale to faktycznie mogło mu pomóc zanim zacznie wariować od braku nikotyny, bo już teraz miał ochotę skubać sobie paznokcie.
Wzruszył ramionami odsuwając się od niego, żeby podejść do krawędzi tarasu i oprzeć się łokciami o... Barierkę? Plotek? Za cholerę nie wiedział jak się na to mówiło, ale to nie miało przecież większego znaczenia. Nic nie mówiąc przewiesił przez to swoją kurtkę, po czym powąchał koszulkę, którą miał na sobie i aż sam się wzdrygnął, a to nie zdarzało się zbyt często. Ostatecznie ją też ściągnął i przewiesił przez balustradę, po czym powrócił do poprzedniej pozycji. Pochylając się do przodu, pstryknął palcami, z lekkim świstem rzucając zaklęcie translokujące. Nie, to nigdy nie mogłoby zastąpić mu papierosów, ale faktycznie się uspokoił.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.