20.03.2024, 15:09 ✶
Zarówno Nell jak i Leta były rozmiarów kieszonkowych. Ta pierwsza miała jednak specyficzny styl bycia, funkcjonowała trochę poza schematem. Ta druga bywała hałaśliwa i lubiła generować zamieszanie. Crouchówny swego czasu w Pokoju Wspólnym Slytherinu wszędzie było pełno. Nell była młodsza, więc tutaj Cathal nie miał pewności, ale zakładał, że też potrafiła w szkole zwrócić na siebie uwagę.
– Wolę moje uszy w kształcie uszu, nie rzepy, poza tym obawiam się, że raczej by ją to rozbawiło niż przeraziło. Może nawet pobiegłaby po aparat? – zastanowił się, przystając, kiedy zrobiła to ona. Znając złośliwą naturę Nell zrobienie mu zdjęć w takich stanie i rozdanie ich całej ekipie nie byłoby wcale nieprawdopodobne.
Niebo nad egipską pustynią dla Cathala było piękne – niemal najpiękniejsze, bo rywalizować z nim mogło i to na dalekiej Północy, znaczone barwami zorzy. Ale londyńskie noce, jak noce w każdym mieście, miały swój niepowtarzalny urok, kryjący się we mgle i światłach latarni, rytm wygrywany przez silniki, stukot obcasów o bruk, piękno ciemnego zarysu Big Bena na tle nieba i chłodu wionącego gdzieś znad Tamizy. Były inne.
Cathal nie lubił, gdy wszystko stawało się znane i takie same. Rutyna doprowadziłaby go z tą absolutną pamięcią do szaleństwa znacznie szybciej niż podszepty Slytherina, które na terenie Anglii stały się znów częste i natarczywe – jakby Salazar przysnął tam, w dalekim kraju, uśpiony obcymi głosami i gorącem, a przebudził się wraz z powiewem angielskiego wiatru i zapachem tutejszego deszczu.
– W Anglii też jest mnóstwo pustych terenów. Hrabstwo Sommerset na przykład, jest tam największy wąwóz w Anglii, wzgórza Quantock, całe mnóstwo łąk, wrzosowisk i równinnych pastwisk. Ale Walia rzeczywiście jest spokojniejsza. Nawet w stolicy mieszka bodaj jakieś trzysta tysięcy mieszkańców. To pewnie tyle, ile w jednej dzielnicy Londynu – powiedział, gdy ruszyli znowu wzdłuż ulicy, wciąż oferując jej ramię, by mogła się podeprzeć w razie potrzeby. Wyspy w porównaniu z taką Afryką mogły zdawać się dość… podobne, ale tylko powierzchownie. – Tobie pewnie spodobałoby się w Glastonbury Tor – dodał jeszcze. Oczywiście pewnie wcale nie leżał tam Król Artur, ale szukanie tych wszystkich związków i pokręcenie się po okolicy było prawdopodobnie atrakcją dla kogoś, kto tak bardzo lubił legendy o królu, który kiedyś powróci. – Do punktu Fiuu, czy chcesz przejechać się Błędnym Rycerzem? Nie chciałbym się rozszczepić po tych drinkach.
– Wolę moje uszy w kształcie uszu, nie rzepy, poza tym obawiam się, że raczej by ją to rozbawiło niż przeraziło. Może nawet pobiegłaby po aparat? – zastanowił się, przystając, kiedy zrobiła to ona. Znając złośliwą naturę Nell zrobienie mu zdjęć w takich stanie i rozdanie ich całej ekipie nie byłoby wcale nieprawdopodobne.
Niebo nad egipską pustynią dla Cathala było piękne – niemal najpiękniejsze, bo rywalizować z nim mogło i to na dalekiej Północy, znaczone barwami zorzy. Ale londyńskie noce, jak noce w każdym mieście, miały swój niepowtarzalny urok, kryjący się we mgle i światłach latarni, rytm wygrywany przez silniki, stukot obcasów o bruk, piękno ciemnego zarysu Big Bena na tle nieba i chłodu wionącego gdzieś znad Tamizy. Były inne.
Cathal nie lubił, gdy wszystko stawało się znane i takie same. Rutyna doprowadziłaby go z tą absolutną pamięcią do szaleństwa znacznie szybciej niż podszepty Slytherina, które na terenie Anglii stały się znów częste i natarczywe – jakby Salazar przysnął tam, w dalekim kraju, uśpiony obcymi głosami i gorącem, a przebudził się wraz z powiewem angielskiego wiatru i zapachem tutejszego deszczu.
– W Anglii też jest mnóstwo pustych terenów. Hrabstwo Sommerset na przykład, jest tam największy wąwóz w Anglii, wzgórza Quantock, całe mnóstwo łąk, wrzosowisk i równinnych pastwisk. Ale Walia rzeczywiście jest spokojniejsza. Nawet w stolicy mieszka bodaj jakieś trzysta tysięcy mieszkańców. To pewnie tyle, ile w jednej dzielnicy Londynu – powiedział, gdy ruszyli znowu wzdłuż ulicy, wciąż oferując jej ramię, by mogła się podeprzeć w razie potrzeby. Wyspy w porównaniu z taką Afryką mogły zdawać się dość… podobne, ale tylko powierzchownie. – Tobie pewnie spodobałoby się w Glastonbury Tor – dodał jeszcze. Oczywiście pewnie wcale nie leżał tam Król Artur, ale szukanie tych wszystkich związków i pokręcenie się po okolicy było prawdopodobnie atrakcją dla kogoś, kto tak bardzo lubił legendy o królu, który kiedyś powróci. – Do punktu Fiuu, czy chcesz przejechać się Błędnym Rycerzem? Nie chciałbym się rozszczepić po tych drinkach.