20.03.2024, 21:42 ✶
— Głodnemu chleb na myśli, Hardwick — rzucił bez większego zastanowienia, zanim pomyślał o konsekwencjach tego stwierdzenie. — Ale odpuszczę ci ten jeden raz, bo na twoim miejscu pewnie też bym się śmiał.
Pokręcił głową. Gdyby nie dodał tych kilku słów, to pewnie zaraz wywiązałaby się między nimi potyczka słowna, co do tego, co się komu, z czym właściwie kojarzyło i jaki był tego powód. A zgłoszenie nie poczeka...
— Ty to potrafisz człowieka pocieszyć — sarknął z niezadowoleniem. Plotki. Oczywiście. Mógł się tego spodziewać. Już wcześniej każdy jego ruch był poddawany uważnej analizie reporterów, ale po sukcesie, jaki odniósł wiosenny bal, popularność Erika tylko wzrosła. — Tym większa motywacja do tego, żeby się szybko uwinąć z wezwaniem i zająć tym problemem.
Wskazał na czubek własnej głowy. Jak to było mieć wielkiego kaktusa wyrastającego spomiędzy włosów? Cóż, zdaniem Erika to nie było tak, że jest dobrze albo nie dobrze. Gdyby miał powiedzieć, co cenił sobie w życiu najbardziej, powiedziałby, że ludzi. Ekhm... A tak poważnie to było to cholernie dziwne uczucie. Miał wrażenie, jakby miał wielkiego guza, który urósł do niebotycznych rozmiarów. Chyba nawet zaburzał jego poczucie równowagi, gdyby szybciej szedł lub wykonywał gwałtowniejsze ruchy głową.
— Wygląda to na ingerencję człowieka. — Pokiwał lekko głową, przyglądając się odkrytym śladom, dając przy okazji przyzwolenie Thomasowi na sprawdzenie klapy. — Jeśli faktycznie doszło tu do walki, to mieli wystarczająco dużo czasu na przykrycie śladów zaklęciami. Działali bardzo szybko i mieli szczęście albo to my jesteśmy bardzo opieszali.
Ewentualnie wiadomość dotarła późno, pomyślał z przekąsem, zduszając ciężkie westchnienie w zarodku, nim te na dobre w nim wezbrało. A może ktoś próbował ich zmylić? Była to nieco niestandardowa taktyka, biorąc pod uwagę ataki czarnoksiężników w ostatnich latach. W pewnym momencie zwolennicy Czarnego Pana zrobili się na tyle aroganccy, że zaczęli nawet zostawiać po sobie znaki w formie czaszki i węża zawieszonych na niebie nad miejscem ataku. Bardzo bezpośredni komunikat. Zero bawienia się w kotka i myszkę.
Z drugiej strony, nie każdy napad można było z miejsca przypisać Śmierciożercom. Naśladowcy, aspirujący do tego, aby do nich dołączyć już i tak byli problemem, ale przecież nie na tych dwóch grupach kończył się przestępczy półświatek społeczności czarodziejów. Erik nie byłby zdziwiony, jakby co bardziej zuchwałe organizacje próbowały przypisać swoje działania ludziom Czarnego Pana. A nóż widelec ktoś dałby się nabrać i przypisałby parę niecnych przestępstw terrorystom, a nie drobnym rzezimieszkom z Nokturnu?
— Zostanę tutaj... Przynajmniej na razie — stwierdził, gdy fala zaklęcia Hardwicka przetoczyła się przez drewnianą klapę w podłodze, neutralizując narzucone wcześniej zabezpieczenia. — Piwnice to nie moje klimaty. Poza tym ktoś musi cię ubezpieczać.
To było po prostu rozsądne. Jeśli piwniczka była wyłożona dodatkowymi blokadami, to lepiej, żeby ktoś pozostał poza ich zasięgiem, chociażby na wypadek, gdyby klapa się nagle zamknęła.
Pokręcił głową. Gdyby nie dodał tych kilku słów, to pewnie zaraz wywiązałaby się między nimi potyczka słowna, co do tego, co się komu, z czym właściwie kojarzyło i jaki był tego powód. A zgłoszenie nie poczeka...
— Ty to potrafisz człowieka pocieszyć — sarknął z niezadowoleniem. Plotki. Oczywiście. Mógł się tego spodziewać. Już wcześniej każdy jego ruch był poddawany uważnej analizie reporterów, ale po sukcesie, jaki odniósł wiosenny bal, popularność Erika tylko wzrosła. — Tym większa motywacja do tego, żeby się szybko uwinąć z wezwaniem i zająć tym problemem.
Wskazał na czubek własnej głowy. Jak to było mieć wielkiego kaktusa wyrastającego spomiędzy włosów? Cóż, zdaniem Erika to nie było tak, że jest dobrze albo nie dobrze. Gdyby miał powiedzieć, co cenił sobie w życiu najbardziej, powiedziałby, że ludzi. Ekhm... A tak poważnie to było to cholernie dziwne uczucie. Miał wrażenie, jakby miał wielkiego guza, który urósł do niebotycznych rozmiarów. Chyba nawet zaburzał jego poczucie równowagi, gdyby szybciej szedł lub wykonywał gwałtowniejsze ruchy głową.
— Wygląda to na ingerencję człowieka. — Pokiwał lekko głową, przyglądając się odkrytym śladom, dając przy okazji przyzwolenie Thomasowi na sprawdzenie klapy. — Jeśli faktycznie doszło tu do walki, to mieli wystarczająco dużo czasu na przykrycie śladów zaklęciami. Działali bardzo szybko i mieli szczęście albo to my jesteśmy bardzo opieszali.
Ewentualnie wiadomość dotarła późno, pomyślał z przekąsem, zduszając ciężkie westchnienie w zarodku, nim te na dobre w nim wezbrało. A może ktoś próbował ich zmylić? Była to nieco niestandardowa taktyka, biorąc pod uwagę ataki czarnoksiężników w ostatnich latach. W pewnym momencie zwolennicy Czarnego Pana zrobili się na tyle aroganccy, że zaczęli nawet zostawiać po sobie znaki w formie czaszki i węża zawieszonych na niebie nad miejscem ataku. Bardzo bezpośredni komunikat. Zero bawienia się w kotka i myszkę.
Z drugiej strony, nie każdy napad można było z miejsca przypisać Śmierciożercom. Naśladowcy, aspirujący do tego, aby do nich dołączyć już i tak byli problemem, ale przecież nie na tych dwóch grupach kończył się przestępczy półświatek społeczności czarodziejów. Erik nie byłby zdziwiony, jakby co bardziej zuchwałe organizacje próbowały przypisać swoje działania ludziom Czarnego Pana. A nóż widelec ktoś dałby się nabrać i przypisałby parę niecnych przestępstw terrorystom, a nie drobnym rzezimieszkom z Nokturnu?
— Zostanę tutaj... Przynajmniej na razie — stwierdził, gdy fala zaklęcia Hardwicka przetoczyła się przez drewnianą klapę w podłodze, neutralizując narzucone wcześniej zabezpieczenia. — Piwnice to nie moje klimaty. Poza tym ktoś musi cię ubezpieczać.
To było po prostu rozsądne. Jeśli piwniczka była wyłożona dodatkowymi blokadami, to lepiej, żeby ktoś pozostał poza ich zasięgiem, chociażby na wypadek, gdyby klapa się nagle zamknęła.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞