Nie przywykła do końca do tego przebrania, ale starała się tego nie komentować. Wiedziała, że Gio ma swoje powody, także wierzyła, że to co robi jest słuszne, chociaż jej zdaniem to zwracało na niego uwagę, ale to była tylko i wyłącznie jej opinia.
- Wiem, że bywasz zapracowany. - Wcale nie miała o to pretensji, bo cóż, każdy miał swoje życie, swoją pracę, swoje obowiązki, na szczęście oni nie mieli swoich własnych rodzin, bo wtedy to w ogóle trudno by im się było spotkać.
Gerry skończyła palić idealnie przed knajpą, przygasiła więc zgrabnie papierosa nim pomyśleli w ogóle o tym, żeby wejść do środka. Knajpa nie była jakoś mocno oddalona od miejsca, w którym się spotkali, ale ukryta na uboczu, dzięki czemu mogli tam trafić tylko ci, którzy słyszeli o tym miejscu.
- Coś ty, w gorszych ubraniach bywałam w bardziej eleganckich miejscach. - Nie uszło jej uwadze, że trochę w nią uderzył tym komentarzem. Mogliby się do cholery jasnej zdecydować, jak powinna się ubierać, sukienka źle, przyszła normalnie też źle, co za ludzie!
Obawy mężczyzny się nie sprawdziły, bo kelner zaprowadził naszą dwójkę do stolika, który znajdował się przy oknie. W środku nie było wielu czarodziejów, miejsce wydawało się być dosyć mocno zagadkowe. Wystrój przypominał jedną z nadmorskich knajp, jakich wiele w okolicach morza. Mogli się rozsiąść wygodnie, a gdy to zrobili kelner przyniósł im karty, by mogli wybrać dla siebie posiłek.