Cóż, wynieśli ze sobą tyle ile tylko mieli siły, nikt pewnie nie będzie im miał tego za złe skoro stoły uginały się od alkoholu i jedzenia, a młodzież postanowiła skorzystać z tego dobrobytu. Zaangażowali się w licytację, towarzyskie konwenanse, musieli odzyskać nieco sił, aby móc bawić się całą noc. Heather bowiem zamierzała wyjść stąd jako ostatnia, skoro już się tutaj pojawiła, miała nadzieję, że Cameron podzielał jej zdanie. W końcu niezbyt często mogli brać udział w wydarzeniach jak to, szczególnie, że konflikt czarodziejów stawał się coraz bardziej jawny, więc pewnie niezbyt szybko to powtórzą.
Wood była tak zaaferowana poszukiwaniem miejsca siedzącego, że nie widziała skrzydlatego konia, może później dane jej będzie go zauważyć, na pewno skorzysta z okazji, aby bliżej przyjrzeć się stworzeniu jak to, o ile tylko dostrzeże jego obecność.
Przewróciła oczami słysząc słowa Lupina - Nie udawaj takiego zdziwionego.- Heather odwróciła się w jego stronę i uniosła głowę do góry, aby móc się w niego wpatrywać. - Nie widziałam nikogo wartego uwagi jeśli mam być szczera, zresztą lepszego kandydata od Ciebie zapewne nigdy bym nie znalazła.- Po raz kolejny się do niego uśmiechnęła, no może jeszcze Charlie spełniłby jej standardy, ale go tutaj nie było, więc pozostawał Cameron - jako pierwszy wybór.
Jak Wood mogła tak przedmiotowo traktować Camerona? Dołączyła go najwyraźniej do swojej kolekcji, którą od lat systematycznie powiększała, tyle, że on jako jeden z nielicznych nigdy nie został rzucony w kąt, ciągle znajdował miejsce na piedestale, Heath nie zamierzała nigdy go kimś zastąpić.
- Nie sądziłam, że ten łyk jest taki duży! Przecież nie zrobiłam tego specjalnie!- Co jak co, ale alkoholem miała zamiar dzielić się po równo, szczególnie, że czuła, że szampan wypity podczas licytacji zaczynał już na nią działać. Po jej ciele rozchodziło się przyjemne ciepło, a świat wydawał się być jakoś bardziej kolorowy, przestawała również się zastanawiać nad tym, co wypada, a co nie. Bez najmniejszego zawahania więc oddała butelkę z szampanem przyjacielowi, a w sumie to sam go sobie od niej zabrał, nie przeszkadzało jej to wcale.
- Tak jest, nie możemy wytrzeźwieć, musimy utrzymywać ten cudowny stan!- Rzekła jeszcze z entuzjazmem. Sama również sięgnęła po kawałek ciasta i wsadziła go sobie do paszczy, najwyraźniej trochę zgłodniała. Słodycze nie były jej pierwszym wyborem w przypadku głodu, jednak ten kawałek na tym talerzu mówił do niej zjedz mnie, także nie chciała z tym dyskutować.
- Czekaj, czekaj, myślisz, że oni zaplanowali tego bobra?- Powiedziała przeżuwając ostatni kęs ciasta. - Kurde, nie wpadłam na to, mogli to zrobić specjalnie, żeby było głośno o tym wszystkim przez lata.- Co by ona zrobiła gdyby nie Cameron, jak właściwie mogła myśleć, że to był przypadek? - Ty to jednak masz łeb, co ja bym bez Ciebie zrobiła! Tak szczerze mówiąc, to dawno nie widziałam takiego chaosu jak tu dzisiaj, mam wrażenie, że Brenna nie będzie zadowolona, że wszystko wymknęło się z jej kontroli, podpytam ją trochę w pracy, chociaż nie wiem, czy się nie obrazi...- Może bezpieczniej byłoby nie poruszać tematu tej katastrofy? Najwyżej Longbottom zabije ją wzrokiem, czy coś.
Uśmiechnęła się promiennie słysząc kolejne słowa przyjaciela, naprawdę zrobiło jej się miło, kiedy wspomniał o tym, że dzięki jej towarzystwu dobrze się tu bawił. - Jeśli mam być szczera, to ja też dawno, naprawdę dawno nie bawiłam się tak świetnie podczas imprez, jak ta, nie wiem kto inny pozwoliłby mi się wmanewrować w takie akcje, jak Ty dzisiaj.- Nawet nie mrugnął, gdy wykorzystała go podczas wywiadu, tylko szedł w to wszystko jak w ogień, to tylko utwierdziło ją w tym, że zawsze mogła na niego liczyć, nawet w tej najgłupszej sytuacji. - Picie przy barze zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, no może poza piciem na ławce w ogrodzie u Longbottomów.- Była zadowolona z faktu, że mogli trochę odpocząć od tej fety, która nadal trwała w domu gospodarzy.
Kiedy Cameron zsunął się z oparcia i usiadł tuż obok niej sięgnęła po butelkę, którą chwilę wcześniej od niej przejął, pociągnęła z niej kolejny łyk, siedziała na ławce po turecku, odwrócona w stronę swojego towarzysza. - Nie wiem, czy powinnam mówić o moich myślach.- Przygryzła lewy kącik dolnej wargi i spoglądała na Lupina uważnie. - Zdaję sobie sprawę, że nie puścisz farby, jak to powiedziałeś tam wcześniej, zobaczymy, jak rozegram ten wieczór, jestem ciekawa jak mi idzie.- Przyglądała mu się uważnie, oczy jej błyszczały, jakby knuła coś niedobrego.