Oddelegowani do udziału w ataku, który miał miejsce podczas Beltane, wytyczne otrzymali faktycznie dość ogólnikowe. Pozbawione szczegółów mogących pomóc w tym, aby należycie się do wszystkiego przygotować. Tylko czy było to czymś nowym? Zaskakującym? Dla Czarnego Pana, w znacznej mierze byli przecież pionkami. Wykorzystywał ich do swoich własnych celów. I to właśnie realizacja tych celów, zabezpieczenie interesów - to stanowiło priorytet. Theon nie był naiwny. Doskonale zdawał sobie z tego faktu sprawę. Mimo tego jednak gotów był podjąć to ryzyko. Wkroczyć na tę niepewną ścieżkę.
Zapytany przez Nicka o to, co pamiętał, czy cokolwiek pamiętał, pokręcił głową. Przecząco, choć nie było to do końca prawdziwe. Zgodne z tym, co w następnej kolejności padło z jego ust.
- Jak przed chwilą mówiłem, pamiętam z tego miejsca naprawdę niewiele. To pojedyncze obrazy. Nie jestem w dodatku pewien ile w tym prawdy, ale ile... jest efektem wpływu tego miejsca, wpływu jaki to miejsce miało na mnie. - odpowiedział. Bez wchodzenia w dalsze szczegóły. Nie został w zasadzie o nie poproszony? Bo gdyby Nicholas jaśniej się w tej materii wypowiedział, Theon niczego by przed nim nie ukrywał. Nie widział takiej potrzeby. Nie dostrzegał też sensu w takim podejściu do tej sprawy.
Drugie pytanie, które padło ze strony brata, było tym trudniejszym. Zamiast udzielić odpowiedzi z miejsca, odchylił się do tyłu. Odchylił też głowę, na moment swoje spojrzenie przenosząc na biały sufit. Przez chwilę milczał, zastanawiając się w jaki sposób należało to ująć. Na to pytanie odpowiedzieć.
- Na początku byłem chyba... zbyt skołowany? Osłabiony. Zdezorientowany? Później jednak... - odrywając spojrzenie od sufitu, uwagę znów przeniósł na brata. - ...czytałeś o tym w gazetach? O zimnych? Albo może spotkałeś się z tym problemem w pracy? - zamiast tłumaczyć, zadał mu pytanie. Bo przecież to nie tak, że cała ta sprawa zamieciona została pod dywan. O takich jak on zrobiło się głośno. Mówiono sporo. Byli wszak anomalią. Stanowili najprawdziwszą sensacje. - Mogę? - zamiast cokolwiek tłumaczyć, po prostu wyciągnął w kierunku brata rękę. Zbliżył się do niego. Pozwolił na to, żeby Nicholas sam to wszystko poczuł. Zrozumiał w czym rzecz? Bo te określenie, które zostało im nadane, one nie brało się przecież znikąd. Stało za nim coś konkretnego. Coś więcej. Byli zimni niczym trup. Dało się to wyczuć jeszcze zanim dochodziło do faktycznego kontaktu. Nieprzyjemne dla drugiej osoby, a zarazem koszmarne dla kogoś, kto musiał z tym funkcjonować. Zmagać się z tym problemem każdego, kolejnego dnia. - Potrzebujesz, żeby cokolwiek więcej Tobie wyjaśnić? - możliwe, że dało się w tych słowach wychwycić coś więcej. Coś niekoniecznie przyjemnego. Gorzkiego? Uszczypliwego? Złośliwego? Najpewniej była to mieszanka różnych emocji. Może nawet różnych skrajne. Aczkolwiek temat nie był ani łatwy, ani przyjemny. Tak samo jak i konieczność przeprowadzenia wiążącej się z nim rozmowy. Koniecznej, ale niekoniecznie chcianej.