Strzepnął popiół do kryształowej popielniczki, którą pewnie ustawiła tam Malwa, blisko jego miejsca. Cóż, skrzatka znała go całe jego życie, nic dziwnego, że wiedziała dokładnie, czego będzie potrzebował. Pewnie położyłby tam też paczuszkę i zapalniczkę, gdyby wiedziała, że zapomni swoich. Z uniesioną brwią spoglądał to na Erika, to na Norę, próbując przeanalizować, co tu się dzieje i o co chodzi. Gdyby nie to, że znał preferencje bratanka pod względem partnerów, pomyślałby, że to o coś w tej kwestii... Może niedługo w gazetach pojawią się artykuły: Ciastka Nory tak magiczne, że teraz wolę kobiety? Nie, podteksty tego zdania były nader obrzydliwie i kojarzyły mu się z tworem wczesnych komiksów o pączkach i miłości. Trochę obrzydliwe.
— W następnym wywiadzie, jak będą pytać o sekrety twojej urody, powiesz, że to zasługa drzemek do dźwięków pieśni religijnych i zrobisz z... kto jest teraz naczelną tam? Nie ważne, zrobicie biznes na winylach na zmarszczki — zasugerował, dopalając papierosa i zgniatając filtr w kupce popiołu.
— Brenna! Jakże nam miło, że nas zaszczyciłaś. Siadaj i jedz, na czymś musisz żyć, jeśli nie sen, to chociaż kiełbaski. — Posłał jej uśmiech znad zmarnowanego masłem chleba. Wyglądał świeżej, niż się czuł, zdecydowanie, zresztą bezsenność i nadmierna obecność tu i tam należały niemal do ogólnych cech Longbottomów. Może dlatego wydawało się wielu, że matka miała ich więcej, niż rzeczywiście. — Co prawda nie spałem w ogóle, ale poranek jest doskonały.
Wydawał się być niemal kwiatem, który żywi się plotkami i domysłami i nieco ciężka atmosfera jest dla niego wyśmienita; oczywiście dlatego, że skoro nikt nie umarł, to nie była żadna bardzo poważna rzecz. Nie ma prawdziwiej potańcówki bez dramatu. Musiał tylko dotrzeć do sedna, co właściwie się zdarzyło. Nora nie spała w Warowni, bo widział drzemiącą Brennę na kanapie, jak szedł po eliksir dla siebie nas ranem. Czyżby? Nie. A może? Nieeee.
Nieświadomie zaczął bawić się przy szyi łańcuszkiem czasozmieniacza. Kusiło, oj, kusiło, żeby sprawdzić, co takiego wyczyniała panna Nora, Erik i Książę Kniei. Czyżby? Nie. A może? Nieeee. Erik to jeszcze, posadziłby go o to, ale Nora? Nie ma szans.
!roślinywarowni