Nie widziała w nim żadnego entuzjazmu, raczej wręcz przeciwnie. Może to jednak będzie ciężki orzech do zgryzienia? Kto wie. Nie nastawiała się jednak do tej sytuacji negatywnie, wierzyła w swoje umiejętności nauczycielskie (o ile w ogóle jakieś miała).
- Ja jestem gotowa, zawsze! - Powiedziała z nieukrywanym entuzjazmem. - Za to ty wyglądasz, jakby cię coś bolało. - Nie byłaby sobą, gdyby tego nie skomentowała. Troszkę więcej wiary w siebie by mu się przydało, przynajmniej zdaniem Gerry. Nie mógł być, aż tak beznadziejnym przypadkiem. Wiedziała, że każdy miał dziedziny, w których się nie sprawdzał, w jej przypadku były to uroki, no ale jakieś podstawy trzeba było ogarnąć. Szczególnie, że transmutacja była cholernie interesująca - jej zdaniem.
- Mi? Krzywda? Mógłbyś spróbować to zrobić, ale zapewniam się, że jestem w stanie się obronić w każdej sytuacji. - Nawet jeśli chodziło o przypadkowe podpalenie. Yaxley była zdecydowanie za bardzo pewna siebie, czuła się trochę, jakby była nieśmiertelna i nic nie mogło jej zabić. Nie było to zdrowe podejście.
- Dobra, zaczynamy, szkoda tego pięknego dnia. - Podeszła do jednego ze stołów.
- Musisz się skupić, to przede wszystkim, myśleć o tym, w co chcesz zmienić przedmiot. Wiem, że to trochę abstrakcyjne. - Sama nie wiedziała dlaczego jej tak łatwo przychodziła nauka tej dziedziny, bo raczej nie należała do osób, które miały zbyt dużą wyobraźnię.