21.03.2024, 12:19 ✶
Nie podobała mu się ta sytuacja. W teorii nic złego się nie działo, ale sama obecność tej kobiety sprawiała, że miał ochotę kopnąć jakiegoś małego szczeniaczka. Nie miał nawet szans na to, by wyjaśnić Nicholasowi, kim ona była. Zapewne to by mu się nie spodobało - zwłaszcza gdyby w pakiecie wytłumaczył, jak paskudny charakter ma jego ex.
Nie miał zamiaru przedstawiać jej Nicholasa. Ani w zasadzie nikogo ze swojego otoczenia. Najwyraźniej jednak Agatha nie była typem kobiety, która dawała za wygraną. Chłodne słowa Traversa zdawały się nie robić na niej żadnego wrażenia, a odmowa Rodolphusa - tym bardziej. Rzuciła tylko temu drugiemu dziwne spojrzenie, okraszone wściekłością i dziwnym grymasem.
- To w takim razie możesz iść, ja się chętnie zaopiekuję twoim znajomym - Agatha powróciła spojrzeniem do Nicholasa i uśmiechnęła się szeroko. Było coś dziwnego w tym uśmiechu. Zdawało się, że kobieta wcale się nie cieszy z tego, że widzi "przystojnego kolegę". W jej oczach czaiła się złośliwość, ale jednocześnie i jakaś fascynacja, jakby Travers faktycznie jej się podobał. - Jestem Agatha. Pracujesz razem z nim w Departamencie?
Jej głos był przesłodzony tak bardzo, że można było dostać próchnicy. Lestrange w odpowiedzi przewrócił oczami. Agatha potrafiła być jak wrzód na dupie i chociaż wiedział, że Travers bez problemu by sobie z kobietą poradził, nie ruszył się z miejsca. Był pewny, że kobieta interesuje się nim tylko dlatego, że chce w jakiś pokrętny sposób dać mu nauczkę - jakby to miało go ruszyć w jakikolwiek sposób. Przeniósł tylko ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Teraz powinno nastąpić... O właśnie to. Agatha przysunęła się bliżej Nicholasa. Miała bardzo intensywne perfumy, dymno-kadzidlane, z nutką orientu i paczuli. Bardzo ciężkie. Okalały całą jej sylwetkę i były niezwykle mocno wyczuwalne z tej odległości.
- Masz może ochotę na kawę, jak w końcu zostaniemy sami? Ja stawiam - kolejny trzepot rzęs. Kolejne przewrócenie oczami ze strony Rodolphusa. Co za uparta baba. - Nie musisz tak reagować Rodolphusie, nie bądź zazdrosny, zerwaliśmy przecież lata temu.
Nie miał zamiaru przedstawiać jej Nicholasa. Ani w zasadzie nikogo ze swojego otoczenia. Najwyraźniej jednak Agatha nie była typem kobiety, która dawała za wygraną. Chłodne słowa Traversa zdawały się nie robić na niej żadnego wrażenia, a odmowa Rodolphusa - tym bardziej. Rzuciła tylko temu drugiemu dziwne spojrzenie, okraszone wściekłością i dziwnym grymasem.
- To w takim razie możesz iść, ja się chętnie zaopiekuję twoim znajomym - Agatha powróciła spojrzeniem do Nicholasa i uśmiechnęła się szeroko. Było coś dziwnego w tym uśmiechu. Zdawało się, że kobieta wcale się nie cieszy z tego, że widzi "przystojnego kolegę". W jej oczach czaiła się złośliwość, ale jednocześnie i jakaś fascynacja, jakby Travers faktycznie jej się podobał. - Jestem Agatha. Pracujesz razem z nim w Departamencie?
Jej głos był przesłodzony tak bardzo, że można było dostać próchnicy. Lestrange w odpowiedzi przewrócił oczami. Agatha potrafiła być jak wrzód na dupie i chociaż wiedział, że Travers bez problemu by sobie z kobietą poradził, nie ruszył się z miejsca. Był pewny, że kobieta interesuje się nim tylko dlatego, że chce w jakiś pokrętny sposób dać mu nauczkę - jakby to miało go ruszyć w jakikolwiek sposób. Przeniósł tylko ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Teraz powinno nastąpić... O właśnie to. Agatha przysunęła się bliżej Nicholasa. Miała bardzo intensywne perfumy, dymno-kadzidlane, z nutką orientu i paczuli. Bardzo ciężkie. Okalały całą jej sylwetkę i były niezwykle mocno wyczuwalne z tej odległości.
- Masz może ochotę na kawę, jak w końcu zostaniemy sami? Ja stawiam - kolejny trzepot rzęs. Kolejne przewrócenie oczami ze strony Rodolphusa. Co za uparta baba. - Nie musisz tak reagować Rodolphusie, nie bądź zazdrosny, zerwaliśmy przecież lata temu.