21.03.2024, 16:05 ✶
– Na wszystkich bogów żywych i martwych, szczęście że podróżujesz w czasie a nie przestrzeni, bo byś miał srogie problemy druhu. Ale od czego masz mnie! Mogę wskazać Ci i oświecać Cię w tym względzie kiedy tylko sobie życzysz. Wietnam, Laos, Tajlandia... mówią Ci coś te odległe krainy? – słowa Anthony'ego nie niosły w sobie przygany, raczej szczere rozbawienie brakiem tej podstawowej informacji. Prawda była taka, że Morpheus nie musiał wiedzieć, a przynajmniej jeszcze. Informację o planowanej podróży chciał przekazać swojemu przyjacielowi później, gdy ich rozmowa nabierze bardziej prywatnego charakteru.
Podobnie nie zbyło go z pantałyku sugerowanie mu cyrkowej kariery. – Bądź wielki lub wracaj do domu przyjacielu. Na co mam przyłączać się do kogoś, skoro stać mnie na to, by założyć swój własny przybytek obwoźnej zabawy i kuglarstwa. Ja będę samymi palcami zmieniać rzepę w kałamarz, a Ty mój wspaniały wróżbito z pewnością do swojego namiotu ściągniesz wiele urokliwych dam. – droczył się z nim w swobodzie wypowiedzi jaką miało się wypracowaną latami wspólnego życia, godzinami rozmów, od szeptanych tajemnic do drżących posadami posiadłości kłótni.
Jedna brew asymetrycznie powędrowała do góry, gdy Morpheus wspomniał o swoich planach zakupowych. Skupił na sobie uwagę dyplomaty nader skutecznie, o wiele bardziej niż poprzednimi drwinami. – Jak to tak? Zbrzydła Ci Twoja słodka Dolinka? Ale zdajesz sobie sprawę, że Little Hangleton nie może poszczycić się imieniem wielkiego ojca założyciela w nazwie? Sugerowałem, też przez wzgląd na moich wspaniałych sąsiadów wspomnieć o Salazarze jako patronie tych stron, oni jednak zdecydowanie nie chcą sugerować, że Slytherin cokolwiek miał małego. Jego wąż był przecież bardzo długi, jak wiesz. – upił trochę wina, aby zwilżyć język po swoim jakże wysokich lotów dowcipie, po czym z emfazą wskazał przed siebie, na perfekcyjnie wystrzyżony trawnik i przyjemnie układające się dla oka owocowe drzewka.
– Bierz i wybieraj, w końcu Hangleton słynie ze swojego wisielczego lasu, a ja sam nie jestem pewien, gdzie on do końca się znajdował. Kto wie, może i na tej pięknej jabłonce dyndał ktoś, kto gwarantuje mojemu domostwu status odpowiedniego nawiedzenia? – zasugerował uśmiechając się zupełnie, jakby to również i dla niego był istotny aspekt domostwa, które chciało się posiadać. – Zechcesz mi zdradzić, skąd nagle zainteresowanie tego typu posesjami? Czyżbyście w departamencie tajemnic mieli nowe hobby? Jakiś ranking, kto zamieszkuje bardziej przerażającą okolicę. Cóż... Nic dziwnego że wasza swojska Warownia wypadła tak blado...
Podobnie nie zbyło go z pantałyku sugerowanie mu cyrkowej kariery. – Bądź wielki lub wracaj do domu przyjacielu. Na co mam przyłączać się do kogoś, skoro stać mnie na to, by założyć swój własny przybytek obwoźnej zabawy i kuglarstwa. Ja będę samymi palcami zmieniać rzepę w kałamarz, a Ty mój wspaniały wróżbito z pewnością do swojego namiotu ściągniesz wiele urokliwych dam. – droczył się z nim w swobodzie wypowiedzi jaką miało się wypracowaną latami wspólnego życia, godzinami rozmów, od szeptanych tajemnic do drżących posadami posiadłości kłótni.
Jedna brew asymetrycznie powędrowała do góry, gdy Morpheus wspomniał o swoich planach zakupowych. Skupił na sobie uwagę dyplomaty nader skutecznie, o wiele bardziej niż poprzednimi drwinami. – Jak to tak? Zbrzydła Ci Twoja słodka Dolinka? Ale zdajesz sobie sprawę, że Little Hangleton nie może poszczycić się imieniem wielkiego ojca założyciela w nazwie? Sugerowałem, też przez wzgląd na moich wspaniałych sąsiadów wspomnieć o Salazarze jako patronie tych stron, oni jednak zdecydowanie nie chcą sugerować, że Slytherin cokolwiek miał małego. Jego wąż był przecież bardzo długi, jak wiesz. – upił trochę wina, aby zwilżyć język po swoim jakże wysokich lotów dowcipie, po czym z emfazą wskazał przed siebie, na perfekcyjnie wystrzyżony trawnik i przyjemnie układające się dla oka owocowe drzewka.
– Bierz i wybieraj, w końcu Hangleton słynie ze swojego wisielczego lasu, a ja sam nie jestem pewien, gdzie on do końca się znajdował. Kto wie, może i na tej pięknej jabłonce dyndał ktoś, kto gwarantuje mojemu domostwu status odpowiedniego nawiedzenia? – zasugerował uśmiechając się zupełnie, jakby to również i dla niego był istotny aspekt domostwa, które chciało się posiadać. – Zechcesz mi zdradzić, skąd nagle zainteresowanie tego typu posesjami? Czyżbyście w departamencie tajemnic mieli nowe hobby? Jakiś ranking, kto zamieszkuje bardziej przerażającą okolicę. Cóż... Nic dziwnego że wasza swojska Warownia wypadła tak blado...