21.03.2024, 16:16 ✶
Lestrange skrzywił się. Na usta cisnęło mu się wiele odpowiedzi. Od "na całe szczęście" po klasyczne "spierdalaj". Jednak żadne słowo nie opuściło jego ust. Jak słusznie Nicholas zauważył, Rodolphus postanowił się zamknąć i po prostu obserwował to, co się działo między tą dwójką. I o ile jeszcze kilka chwil temu miał doskonały humor i bawił go fakt kłótni między dwójką ludzi, tak teraz wydawał się być zirytowany tą niekomfortową dla obojga sytuacją.
- On też się na początku zapierał - powiedziała słodko, zadzierając głowę. Posłała Traversowi kolejny, szeroki uśmiech, głową kiwając w kierunku drugiego Niewymownego. Ten w odpowiedzi po prostu wzruszył ramionami. Być może tak było, chociaż sądząc po jego minie, Agatha mogła trochę popłynąć ze swoimi myślami. Nie miał zamiaru jednak wyprowadzać jej z błędu - kłótnia z tą kobietą była całkowicie bezcelowa. Projektowała sobie wiele rzeczy, przekładała te projekcje na rzeczywistość i roiła sobie sytuacje, które nie miały miejsca. Jej miejsce było w szpitalu, dziwił się, że jeszcze nikt jej tam nie posłał.
Nicholas wydawał się całkowicie odporny na "urok" kobiety, jednak tak samo jak na nim nie robiła wrażenia, tak samo na niej nie robił wrażenia jego chłód. Bo w przeciwieństwie do mężczyzny ze sklepu z eliksirami, nie zabrała się tak od razu do odejścia.
- Lubię wysokich i niedostępnych - powiedziała w końcu, puszczając Traversowi oko. Odsunęła się jednak, najwyraźniej na ten moment dając za wygraną. - Liczę, że spotkamy się ponownie, panie tajemniczy.
Odwróciła się w stronę Rodolphusa i posłała mu dziwne spojrzenie, którego on sam nie miał zamiaru interpretować, a którego Travers nie widział.
- A ciebie, że już nigdy nie zobaczę - skłamała, taksując Lestrange'a wzrokiem. Dygnęła jeszcze przed Nicholasem i poszła w swoją stronę, odwracając się jeszcze na odchodnym, by jeszcze raz posłać Traversowi przeciągłe spojrzenie. Zniknęła za rogiem, co Rodolphus przyjął z wyraźną ulgą. Uczucie, które towarzyszyło temu dziwnemu spotkaniu, mógłby określić jako jedno: po całym jego ciele przechodziły ciary żenady.
- Bez komentarza - powiedział tylko, patrząc w stronę, w którą udała się Agatha. Liczył tylko, że kobieta odpuści kolejne próby wzbudzenia zazdrości, bo tylko ściągnie na Nicka kłopoty. Była niespełna rozumu i być może nie była niebezpieczna, ale potrafiła być bardzo upierdliwa. Podejrzewał że nawet wyrzucenie jej przez okno nie skłoniłoby Agathy do odpuszczenia, jeśli sobie coś uroiła.
Rodolphus odwrócił głowę w stronę Nicholasa. Uniósł brew i znowu wzruszył ramionami.
- No co? - zapytał tylko, głową wskazując kierunek, w którym mieli wrócić do mieszkania. Jego postawa zdawała się mówić idziemy?.
- On też się na początku zapierał - powiedziała słodko, zadzierając głowę. Posłała Traversowi kolejny, szeroki uśmiech, głową kiwając w kierunku drugiego Niewymownego. Ten w odpowiedzi po prostu wzruszył ramionami. Być może tak było, chociaż sądząc po jego minie, Agatha mogła trochę popłynąć ze swoimi myślami. Nie miał zamiaru jednak wyprowadzać jej z błędu - kłótnia z tą kobietą była całkowicie bezcelowa. Projektowała sobie wiele rzeczy, przekładała te projekcje na rzeczywistość i roiła sobie sytuacje, które nie miały miejsca. Jej miejsce było w szpitalu, dziwił się, że jeszcze nikt jej tam nie posłał.
Nicholas wydawał się całkowicie odporny na "urok" kobiety, jednak tak samo jak na nim nie robiła wrażenia, tak samo na niej nie robił wrażenia jego chłód. Bo w przeciwieństwie do mężczyzny ze sklepu z eliksirami, nie zabrała się tak od razu do odejścia.
- Lubię wysokich i niedostępnych - powiedziała w końcu, puszczając Traversowi oko. Odsunęła się jednak, najwyraźniej na ten moment dając za wygraną. - Liczę, że spotkamy się ponownie, panie tajemniczy.
Odwróciła się w stronę Rodolphusa i posłała mu dziwne spojrzenie, którego on sam nie miał zamiaru interpretować, a którego Travers nie widział.
- A ciebie, że już nigdy nie zobaczę - skłamała, taksując Lestrange'a wzrokiem. Dygnęła jeszcze przed Nicholasem i poszła w swoją stronę, odwracając się jeszcze na odchodnym, by jeszcze raz posłać Traversowi przeciągłe spojrzenie. Zniknęła za rogiem, co Rodolphus przyjął z wyraźną ulgą. Uczucie, które towarzyszyło temu dziwnemu spotkaniu, mógłby określić jako jedno: po całym jego ciele przechodziły ciary żenady.
- Bez komentarza - powiedział tylko, patrząc w stronę, w którą udała się Agatha. Liczył tylko, że kobieta odpuści kolejne próby wzbudzenia zazdrości, bo tylko ściągnie na Nicka kłopoty. Była niespełna rozumu i być może nie była niebezpieczna, ale potrafiła być bardzo upierdliwa. Podejrzewał że nawet wyrzucenie jej przez okno nie skłoniłoby Agathy do odpuszczenia, jeśli sobie coś uroiła.
Rodolphus odwrócił głowę w stronę Nicholasa. Uniósł brew i znowu wzruszył ramionami.
- No co? - zapytał tylko, głową wskazując kierunek, w którym mieli wrócić do mieszkania. Jego postawa zdawała się mówić idziemy?.