Sama Penny nie zawsze rozumiała samą siebie. Albo raczej - nie zawsze zrozumieć chciała. Wymagało to bowiem niekiedy zaakceptowania tego, co niekoniecznie musiało jej odpowiadać. Nie pasowało do obrazka, jaki starała się stworzyć. Skoro zaś sama miała z tym pewien problem, to nie powinna tego wymagać od innych, prawda? Może i tak, ale była to jedna z tych prawd, które nie wpływały na rzeczywistość; którymi Weasley się nie przejmowała. Jak na typową kobietę przystało, stosunkowo często pozwalała sobie sięgnąć po te jakże typowe, nie bez powodu znienawidzone przez mężczyzn: domyśl się.
- Nawet się nie zbliżaj oraz wyszłabym za Ciebie choćby jutro, tyle tylko, że byłoby to czysto platoniczne. - nie musiała się długo zastanawiać nad odpowiedzią. To było proste pytanie, mało skomplikowane. Poza tym też nie zakładała, że Renigald chciałby uzyskać na nie prawdziwą odpowiedź. Szczerą, może nawet szczerą do bólu? Podeszła do tego raczej lekko. Nawet się przy tym uśmiechnęła.
O Aidanie już nie rozmawiali. Wcześniejszych tematów nie ciągnęli na siłę. Skupili się natomiast na kolejnym. Tylko czy chcieli zatrzymać się na nim na dłużej? Tu? Teraz? Miejsce nie wydawało się do końca odpowiednie. Moment również. Coś jednak powiedzieć było trzeba. Zwyczajnie - należało. Zwłaszcza w świetle tego, co wydarzyło się podczas tego przyjęcia. Możliwie, że wyjaśnienia się Reginie po prostu należały.
- Nie zastanawiałam się nad tym, czy na tą brzytwę się nadajesz. - powiedziała. Była wtulona w jego ramiona, przez co wypowiedziane słowa były po trochu stłumione. Nie wiedziała jak na ten gest zareagować. Tym bardziej w jaki sposób go odebrać. Rozumieć? Nie spodziewała się tego. Wcale a wcale. Nie dało się zaprzeczyć jednak temu, że było to po prostu miłe. Niespodziewane w przypadku kogoś takiego jak Malfoy.
Może jednak obraz Renigalda, Damiena, jaki stworzyła sobie w głowie, nie był do końca tym prawdziwym? Nie, nie myśl w ten sposób. To donikąd nie prowadzi, Penny. Musiała siebie upomnieć. Ustawić do pionu. Bo przecież nie była głupią gęsią, która rozpływała się przy pierwszym lepszym, miłym geście, jaki wykonany został pod jej adresem. Nie była aż tak naiwna. Nie chciała być.
- Nie jest na to zbyt wcześnie? Nie zwrócą na to uwagi?- zapytała, uwolniona z jego objęć. Cofnęła się o krok. Starała się odzyskać rezon. Złapać na powrót pion. Wrócić do siebie. Nie mogła pozwolić, żeby to wszystko wytrąciło ją z równowagi. Zwłaszcza na dłużej. Bo było tak jak mówił Regina. Sępy czekały. I to ledwie kilka metrów dalej.