21.03.2024, 18:09 ✶
Trochę nie rozumiał tej sytuacji, z drugiej strony zdecydowanie wyszedł z wprawy w rozmawianiu z kimś, kto ma możliwość odpowiadać. Zwykle, trochę jak księżniczki z baśni, które otrzymał przed laty od swojej dawnej miłości, rozmawiał ze zwierzętami – swoimi kozami, znalezionymi zranionymi lunabalami czy ptakami, które wypadły z gniazda i wymagały kilku, kilkunastu tygodni odchowania, aby wzlecieć i powrócić do kręgu życia kniei. Rozmawiał też z pszczołami, z drzewami, krzakami. Nikt nie odpowiadał.
Interakcje z ludźmi ograniczały się do oglądania ich z poziomu krogulczego oka, śledzenie intruzów, pilnowanie, aby nie robili krzywdy puszczy. Może to był właściwy trop, może nieznajoma też w ten sposób penetrowała dość rozległy przecież las i sądząc, że chce zrobić krzywdę pszczołom zaingerowała. Był to jakiś, jakikolwiek wspólny mianownik, dzięki któremu łatwiej było mu zrozumieć jej intencje i nerwowe ruchy. Nie mógł tylko zrozumieć, czemu ciągle powraca do jakiegoś pozwolenia na mieszkanie w miejscu, w którym mieszkał od zawsze.
Skoro odmówiła herbaty, przysiadł na leśnym poszyciu, zdając sobie sprawę, że dopóki nie skończą tej konwersacji, raczej nie będzie mógł powrócić do swoich planów. Sapnął trochę zaniepokojony, ściągając brwi w zamyśleniu, podjęciu intelektualnej próby znalezienia właściwych słów, biorąc pod uwagę obietnice, które składał przed laty swoim rodzicom.
– Słuchaj... Ja nie wiem o co Ci chodzi. – przyznał po dłuższej prostoty, z rozbrajającą szczerością. – Chciałbym bardzo Ci pomóc, ale nie rozumiem dlaczego ktokolwiek miałby mi mówić, czy mogę czy nie mogę tu mieszkać. Mój dziadek zajmował tą leśniczówkę, gdy prowadził badania, potem matka, teraz ja. Może... no dobrze, nie piszę książki, ale Knieja to mój dom od zawsze, tu się urodziłem, wychowałem, tu leżą moi bliscy. Nie znam tych całych Greengrassów, wydaje mi się, że nigdy żadnego nie spotkałem, ale też od trzech lat nie byłem w Dolinie, więc... em... jak to jacyś nowi sąsiedzi Longbottomów, którzy się połasili na bogactwo puszczy, to na prawdę nie jest moje zmartwienie. Las umie się obronić, najwyżej przeniosę się trochę w głąb, bliżej serca. – powiedział absolutnie nieświadomy jak daleki jest od prawdy leżącej w słowach jego rozmówczyni, dzieląc się jednak szczerze swoją własną perspektywą na ten problem.
Interakcje z ludźmi ograniczały się do oglądania ich z poziomu krogulczego oka, śledzenie intruzów, pilnowanie, aby nie robili krzywdy puszczy. Może to był właściwy trop, może nieznajoma też w ten sposób penetrowała dość rozległy przecież las i sądząc, że chce zrobić krzywdę pszczołom zaingerowała. Był to jakiś, jakikolwiek wspólny mianownik, dzięki któremu łatwiej było mu zrozumieć jej intencje i nerwowe ruchy. Nie mógł tylko zrozumieć, czemu ciągle powraca do jakiegoś pozwolenia na mieszkanie w miejscu, w którym mieszkał od zawsze.
Skoro odmówiła herbaty, przysiadł na leśnym poszyciu, zdając sobie sprawę, że dopóki nie skończą tej konwersacji, raczej nie będzie mógł powrócić do swoich planów. Sapnął trochę zaniepokojony, ściągając brwi w zamyśleniu, podjęciu intelektualnej próby znalezienia właściwych słów, biorąc pod uwagę obietnice, które składał przed laty swoim rodzicom.
– Słuchaj... Ja nie wiem o co Ci chodzi. – przyznał po dłuższej prostoty, z rozbrajającą szczerością. – Chciałbym bardzo Ci pomóc, ale nie rozumiem dlaczego ktokolwiek miałby mi mówić, czy mogę czy nie mogę tu mieszkać. Mój dziadek zajmował tą leśniczówkę, gdy prowadził badania, potem matka, teraz ja. Może... no dobrze, nie piszę książki, ale Knieja to mój dom od zawsze, tu się urodziłem, wychowałem, tu leżą moi bliscy. Nie znam tych całych Greengrassów, wydaje mi się, że nigdy żadnego nie spotkałem, ale też od trzech lat nie byłem w Dolinie, więc... em... jak to jacyś nowi sąsiedzi Longbottomów, którzy się połasili na bogactwo puszczy, to na prawdę nie jest moje zmartwienie. Las umie się obronić, najwyżej przeniosę się trochę w głąb, bliżej serca. – powiedział absolutnie nieświadomy jak daleki jest od prawdy leżącej w słowach jego rozmówczyni, dzieląc się jednak szczerze swoją własną perspektywą na ten problem.