21.03.2024, 18:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 20:01 przez Isaac Bagshot.)
Isaac nie delektował się papierosem, tak jak robił to Anthony. Pierwszego wypalił dość szybko i zaraz po chwili sięgnął po drugiego. Nie wolno było mu palić w biurze, więc teoretycznie zawsze powinien czekać do swojej półgodzinnej przerwy. Oczywistym było, że łamał zasady i tego nie robił. Wychodził palić częściej, jednak nie tak często, jakby robił to w domu. Zmarszczki między brwiami zniknęły, a jego uśmiech zdawał się być o wiele promienniejszy. Szedł dosłownie pół kroku za Anthonym, żeby pozwolić mu prowadzić i nie dmuchać na niego dymem z drugiego papierosa.
-Mhm, och to miłe, że zapisał sobie mnie pan w kalendarzu. Mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy jakimś ważnym Johnem Smithem i piękną Amandą Corrigan. - Zażartował sobie, jak to miał w zwyczaju - Tyle że czy na pewno pan się nie pomylił, panie Shafiq? Mam wrażenie, że kiedy się sobie przedstawialiśmy, to zaszło pewne nieporozumienie. - Zatrzymał się na chwilę przy jednym z nielicznym śmietników i wyrzucił niedopałek. - A może po prostu byłem tak pijany, że nie pamiętam. Chyba czas ograniczyć trochę używki. - Ostatnie zdanie powiedział bardziej do siebie, chociaż już po chwili wiedział że i tak tego nie zrobi.
Kiedy dotarli do restauracji, jej wystrój i klimat bardzo przypadły Isaac’owi do gustu. Lubił ekscentryczne miejsca i ekscentrycznych ludzi, więc jeśli Anthony wybrał to miejsce żeby zrobić na nim wrażenie, to mu się udało. Rozglądając się po wnętrzu, dłuższą chwilę poświęcił oczywiście shishom. Ściągnął kapelusz i zwyczajowo uśmiechnął się do kelnera, pozwalając się prowadzić.
-Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to miejsce, panie Shafiq. - Powiedział kiedy już usiadł i odłożył kapelusz na jedno z wolnych poducho-krzeseł. - Jest pan bardzo ekscentryczną osobą. - Dodał, obserwując jak różdżka mężczyzny robi porządek z tym, co nie przypadło do gustu. Słysząc pytanie o pracę i powrót do kraju, oparł się wygodniej o oparcie siedzenia. Papierosy pomogły mu się zrelaksować, więc z boku wydawałoby się jakby właśnie ucinał sobie luźną pogawędkę z kolegą.
-No cóż, muszę przyznać, że Anglia zmieniła się nie do poznania. - Postanowił być szczery. - Ludzie nadal oczywiście bardzo uprzejmi, ale jacyś tacy nieufni i przestraszeni? Nikt nie chce rozmawiać na tematy które mnie interesują, a ja po prostu jestem bardzo zainteresowany krajową polityką i… następstwami kulturowymi z nią związanymi. Słyszał pan o… nie, przepraszam. Nieważne. - Poprawił sobie marynarkę i uśmiechnął nieco szerzej. - Nie będę prowadził wykładu. Dużo osób mi zarzuca, że filozofuje i zbaczam z tematu. Nie chciałbym pana zanudzić. - Isaac zazwyczaj sporo mówił i jeśli prowadził z kimś konwersacje, to był temu oddany. Często też zbaczał z tematu, co czasami było oczywiście zamierzonym zabiegiem, jednak tym razem się po prostu zagalopował.
-A jeśli chodzi o moją nową pracę, panie Shafiq, to jest to oczywiście istny dramat. A my jesteśmy bohaterami tego dramatu. -Powiedział, patrząc na mężczyznę uważnie. - Jak można żyć, pracując od poniedziałku do piątku, od dziewiątej rano do piątej wieczór? Przecież to jest nieludzkie traktowanie, panie Shafiq. Wystarczyło mi kilka dni żeby zdecydować, że praca biurowa nie jest moją mocną stroną. Ale jestem panu wdzięczny, ponieważ naprawdę lubię próbować nowych rzeczy. I jest mi oczywiście bardzo przykro, jeżeli pana zawiodłem.- Doszedł do wniosku, że lepiej nie owijać w bawełnę. Chciał się dowiedzieć o co tu naprawdę chodzi. Popukał palcami po udzie, jakby się lekko niecierpliwił. Potrafił czytać ludzi i szło mu to znakomicie, ale nie był przyzwyczajony żeby to jego ktoś tak "prześwietlał", lub stawiał w sytuacji której nie do końca rozumiał. Było to irytująco-ekscytujące.
-Mhm, och to miłe, że zapisał sobie mnie pan w kalendarzu. Mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy jakimś ważnym Johnem Smithem i piękną Amandą Corrigan. - Zażartował sobie, jak to miał w zwyczaju - Tyle że czy na pewno pan się nie pomylił, panie Shafiq? Mam wrażenie, że kiedy się sobie przedstawialiśmy, to zaszło pewne nieporozumienie. - Zatrzymał się na chwilę przy jednym z nielicznym śmietników i wyrzucił niedopałek. - A może po prostu byłem tak pijany, że nie pamiętam. Chyba czas ograniczyć trochę używki. - Ostatnie zdanie powiedział bardziej do siebie, chociaż już po chwili wiedział że i tak tego nie zrobi.
Kiedy dotarli do restauracji, jej wystrój i klimat bardzo przypadły Isaac’owi do gustu. Lubił ekscentryczne miejsca i ekscentrycznych ludzi, więc jeśli Anthony wybrał to miejsce żeby zrobić na nim wrażenie, to mu się udało. Rozglądając się po wnętrzu, dłuższą chwilę poświęcił oczywiście shishom. Ściągnął kapelusz i zwyczajowo uśmiechnął się do kelnera, pozwalając się prowadzić.
-Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to miejsce, panie Shafiq. - Powiedział kiedy już usiadł i odłożył kapelusz na jedno z wolnych poducho-krzeseł. - Jest pan bardzo ekscentryczną osobą. - Dodał, obserwując jak różdżka mężczyzny robi porządek z tym, co nie przypadło do gustu. Słysząc pytanie o pracę i powrót do kraju, oparł się wygodniej o oparcie siedzenia. Papierosy pomogły mu się zrelaksować, więc z boku wydawałoby się jakby właśnie ucinał sobie luźną pogawędkę z kolegą.
-No cóż, muszę przyznać, że Anglia zmieniła się nie do poznania. - Postanowił być szczery. - Ludzie nadal oczywiście bardzo uprzejmi, ale jacyś tacy nieufni i przestraszeni? Nikt nie chce rozmawiać na tematy które mnie interesują, a ja po prostu jestem bardzo zainteresowany krajową polityką i… następstwami kulturowymi z nią związanymi. Słyszał pan o… nie, przepraszam. Nieważne. - Poprawił sobie marynarkę i uśmiechnął nieco szerzej. - Nie będę prowadził wykładu. Dużo osób mi zarzuca, że filozofuje i zbaczam z tematu. Nie chciałbym pana zanudzić. - Isaac zazwyczaj sporo mówił i jeśli prowadził z kimś konwersacje, to był temu oddany. Często też zbaczał z tematu, co czasami było oczywiście zamierzonym zabiegiem, jednak tym razem się po prostu zagalopował.
-A jeśli chodzi o moją nową pracę, panie Shafiq, to jest to oczywiście istny dramat. A my jesteśmy bohaterami tego dramatu. -Powiedział, patrząc na mężczyznę uważnie. - Jak można żyć, pracując od poniedziałku do piątku, od dziewiątej rano do piątej wieczór? Przecież to jest nieludzkie traktowanie, panie Shafiq. Wystarczyło mi kilka dni żeby zdecydować, że praca biurowa nie jest moją mocną stroną. Ale jestem panu wdzięczny, ponieważ naprawdę lubię próbować nowych rzeczy. I jest mi oczywiście bardzo przykro, jeżeli pana zawiodłem.- Doszedł do wniosku, że lepiej nie owijać w bawełnę. Chciał się dowiedzieć o co tu naprawdę chodzi. Popukał palcami po udzie, jakby się lekko niecierpliwił. Potrafił czytać ludzi i szło mu to znakomicie, ale nie był przyzwyczajony żeby to jego ktoś tak "prześwietlał", lub stawiał w sytuacji której nie do końca rozumiał. Było to irytująco-ekscytujące.